Rune Factory 4 Special

Seria Harvest Moon zdecydowanie pamięta lepsze czasy. Po premierze pierwszej gry na Super Nintendo Entertainment System cykl świętował kolejne rekordy popularności, lecz z czasem jego płomień zaczął dogasać, a ostatnie główne części spotykają się z coraz gorszym odbiorem. Bywa jednak, że spin-offy znanych serii z czasem zaczynają żyć własnym życiem, i tak właśnie stało się z Rune Factory.

Pierwsze Rune Factory z wiele wyjaśniającym podtytułem A Fantasy Harvest Moon pojawiło się na Nintendo DS w 2006 i z miejsca stało się hitem. Poskutkowało to z czasem pozbyciem się członu „Harvest Moon” z nazw kolejnych części (no dobra, miało to też związek z problemami prawnymi na zachodzie). Świeżo wydany na zachodzie Rune Factory 4 Special to (jak sama nazwa wskazuje) remaster szóstej części serii, który miał swoją premierę na 3DS-ie osiem lat temu, a jego celem jest po części osłodzenie fanom czekania na Rune Factory 5 przygotowywane już od podstaw na Switcha.

Jeśli graliście w którąś z części Harvest Moon/Story of Seasons lub Stardew Valley, to wiecie czego się na początku spodziewać. Po wybraniu płci i imienia naszego awatara rozpoczynamy grę na pokładzie podniebnego statku lecącego w bliżej nie sprecyzowanym kierunku. W trakcie podróży dwójka bandytów ukrywających się w beczkach przejmuje kontrolę nad okrętem i przez przypadek wyrzuca bohatera za burtę. Upadek z kilkuset metrów jednak nie robi mu żadnej krzywdy, gdyż dosłownie spada on na głowę Ventuswill – pradawnego smoka opiekującego się Selphią, czyli małym miasteczkiem położonym w Królestwie Norad. W wyniku kolizji bohater całkowicie traci jednak pamięć, przez co życzliwy gad bierze go za księcia, który miał przybyć do miasta w odwiedzinach. W ten sposób portagonista – a więc i my, przejmujemy kontrolę nad rozwojem miasta.

Chwilę potem, po ogarnięciu pierwszych samouczków, gra otwiera się w podobny sposób co inne life simy – zająć możemy się czymkolwiek chcemy. Rolnictwem, hodowlą zwierząt (przepraszam, potworów o aparycji kurczaków i owiec), górnictwem i kowalstwem, alchemią, rybołówstwem, gotowaniem – wybór należy do was. A przynajmniej do pewnego stopnia, gdyż rozwój w każdej z tych umiejętności zwiększa naszą efektywność w walce. Mamy więc pewną dowolność w skupieniu się na konkretnych profesjach, lecz jeśli całkowicie zignorujemy, na przykład, kowalstwo, nie zdobędziemy odpowiednio mocnego oręża i staniemy się popychadłem dla wrogów. Zrównoważony rozwój jest więc ważny, szczególnie, że tworzenie nowych przedmiotów nie tylko zjada nam pasek wytrzymałości (który możemy odnawiać śpiąc lub jedząc zdobyte pożywienie), ale też wymaga zdobycia przepisów. Te odblokować możemy jednie jedząc świeży chleb u miejscowego kucharza. Nasz kuchmistrz może ubiec jednak limitowaną ilość bochenków dziennie, więc nie ma mowy o szybkim wylevelowaniu kowalstwa wytworzeniem tysiąca sztyletów i odblokowania w ten sposób najsilniejszej zbroi na początku gry (przykro mi drodzy fani Bethesdy).

A na ekwipunku naprawdę warto się skupić, bo Rune Factory 4 to tak naprawdę połączenie symulatora życia w stylu Harvest Moon lub Stardew Valley z typowo klasycznym jRPG. Szczególnie na myśl przychodzi tutaj Secret of Mana, gdyż system walki jest bliźniaczo podobny do tego z kultowej gry Square. Biegamy więc po dwuwymiarowej mapie i siekamy kolejnych przeciwników bronią białą lub za pomocą magii. Znajdziecie tutaj kilka trybów uzbrojenia, od toporów i mieczy po różdżki i sztylety. W trakcie walki zwiększamy też nasz poziom doświadczenia we władaniu każdym z typów broni osobno, co z czasem odblokowuje nowe typy ataków. Siekać zresztą nie musimy sami, gdyż do naszego zespołu możemy zaprosić dowolne postacie NPC. Jest to więc bardzo przyjemny hack’n’slash dający spore pole do manewru w kwestii dostosowywania swoich statystyk.

Osoby, które odbiły się od innych life simów przez ich szczątkowe podejście do historii, powinien ucieszyć też fakt, że Rune Factory 4 posiada mocno zarysowaną i całkiem przyjemną fabułę. Gra prezentuje kolejne misje fabularne stopniowo, a pomiędzy nimi mały czas dla siebie. Możemy go spożytkować levelując nasze specjalizacje, pracując na farmie i skupiając się na prośbach innych bohaterów, które zawsze można znaleźć na tablicy ogłoszeniowej. No i jak przystało na life sima, ogromną częścią gry jest oczywiście budowanie naszej społeczności i relacji z innymi postaciami. Gra posiada barwny zestaw postaci pobocznych, z którymi możemy się zaprzyjaźniać przynosząc im ulubione towary lub po prostu z nimi rozmawiając. Poziom dialogów jest wysoki, a po odpowiednim zaciśnięciu więzi z naszym ulubionym bohaterem, możemy z nim stanąć przed ślubnym ołtarzem (niestety, tak jak na 3DS-ie, związki mogą być tylko dwupłciowe). Jako że wszyscy mają nas za księcia, nasza postać może za pomocą specjalnych punktów wydawać dekrety, które skutkują budową nowych budynków na naszej farmie czy powiększeniem naszego pokoju. Dzięki dekretom sami możemy też planować festiwale dla mieszkańców Selphii.

Pozostaje jedno pytanie – co nowego edycja Special ma do zaoferowania graczom już posiadającym wersję na 3DS-a? Najbardziej oczywistą zmianą jest oprawa. Rune Factory 4 na Switchu działa w pełnym 1080p po zadokowaniu i w 720p w trybie handheldowym. Jest to spory przeskok z rozdzielczości ekranu 3DS-a (400×340 pikseli w trybie 2D). I choć oczywiście zwiększone natężenie pikseli jest mile widziane, HD dobitnie uwypukla fakt, że gra pochodzi z handhelda o mocy obliczeniowej zbliżonej do Dreamcasta. Modele postaci i potworów są teraz ostrzejsze, choć tekstury wciąż pozostawiają sporo do życzenia. Problem leży jednak gdzieś indziej. Rune Factory 4 nie renderuje środowiska w trójwymiarze, zamiast tego twórcy wykorzystali do zbudowania świata dwuwymiarowych bitmap. Jako że te były przygotowywane z myślą znacznie niżej rozdzielczości, a twórcy prawdopodobnie nie planowali jeszcze konwersji HD gry przy jej tworzeniu, bitmapy doczekały się jedynie upscale’u do 1080p. Twórcy próbowali to zamaskować „zmiękczając” mapy, co nadało im bardziej pastelowego charakteru. To faktycznie pomaga, a gra prezentuje się dzięki temu nieźle (szczególnie na małych ekranie), choć wciąż widać, że gra nie była przygotowywana z myślą o mocniejszych konsolach. Lepiej jest na szczęście z portretami postaci pojawiającymi się na ekranie w trakcie dialogów – te zostały już przygotowane w wyższej rozdzielczości. Oczywiście gra wciąż działa w sześćdziesięciu klatkach na sekundę, tak jak na 3DS-ie, a ekrany ładowania praktycznie nie istnieją (Mark Cerny ze swoim SSD może się schować).

Jeśli chodzi o nową zawartość, najważniejszymi dodatkami są dwa nowe tryby. Aby skorzystać z Newlywed Mode musimy najpierw wciąż ślub z jedną z postaci. Gdy to zrobimy, odblokowana zostaje mini-historia powiązana z naszym wybrankiem lub wybranką. Opcji romansowych jest dwanaście, więc daje to nam tyle samo niedługich, ale przyjemnych dodatkowych questów skupiających się na konkretnej postaci. Drugi tryb to Another Episode. Tutaj również dostajemy dwanaście nowych historii skupiających się na bohaterach, lecz te nie zawierają już fragmentów grywalnych. To po prostu krótkie i przyziemne opowieści w formie przypominającej visual novele. Oba te dodatki są skierowane głównie do już istniejących fanów gry i same w sobie mogą nie być usprawiedliwieniem dla zakupu jej drugi raz, zdecydowanie powinny go osłodzić. Niestety, z jakiegoś powodu twórcy zdecydowali, że tryb Another Episode powinien być wydany jako DLC, które darmowe było tylko przez pierwsze tygodnie po premierze. Teraz kosztuje ono dodatkowe dwadzieścia złotych. Co prawda bez DLC nie stracicie dużo, lecz i tak mam wrażenie, że powinno być ono darmowe dla wszystkich.

Wersja Special dodaje też kilka zmian quality of life, nowy „piekielny” poziom trudności i opcję wyboru między angielskim i japońskim dubbingiem. Czy to wystarczy, aby przekonać starych graczy? Ci muszą sobie na to odpowiedzieć sami. Osoby niezaznajomione z Rune Factory 4 znajdą tutaj natomiast bardzo dobrego life sima wyróżniającego się sporym naciskiem na walkę, fabułę i elementy RPG, który nieco może jedynie nieco odstraszać oprawą graficzną. Sam z pewnością będę jeszcze do gry wracać wyczekując niecierpliwie premiery Rune Factory 5.


Ocena: 8/10


Serdecznie dziękujemy Marvelous Europe
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry


Producent: Neverland
Wydawca: Marvelous Europe
Data wydania: 28 lutego 2020 r
Dystrybucja: cyfrowa i fizyczna
Waga: 5.2 GB
Cena: 160 PLN



Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *