Jenny LeClue – Detectivu

Lata temu Jenny LeClue – Detectivu była planowana nawet na Vitę. Nie doszło do tego, ale dzięki tej zapowiedzi w ogóle zwróciłem uwagę na tę produkcję i pamiętałem o niej na tyle długo, by w końcu wziąć ją w wersji na Switcha.

Ponieważ tak właściwie nie śledziłem rozwoju tworzenia tej gry, a ostatni trailer widziałem laaata temu, byłem przekonany, że produkcja będzie bardziej typowym point’n’clickiem. Okazało się jednak, że twórcy poszli bardziej w stronę produkcji narracyjnej, która jest przerywana zagadkami do rozwiązania. Poza tym są tu prowadzone równolegle dwie historie, co jest dodatkową ciekawostką. Tytułowa Jenny LeClue nie jest jedyną główną bohaterką tej pozycji. Na początku poznajemy Arthura K. Finklesteina, który jest pisarzem. Właśnie siedzi nad nową historią, w której zaczyna snuć opowieść o kolejnych przygodach Jenny. Tak, bohaterka jest postacią fikcyjną, a historia, którą poznajemy, rozgrywa się w książce! Jednak to może być ostatnia sprawa dla młodej detektyw, ponieważ jej pomysłodawca od długiego czasu tracił czytelników. W końcu wydawca powiedział dosyć i dał Arthurowi ultimatum – albo przygody Jenny staną się bardziej mrożące krew w żyłach, albo nowa pozycja już nie zostanie wydana. Wątek pisarza nie zajmuje tu najwięcej miejsca, ale sam pomysł jego umieszczenia oraz pokazania nam, jak autor musi bić się sam ze sobą i zmienić swoje podejście do już wypracowanych metod jest bardzo interesujący. Dzięki temu Jenny LeClue – Detectivu otrzymuje dodatkową wartość jako pozycja, gdzie fabuła ma duże znaczenie.

Zamysł przeplatania się wątku powieściopisarza i historii jego bohaterki podbiją chwile, w których wydaje się wręcz, że oboje prowadzą ze sobą dialog. Zwykle pojawia się to, gdy Jenny musi dokonać wyboru czy kontynuować swoją niebezpieczną podróż do prawdy. Arthur w takich momentach zachowuje się jak nadopiekuńczy ojciec, a Jenny, po 30 sprawach związanych z banałami, chce w końcu poczuć, że jest prawdziwą detektywką i jej dar się na marnuje, choć ma raptem naście lat (wiek nie jest sprecyzowany, jakoś 12 bym obstawiał). Poza tym, jak nigdy, Jenny ma niezwykle ważną sprawę do rozwiązania. Przede wszystkim musi się dowiedzieć, kto zabił pewną ważną osobę. Co więcej, ktoś z jej rodziny zostaje oskarżona o to zabójstwo, a Jenny po części jest temu winna, więc dodatkowo dręczą ją wyrzuty sumienia. Więcej szczegółów już nie będę zdradzał, ponieważ jest to opowieść detektywistyczna, gdzie to do nas należy odkryć prawdę. Z racji tego, że jest książka o Jenny jest pozycją dla młodzieży, a w Arthurtown do tej pory niewiele się działo, sama sprawa zabójstwa to tylko kawałek wielkiej tajemnicy, którą skrywa miasteczko. Możecie spodziewać się wszystkiego, nawet kosmitów! Brzmi już jak za duży misz-masz? Możliwe, ale jest to zasadniczo pozycja dla osób młodszych (choć i dorośli będą czytać tę opowieść z przyjemnością), więc trzeba utrzymać je w zainteresowaniu. Poza tym całość fabuły i kolejno ujawnianych sekretów trzyma się kupy, co daje dodatkową frajdę przy śledzeniu rozwoju historii. Bolesne jest tylko zakończenie, bo gdy już prawie wszystko jest odkryte zostajemy z dużym cliffhangerem, który wręcz wymaga kontynuacji w postaci drugiej części gry. Problem w tym, że w chwili pisania recenzji nawet nie ma choć cienia zapowiedzi, że prace nad nią są prowadzone. Wciąż jednak to, co najważniejsze dla tej części, zostaje rozwiązane.

Czas z grą jest dość długi, jak na taką pozycję, bo zajmuje około 10 godzin. Większość z niego zabiera oglądanie scen z ukazaniem rozgrywającej się akcji. Dialogów jest dużo i nie można ich przewijać ani w żaden sposób przyspieszać, nawet po pierwszym przejściu. Jest to dość słabe rozwiązanie, bo o ile za pierwszym razem ma to sens z racji budowania klimatu, tak w Jenny LeClue – Detectivu pojawia się kilka miejsc z decydowaniem co zrobić czy jaką odpowiedź wybrać, a one nieraz odblokowuje nowe sceny. Gdy nie czytamy, poruszamy się po przedstawionych nam lokacjach, aby dojść w wymagane miejsce. Często nawet podejmujemy się niebezpiecznych akcji, jak skoki przez przepaść czy wspinanie się po rozwalonych moście. Część z tych czynności, szczególnie wchodzenie na jakieś niewysokie skały, mogłyby być wykonywane automatycznie albo chociaż po jednym naciśnięciu przycisku, a nie dwa razy, co dodatkowo rozwleka rozgrywkę. Dużo istotniejsze jednak niż poruszanie się jest rozwiązywanie zagadek. Generalnie jest ich kilka typów i wiążą się np. z używaniem wytrycha czy przesuwaniem kilu obręczy, by uzyskać wzór. Nie nudzą się jednak, ponieważ zostały między sobą odpowiednio poprzeplatane. Trzeba także wyszukiwać słowa na kartkach z tekstem czy przesuwać różne przekładnie, aby uzyskać pożądany efekt. Nic z tego nie jest specjalnie trudne i zalicza się to dość szybko. Nawet rozwiązywanie kolejnych spraw, czyli przedstawienie ciągu zdarzeń przez dobór kilku faktów po zebraniu wszystkich danych, nie powinno nikomu sprawić problemu. Mnie przy dwóch zdarzyło się powtórzyć wybór. Dodatkowo interaktywność tych różnych czynności, jak poruszanie kursorem po całej postaci, żeby znaleźć poszlaki czy klepanie w przycisk, żeby ją odsłonić jasno wskazują, że przygoda Jenny jest kierowana raczej do młodszych odbiorców, którzy mogą sobie jeszcze nie poradzić z trudnymi zadaniami. Ewentualnie twórcy nie chcieli przesadzić, aby nie zatrzymywać wartkiej akcji. I ta druga opcja sprawdza się też u osób starszych, które raczej chcą się przy grze zrelaksować zamiast wysilać nad pokrętnymi wymysłami autorów gry.

Oprawa graficzna robi bardzo dobre wrażenie. Została w pełni ręcznie narysowana, a animacja postaci nie jest sztywna, jak to bywa przy takich rozwiązaniach. Dobrana kreska idealnie pasuje do młodzieżowej pozycji, którą mogą też polubić starsi odbiorcy. Twórcy zadbali o to, by zarówno postaci, jak i lokacje czy nawet tła miały wiele detali – po prostu wszystko przyciąga wzrok. Na dodatek scenarzystom i grafikom nie zabrakło pomysłów na interesujące i różnorodne lokacje, co możecie zobaczyć na screenach z gry. Jenny LeClue robi również wrażenie pod kątem dźwiękowym, począwszy od idealnie pasującej do klimatu, różnorodnej muzyki, przez odpowiednio dobrane efekty dźwiękowe. Świetnie jakość opowieści podbija też gra aktorska. Każdy jeden dialog został okraszony głosem, nawet komputery mówią, więc produkcja wydaje się dzięki temu zarówno kompletniejsza, jak i bardziej immersyjna. Zastanawia mnie jednak głos samej Jenny, ponieważ mam wrażenie, że został odmłodzony dzięki obróbce cyfrowej, a nie po prostu zagrany, jak ma to chociażby miejsce w przypadku pozostałych młodych osób napotykanych w trakcie tej przygody.

Jenny LeClue – Detectivu czekała na karcie dobrych kilka miesięcy, zanim ją odpaliłem. W końcu się za to wziąłem, bo raz, myślałem, że będzie to bardziej klasyczna p’n’c, a byłem ciekawy, czy adapter do klawy i muszki będzie z taką produkcją działać. Okazało się, że jest to bardziej współczesna, bardziej interaktywna pozycja, którą także można obsługiwać dotykiem, więc twórcy pewnie mieli też w myśli urządzenia mobilne. Po drugie, dopadł mnie wtedy COVID, miałem 38 stopni gorączki i totalny brak chęci do oglądania seriali, ale korciło mnie, żeby w coś pograć. I na ten mój zamulony stan gra okazała się niemal idealna – fabuła wciągała, a rozgrywka nie wymagała większego wysiłku. Przygoda Jenny LeClue okazała się więc zaskakująca pod wieloma względami i zdecydowana większość z nich była bardzo pozytywna. Są drobnostki, które można by poprawić, ale to też nic, co konkretnie psułoby odbiór pierwszego przejścia gry. Tytuł idealnie nadaje się dla młodzieży, która szuka interesującej historii i może być wstępem do spojrzenia, czy tytuły z główkowaniem są czymś dla nich. Osoby starsze znajdą tu pokręconą przygodę, którą pewnie sami chcieliby przeżyć w młodzieńczych latach. Poza tym jest tu też wiele nawiązań do różnych dóbr kultury, co da im dodatkowo smaczku. Mnie poznawanie tej opowieści przypomniało serię książek „Przygody Trzech Detektywów”, którą czytałem zdrowo ponad 20-lat temu i dobrze się przy niej bawiłem. Tak więc polecam Wam Jenny LeClue – Detectivu! Myślę nawet, że pokuszę się o stwierdzenie, że to zakup obowiązkowy, szczególnie, że teraz często jest w promocjach. To po prostu jeden z tych ukrytych indykowych klejnocików, w który zostało włożone bardzo dużo przemyśleń i wysiłku i czuć to podczas gry.


Zakup obowiązkowy!


Producent: Mografi
Wydawca: Mografi
Data wydania: 26 sierpnia 2020 r.
Dystrybucja: cyfrowa
Waga: 1,4 GB
Cena: 84,40 PLN

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.