Xenoblade Chronicles 2

Xenoblade Chronicles 2 to gra miejscami tworzona w pośpiechu. Jeśli jednak da się jej wystarczająco dużo uwagi, swoje wady rekompensuje z nawiązką.

Witajcie w Alrest – świecie w całości pokrytym morzem chmur, które zasłania jej prawdziwą powierzchnię. Na tym morzu gazu unoszą się Tytany – gigantyczne stworzenia, których ciała stały się domem dla pozostałych mieszkańców planety. Tytany różnią się od siebie klimatem, ukształtowaniem terenu, fauną i florą, a także cywilizowanymi mieszkańcami, którzy na barkach, grzbietach lub nawet wewnątrz ich ciał utworzyli suwerenne narody. Niestety, nic nie trwa wiecznie. Mające tysiące lat Tytany nie są odporne na upływ czasu i zaczynają powoli umierać, upadając na dno morza razem ze swoimi mieszkańcami. Kurczący się teren i ograniczenie zasobów coraz częściej powoduje spięcia między narodami, a nawet wojny. Militarne starcia są ciekawe, ponieważ podstawą sił militarnych każdej nacji są Driverzy, zdolni do przebudzenia i kontrolowania Blade’ów, czyli całkowicie inteligentnych i w większości antropomorficznych postaci, dających swoim użytkownikom nadludzkie zdolności w walce.

Cutscenki na silniku gry wyglądają fantastycznie.

Nasz główny bohater, zaledwie piętnastoletni Rex, patrzy na to wszystko z boku. Już samodzielny, choć żyjący sam na grzbiecie niewielkiego, lecz inteligentnego tytana, zarabia na utrzymanie, nurkując w morzu chmur i zbierając skrawki dawnej cywilizacji, w nadziei sprzedania ich na targu. Jednak gdy się rozmarzy, patrzy w kierunku World Tree. Ogromnego drzewa rozrastającego się wysoko ponad powierzchnią morza. Legenda głosi, że na jego szczycie znajduje się raj zdolny pomieścić wszystkich mieszkańców Alrest. Tam też ma stać dom Architekta – twórcy życia i opiekuna World Tree.

Życie naszego protagonisty zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni, gdy otrzymuje hojną propozycję pomocy niewielkiej grupie Driverów w wydobyciu z odmętów morza kilkusetletniego okrętu. W wyniku komplikacji Rex przebudza znajdującą się na pokładzie Pyrę – wyjątkowo potężnego Blade’a, która prosi go o pomoc w dotarciu do World Tree i spotkaniu swojego twórcy. Tak zaczyna się nasza trwająca około sześćdziesiąt godzin przygoda.

Każdy Tytan zamieszkujący Alrest utrzymuje na swoich barkach inny naród. Te różnią się od siebie nie tylko systemami politycznymi i poziomem rozwoju, ale nawet… akcentami aktorów głosowych!

Pierwsze godziny w Xenoblade Chronicles 2 są dosyć… specyficzne. Gra po dosyć szybkim i zachęcającym intrze zauważalnie zwalnia tempo w swoich początkowych rozdziałach. Zauważyłem, że przez to wielu graczy mocno zniechęciło się do gry. Fabuła zmienia środek ciężkości i skupia się na pozornie oderwanym od głównej gry wątku, natomiast gracz powoli zalewany jest kolejnymi samouczkami związanymi z przytłaczającym systemem walki. Mam wrażenie, że niechęć ta wynika ze złego zakomunikowania nowym graczom, na czym tak naprawdę polega fenomen gier Monolith Soft. Jeśli grając w RPG jesteście przyzwyczajeni do szybkiego podążania za znacznikami wskazującymi położenie kolejnego wydarzenia fabularnego i jak najszybszego kończenia fabuły, to z Xenoblade Chronicles 2 nie wyciśniecie całego soku.

Sercem Xenoblade’ów są bowiem ich światy. Każdy Tytan zamieszkujący Alrest to ogromny teren wypełniony ukrytymi skarbami, zwierzętami, materiałami do wydobycia i nadzwyczajnie silnymi bestiami do wyeliminowania. Część z nich odkryjemy, akceptując odpowiednie zadanie poboczne, inne zobaczymy w trakcie wykonywania misji fabularnych, większość jest jednak opcjonalna. Kiedy widzimy w oddali położony nad niziną klif, zaczniemy próbować się do niego dostać, i to nie dlatego, że gra nam tak rozkazuje, lecz z czystej ciekawości. Pod tym względem Xenoblade Chronicles 2 lekko przypomina The Legend of Zelda: Breath of the Wild (przy produkcji którego w końcu Monolith Soft pomagało) z domieszką Metroida. Tylko skąd wzięły się przygody Samus w tym działaniu?

Gra jest pełna pięknych widoków. Aż szkoda, że twórcy nie pokusili się o dodanie trybu fotograficznego.

Otóż  w rzeczywistości spora część każdej mapy jest poza naszym zasięgiem. Wejścia do wydrążonego pnia może bronić przeciwnik o trzykrotnie wyższym poziomie doświadczenia. Albo jedyną opcją na przeskoczenie przepaści jest odblokowanie odpowiednich skilli w drzewku umiejętności postaci. Wtedy nie mamy do wyboru i musimy chwilowo sobie odpuścić. Obszar, do którego odmówiono nam dostępu, zostaje jednak w naszej pamięci. Dwadzieścia godzin później wracamy do wcześniej odwiedzonego obszaru i bezproblemowo pokonujemy przeciwności, które nam doskwierały na początku przygody, w zamian otrzymując odpowiednio obfitą nagrodę. Xenoblade Chronicles 2 jest pełen takich momentów. Nie byłyby one możliwe, gdyby nie same projekty map, które pełne są wyróżniających się krajobrazów i po wielu godzinach stają się przejrzyste. Dzięki temu nawet po powrocie do produkcji po sporej przerwie byłbym w stanie mniej więcej nakreślić mapę każdego Tytana.

Fabuła natomiast nigdzie się nie spieszy przez trzy z dziesięciu rozdziałów. Dopiero w czwartym scenarzyści doszli do wniosku, że pora pozbyć się hamulców, i akcja na stałe przyspiesza. Dowiadujemy się nowych faktów na temat barwnych głównych bohaterów, ale również świetnie zarysowanych antagonistów. I choć sam ciąg przyczynowo-skutkowy wydarzeń może czasami spowodować lekkie uniesienie brwi, historię na swoich barkach utrzymują postacie. Duża w tym zasługa voice actingu. Do prawda czuć miejscami braki od strony reżyserii dubbingu (co pewnie jest związane z faktem, że gra powstawała tylko przez nieco ponad dwa lata), ale po wielu godzinach przywiązałem się do głosów aktorów. Nawet sam Rex, początkowo nieco irytujący swoją naiwnością, zyskiwał w moich oczach z każdym kolejnym rozdziałem.

Zaatakować możemy praktycznie każde napotkane dzikie stworzenie. Ale czy zabicie nieagresywnego roślinożercy jest warte kilku dodatkowych punktów doświadczenia? Pytam na poważnie.

Prawdopodobnie elementem najczęściej odpychającym nowych graczy jest system walki. W początkowych rozdziałach gry może się bowiem wydawać, że jako gracz nie mamy dużego wpływu na przebieg potyczki. Nasza drużyna składa się z trzech głównych postaci bezpośrednio atakujących wroga, dodatkowo każda z nich jest wspierana przez maksymalnie trzy Blade’y. Kontrolowany przez nas bohater automatycznie wyprowadza w kierunku przeciwnika podstawowe ataki, które powoli ładują ataki specjalne znane jako Arts. Arts nie tylko zadają dodatkowe obrażenia, ale gwarantują też różnego rodzaju bonusy, na przykład zwiększając siłę ataków zadawanych wrogowi od tyłu lub wprowadzają tymczasowo przeciwnika w stan bezruchu, w trakcie którego otrzymuje on dodatkowe obrażenia. Korzystanie z Artsów wypełnia oddzielny pasek trzystopniowych ataków specjalnych, które wspólnie z resztą członków drużyny łączyć możemy w combosy, które kończą się efektowną animacją wypełnioną QTE, i zadającą ogromne obrażenia, ale dają też przeciwnikowi odporność na ataki wykorzystujące żywioł ostatniego z serii ataków specjalnych, co jest wizualizowane kulą energii kręcącą się wokół wroga. Kule te możemy następnie rozbijać w trakcie Chain Attack, który angażuje całą naszą drużynę, co owocuje obrażeniami mogącymi zbić nawet połowę paska zdrowia wyjątkowo silnego przeciwnika.

Ogarnęliście to za pierwszym razem? Na pewno nie. Ponieważ wszystko to, co ja próbowałem wytłumaczyć w jednym paragrafie, Monolith Soft stopniowo wyjaśnia przez pierwsze dwadzieścia godzin przygody. Kolejne kluczowe elementy systemu walki są wprowadzane wraz z postępem fabularnym. Przez to na początku gry wydawać może się, że walka jest wyjątkowo prosta, a przez auto-ataki gracz nie ma zbyt dużego wpływu na jej przebieg. Z czasem jednak liczba elementów, na które trzeba zwrócić uwagę, zwiększa się, a system okazuje się skrywać głębię, której próżno szukać w większości innych jRPG. Taktyka polegająca na ślepym aktywowaniu losowych Artów może się sprawdzać na początku, lecz szybko okazuje się być niewystarczająca. Inteligentne korzystanie z otrzymywanych wzmocnień, rozplanowanie ruchów i odpowiednie dostosowanie naszej drużyny przed potyczką może sprawić natomiast, że walka, która normalnie zajęłaby nam kilka minut, zakończy się po kilkunastu sekundach.

Choć gra jest pełna nawiązań do poprzednich produkcji Monolith Soft, to niemal zupełnie oddzielna historia.

No właśnie, wejście do menu rozwoju może potrwać tyle, co sama walka. Duża w tym zasługa ilości Blade’ów, które możemy dodać do naszej drużyny. Każdy z nich posiada własne drzewko umiejętności, które rozwijamy, wykonując podane w nich wyzwania (na przykład zabicie kilkudziesięciu przeciwników, wręczenie konkretnego typu prezentu czy pokonanie rzadkiego potwora). Każdego Blade’a i Drivera w naszej drużynie możemy oddzielnie dostosować do naszych potrzeb. W praktyce oznacza to, że do naszej aktywnej drużyny należy jednocześnie aż dwanaście postaci, a każdą z nich należy ospersonalizować. Daje to ogromne pole do manewru, a eksperymentowanie z różnymi buildami wciąga.

Choć część z nich otrzymujemy w ramach fabuły, większość musimy przebudzić z pomocą Core Crystals. Z pośród różnych mechanik Xenoblade Chronicles 2, to właśnie do niej mam mocno mieszane odczucia. Rdzenie wypadają losowo z pokonanych przeciwników, czasami też dostajemy je w ramach nagród za wykonywanie questów. Dzielą się na trzy typy: podstawowe, rzadkie i legendarne. Po otrzymaniu kryształu musimy przebudzić śpiącego w nim Blade’a, jednocześnie przypisując go na stałe do jednego z członków naszej drużyny. Każdemu przebudzeniu towarzyszy system RNG, który decyduje, czy do naszej drużyny dołączy rzadka postać, która wyróżniać się będzie umiejętnościami, siłą, designem, a nawet charakterem czy pospolity i właściwie bezużyteczny Blade. Co prawda system ten działa tak, aby każdy gracz otrzymał przynajmniej kilka rzadkich Blade’ów w trakcie swojego playthrough, lecz jeśli będziecie chcieli zebrać je wszystkie (w tym wyjątkowo rzadką KOS-MOS nawiązującą do serii Xenosaga), przyszykujcie się na żmudne farmienie rdzeni… albo kupno Expansion Passa, który dodaje do ekwipunku dwadzieścia legendarnych rdzeni (co wciąż nie gwarantuje otrzymania wszystkich postaci). Co prawda uważam, że sam Expansion Pass jest jak najbardziej wart swojej ceny, a poza nim gra jest pozbawiona jakichkolwiek mikropłatności, to jednak nie da się ukryć, że jest to dosyć podejrzana zagrywka w grze czysto singleplayerowej.

Ilość rzadkich Blade’ów jest całkiem spora, a projekty wielu z nich zostały przygotowane przez gościnnych ilustratorów (na przykład Shingo Adachiego znanego ze Sword Art Online).

Ale uwierzcie mi, będziecie chcieli zebrać wszystkie rzadkie Blade’y. Każdy z nich jest bowiem pełnoprawną postacią, która jest nam przybliżana w formie osobnego, rozbudowanego sidequesta. Na tle nijakich zadań pobocznych wręczanych przez NPC, które najczęściej są prostymi fetch questami, Blade Quests są sporą atrakcją pozwalającą na chwilowe zboczenie z głównego wątku fabularnego.

Xenoblade Chronicles 2 potrafi też być nierówne pod względem graficznym. Z jednej strony same środowiska i towarzyszące im widoki często aż proszą o zatrzymanie się w miejscu i ich podziwianie. Świat gry jest w końcu nie tylko piękny, ale też żywy, i to dosłownie. Na jedynym ekranie zobaczyć można spacerujące zwierzęta, ogromny wodospad, źdźbła trawy poruszające się na wietrze i głowę Tytana odwracającą się lekko w kierunku horyzontu i dodający całej scenerii perspektywy. Warto tutaj wspomnieć, że pomimo wielkości świata, ekrany ładowania uświadczymy tylko w trakcie przemieszczania się z jednego tytana na drugiego, a i wtedy są błyskawiczne. Świetnie wyglądają też modele głównych postaci. Co prawda stylista bliska współczesnym anime nie do końca przypadła do gustu części fandomu, ale postaciom nie da się odmówić ekspresji (czasami wręcz przesadzonej) i szczegółowości.  I przy tych dopracowanych modelach kluczowych postaci zwykłe NPC wypadają szczególnie tragicznie i przypominają czasy PS2.

Ratowanie umierającej planety może poczekać.

Największy problem mam jednakt z jakością obrazu. W trybie stacjonarnym mamy do czynienia ze stabilnym 720p. Nie jest to tragedia, szczególnie że wyraźnie widać spory postęp graficzny w porównaniu z poprzednią częścią serii. Kłopotliwy jest natomiast dziwny filtr wyostrzający, który w teorii miał chyba zamaskować mniejszą rozdzielczość. W praktyce sprawia, że alasing jest jeszcze bardziej uwydatniony, szczególnie na mocno oddalonych obiektach. Na osłodę dodam jednak, że cutscenki na silniku wyglądają świetnie. Gra korzysta wtedy z bardzo wyraźnego motion blur, deph of vield i innych zabiegów, które nadają im filmowy charakter.

Prawdziwym problemem jest jednak tryb handheld. W nim gra korzysta już z dynamicznej rozdzielczości, która przed większość czasu skutkuje bardzo rozmazaną akcją. Jakość obrazu obniża się najbardziej w trakcie walk, gdy na ekranie zobaczyć można sporo efektów świetlnych. Co prawda nie jest to najgorzej zachowująca się gra w trybie handheld w jaką grałem na Switchu i wciąż jest całkowicie grywalna, lecz po tytułach first party zdecydowanie oczekiwałbym pod tym względem lepszych wyników. Na plus wypada za to UI, które nawet na ekranie konsoli zawsze prezentuje się w ostrym 720p. Niemniej, w Xenoblade Chronicles 2 zdecydowanie lepiej grało mi się na dużym ekranie. Być może jest to też zasługa lepszego nagłośnienia podłączonego do mojego telewizora, ponieważ soundtrack Xenoblade Chronicles 2 jest po prostu fenomenalny. Znajdziecie tutaj dosłownie wszystko, od powolnych fortepianowych ballad, przez podniosłe orkiestrowe symfonie towarzyszące eksploracji, po szybkie gitarowe riffy w trakcie walki.

Wspominałem już, że gra jest pełna pięknych widoków?

W Xenoblade Chronicles 2 jest tutaj natomiast mnóstwo małych „zgrzytnięć” przypominających o stosunkowo niedługim czasie tworzenia gry. Mini-mapa jest mało czytelna, menu na tyle nieintuicyjne, że po ponad 150 godzinach w grze wciąż potrafię się w nim zgubić, kamera w trakcie wyprowadzania specjalnych ataków lata jak chce, framerate regularnie chrupie, w kilku cutscenkach postacie poruszają się jak drewno, a dubbingowcy miejscami próbują aż za bardzo. Grze Monolith Soft nie da się jednak odmówić uroku. Fabuła potrafi być poruszająca, świat Alrest jest piękny i wypełniony niezdrową wręcz ilością zawartości, a niepozorny system walki skrywa pokłady głębi. Nieraz łapałem się za głowę po zobaczeniu kolejnej dziwnej decyzji twórców i kląłem na głos, gdy po godzinie walki z bossem ten wybił całą moją drużynę jednym niespodziewanym atakiem. Xenoblade Chronicles 2 pozostawiło w mojej głowie tak wiele pozytywnych wspomnieć, że nie jestem w stanie jej nie polecić i muszę dać wysoką ocenę.


Ocena: 9/10


Producent: Monolith Soft
Wydawca: Nintendo
Data wydania: 1 grudnia 2017 r
Dystrybucja: cyfrowa i fizyczna
Waga: 13.1 GB
Cena: 249,80 PLN


Może Ci się również spodoba

2 komentarze

  1. anon pisze:

    Ta gra na zachodzie jest dnem. Prawdopodobnie najgorsze tłumaczenie jakie kiedykolwiek zostało wydane.
    Gra jest tak zmieniona, że w zasadzie jest kompletnie innym produktem na zachodzie. Zmiany są tak masywne (zaczynając od całkowitej zmiany tonu i atmosfery, imion postaci, całego lore w grze, wszystkich nawiązań do japońskiego i chińskiego folkloru, których jest niezliczona ilość, wszystkich nawiązań i symboli Chrześcijańskich, na których fundamentach zbudowany jest cały świat i fabuła, całkowitej zmiany większości dialogów, charakterów postaci i wszystkich nawiązań do japońskiej popkultury) że prościej jest wymienić, co zostało z oryginału.

    Angielski dubbing natomiast to po prostu śmiech na sali, nie wiem co trzeba mieć w głowie, żeby nawet pomyśleć o używaniu tej abominacji.

    Na szczęście znam na tyle japoński, że mogłem kupić wydanie oryginalne i grać w całości w tym języku.
    Zachodnie wydania pewnie nie oceniłbym nawet na 7/10. Oryginał natomiast to absolutny majstersztyk i najlepsza gra w jaką kiedykolwiek grałem.

    • Maciek pisze:

      Mogę się podpisać całkowicie pod tym komentarzem. Jak widzę, że ktoś recenzuje zagraniczną grę z dubbingiem, a nie oryginalną ścieżką dialogową, nawet nie kończę jej czytania, ponieważ to nie ma sensu.
      A dubbing w tej konkretnej grze jest okrytnie i wybitnie okropny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *