Dusk Diver

Kolejne azjatyckie kraje powoli przebijają się ze swoimi grami na Zachód. Tym razem przyjrzymy się produkcji prosto z Taiwanu o tytule Dusk Diver!

Pamiętacie może Akiba’s Beat i Akiba’s Trip? Akcja obu gier toczy się w dzielnicy Tokio, która skupia się na elektronice i różnych innych pasjach. Na podobny pomysł wpadli deweloperzy z JFI Games. Jednak oni postawili na rodzimą stolicę, czyli Taipei, oraz jej odpowiednik wspominanej już dzielnicy – Ximending. Wcielamy się w Yumo, nastolatkę, która ma swoje nastoletnie problemy. Jednego z wakacyjnych dni, podczas szwendania się po mieście wraz ze swoją przyjaciółką, staje się światkiem przedziwnych wydarzeń. Najpierw jedna z ulic zostaje niespodziewanie zamknięta, potem zmienia się miasto i jego barwy, a następnie atakują potwory. Nie bez powodu jednak prowadzimy tę właśnie bohaterkę. Szybko spotyka faceta, który wygląda jak gangster, ale… zaraz potem zamienia się w lwa-maskotkę. Za to dzięki temu dziewczyna zyskuje specjalne moce i może stanąć do walki z potworami. Wstęp może i sztampowy, ale jako tako ciekawy. Za to później już jest mniej interesująco. 12 rozdziałów jest pełne przeciętnych i często nudnawych dialogów związanych z dotychczasowym życiem postaci oraz rozwijającą się sytuacją przechodzenia jednego wymiaru w drugi. Wątpię, żeby większość z graczy była chętna przeczytać to wszystko, ja na pewno nie byłem i większość, gdzieś od połowy, po prostu pomijałem.

Lepiej za to wygląda właściwa część gry, czyli walka. Cały czas prowadzimy tylko Yumo, która dysponuje atakiem zwykłym i silnym. Wraz z rozwijaniem zdolności dziewczyny poszerzymy zakres comobosów, które jest w stanie wykonać. Dodatkowo, wspomniana maskotka lwa oraz dwie inne (po zakończeni gry nawet jeszcze jedna) wspomogą kolejnymi formami ataków, ale są ograniczane specjalnym paskiem mocy. Żeby było ciekawiej, możemy na bieżąco przeskakiwać między pomocnikami i w ten sposób szybko dostosowywać ofensywę. Co więcej, każda z maskotek ma super atak. I to wciąż nie koniec, po zapełnieniu drugiego typu paska, pojawia się opcja aktywacji wyniesienia siły Yumo na wyższy poziom. Oczywiście jest ograniczona czasowo, ale możemy w jej trakcie zadać większe obrażenia zwykłymi ciosami bądź wyprowadzić super-duper-ekstra atak. W połączeniu ze sprawnymi unikami, które mogą aktywować zwolnienie czasu, otrzymujemy pokaźny arsenał do slasherowej (tudzież brawlerowej) nabojki. I jak ta część jest porządnie przygotowana, tak zawodzą przeciwnicy. Ci słabi są po prostu słabi i służą za mięso armatnie. Ci mocniejsi niestety często ociągają się z atakowaniem przez co nieraz ma się wrażenie, że bije się słupy, którym trzeba zbić obronę, aby w końcu otrzymały porządne obrażenia. Bywały też przypadki, w których po prostu było czuć, że kolejne fale są sztucznym wydłużeniem nawalanki. A można było to łatwo zatrzeć po prostu intensywniejszymi pojedynkami z bardziej aktywnymi potworami. Ciekawiej wypadają walki z bossami, choć też mają swoje wady – często są przewidywalni i łatwo uniknąć ich ataków.

Innym problemem Dusk Diver są elementy gameplayu nie będące walką. Przede wszystkim jest to bieganie po dzielnicy i szukanie specjalnych, opalizujących sześcianów oraz wykonywanie zadań pobocznych. Sześciany można też zdobyć w misjach z walkami, ale jest ich za mało, aby otworzyć dostęp do kolejnych wrót, więc trzeba biegać po mieście. Niby mamy pomoc w postaci informacji, że cel znajduje się w pobliżu, ale w miarę często obiekty są niemal wtopione w dekoracji. Natomiast zadania poboczne są potrzebne do podnoszenia mocy D.Drive, czyli specjalnego, silniejszego stanu Yumo. Gdy już zaakceptujemy quest, trzeba w ciemno biegać po dzielni, bo twórcy zdecydowali, że nie ma potrzeby umieszczać odpowiedniej informacji na mapie. Żeby było śmieszniej, mapa nie ma swojego skrótu na żadnym klawiszu, trzeba wchodzić do niej przez menu, a jest naprawdę potrzebna, bo miniaturka na ekranie niewiele mówi. Innym, tym razem lżej irytującym dodatkiem jest bieganie po mieście do odpowiednich knajp, żeby zjeść posiłek z jedną z maskotek. Szansę na to dostajemy, gdy wypełnimy pasek poziomu bliskości, potem, czyli po jedzeniu, możemy przejść specjalny trening, czyli de faco, zaliczyć misję poboczną, aby odblokować nowy atak.  Poza tym w produkcji nie brakuje dodatkowych, niezachęcających do zaliczania dodatków, jak wykupywanie jakichś jajek niespodzianek z rzeczami do galerii, odblokowywanie nowych, nieprzydatnych przedmiotów do użytku w takcie misji czy podlewanie drzewa.

Oprawa graficzna jest promowana logiem Unreal Engine, ale nie przekłada się to jakoś specjalnie na jakość części wizualnej. Zapewne wpłynął na to budżet, ale część miejska jest po prostu średnia, a większość ludzi to po prostu kolorowe schematy. Na plus na pewno zasługuje odtworzenie dzielnicy, bo gdy się przyjrzeć konkretnym ulicom i sklepom, to widać ich przełożenie z rzeczywistości do świata wirtualnego. Lepiej wypada część z walką, ale to już z powodu o wiele prostszego konceptu. Za to gdy już przychodzi do walki, to zarówno w trybie handheldowym, jak i w doku wszystko odbywa się płynnie, bez żadnych przycięć i to jest w sumie ważne. Pod względem audio wszystko jest na dobrym poziomie, od dubbingu, przez efekty dźwiękowe, po muzykę. Z muzyką jest jednak śmieszna sprawa – prawie jej nie słychać… Jak ostatnio w kilku recenzjach japońskich produkcji narzekałem, że ciężko dostosować poziom głośności OST-a do dialogów, tak tu muzyka jest na tyle ściszona, że w ogóle się nie wybija. A szkoda, bo to, co w momentach bez odgłosów pojedynków można usłyszeć, jest w porządku.

Dusk Diver jest produkcją problematyczną w ocenie. Z jednej strony twórcy przyłożyli się do stworzenia systemu walki, z drugiej nie wykorzystali jego potencjału przez dość słabe AI. Nie sprawdzałem misji na hardzie, ale mam przeczucie, że przeciwnicy są tylko wytrzymalsi, przez co walki będą się jedynie przeciągać. Ewentualnie wymaksowanie zdolności bohaterki i maskotek sprowadzi wyższą trudność do normala, więc i tak lipa. W przypadku fabuły też widać chęć zrobienia czegoś większego, ale znów nie ma tam nic, co by trzymało w zainteresowaniu, a postaci nie są na tyle interesujące, by poczuć jakieś przywiązanie do nich. Poza tym irytuje bieganie po mieście w poszukiwaniu sześcianów i rozwiązań questów. Gra jest grywalna, to na pewno, ale ma dość niedociągnięć, by nie wybijać się ponad przeciętność. Jeśli brakuje Wam slashera/brawlera w 3D, to możecie sięgnąć po Dusk Diver, ale jest to tytuł mocno opcjonalny i na pewno nie za pełną cenę.


Ocena: 5,5/10


Serdecznie dziękujemy PQube
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry


Producent: JFI Games
Wydawca: PQube
Data wydania: 29 października 2019 r.
Dystrybucja: cyfrowa i fizyczna
Waga: 3,2 GB
Cena dla Switcha: 160 PLN

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *