13 Sentinels: Aegis Rim

Przyszedłem dla dużych robotów, zostałem dla wysypów ekspozycji.

Fan filmów sci-fi zaczyna miewać sny ukazujące mu poprzednie życie. Licealista prowadzi rozmowy z gwiazdą popu, która pojawia się nocami na ekranie jego telewizora. Młoda dziewczyna rozpoczyna polowanie na czarownice po zawarciu paktu z gadającym kotem. Płatny zabójca budzi się na ulicy obok jeszcze gorącego pistoletu, martwego ciała i bez żadnych wspomnień. Żołnierz cesarstwa japońskiego przenosi się w czasie do Tokio lat 80. Nastolatka wierząca w UFO znajduje w szkolnej przebieralni małego kosmitę. A na koniec wszystko prowadzi do tego, że grupa dzieciaków wsiada do ogromnych robotów, aby walczyć z kaiju.

13 Sentinels: Aegis Rim zostało zapowiedziane w 2015 roku, dopiero cztery lata później trafiło na PS4 (niestety początkowo zapowiedziana wersja na Vitę została anulowana), a kolejne trzy musieliśmy czekać na przenośny port. Vanillaware spędziło lata nad szlifowaniem gry, a opis w akapicie wyżej to tylko wierzchołek góry dziwactw i szalonych pomysłów, na które wpadli scenarzyści. Gra czerpie garściami z najróżniejszych motywów fantastycznonaukowych wymyślonych przez ostatni wiek, rozrzucając je pomiędzy trzynastu głównych bohaterów. To efekt pasji i zachwytu nad gatunkiem i jakimś cudem – pomimo prowadzenia jednocześnie kilkunastu różnych wątków i regularnego serwowania nowych zwrotów akcji co kilka godzin – scenariusz nie staje się nigdy ZBYT konfundujący. Tylko leciutko.

Fabuła świadomie skacze między epokami historycznymi i wplata do intrygi często sprzeczne ze sobą informacje – jeśli jednak kiedykolwiek czujemy się zagubieni, gra posiada naprawdę skrupulatnie ułożony tryb analizy, który podsumowuje szczegółowo wszystkie dotychczasowe wydarzenia. Zajrzeć do niego można w praktycznie każdym momencie.

Napisanie streszczenia fabuły byłoby naprawdę ciężkie. Dość powiedzieć, że gra zaczyna się od sceny, w której jedna z bohaterek biegnie pod prąd uciekającego tłumu, aktywuje nanomaszyny w swoim udzie, przyzywa jednego z olbrzymich mechów (nazywanych tutaj Sentinelami), a chwilę później razem z innymi nastolatkami odpiera atak niszczących miasto potworów. Natychmiast nasuwa się pytanie – co do tego wszystkiego doprowadziło? Zdecydowana większość czasu spędzonego przy 13 Sentinels stara się odpowiedzieć właśnie na to pytanie.

Wydarzenia obserwujemy więc z perspektywy każdego z trzynastu protagonistów. W ramach każdego wątku dowiadujemy się zarówno o drodze, która zaprowadziła każdego bohatera za stery mecha, a także otrzymujemy stopniowo kolejne kluczowe informacje dotyczące zasad działania świata 13 Sentinels i ogólnej intrygi.

To naprawdę intrygująca historia. Brawa należą się tutaj zarówno twórcom oryginalnego scenariusza, jak i ekipie lokalizacyjnej Atlusa. Otrzymujemy tonę ciętych i interesujących dialogów (dla jasności – grałem z angielskimi napisami i japońskim dubbingiem). Wydarzenia szokują, czasami przytłaczają ilością informacji, ale nigdy nie stają się zbyt skomplikowanego. I choć można zauważyć, że większość opowieści skupia się tak naprawdę na budowaniu świata, w centrum wydarzeń zawsze znajduje się bogata obsada bohaterów, którym gra oddaje wystarczająco dużo uwagi.

Konstrukcja jest częściowo nieliniowa. Każdy z trzynastu bohaterów posiada w menu swoją osobistą zakładkę podzieloną na rozdziały. Początkowo dostęp otrzymujemy do tylko jednego z nich, a kolejne portrety protagonistów stopniowo odblokowane zostają wraz z postępami. Do pewnego stopnia od nas zależy, którą historię chcemy popchnąć do przodu najpierw. Czasami zostajemy postawieni przed ścianą, gdy odblokowanie kolejnego rozdziału historii jednego bohatera wymaga wpierw dotarcia do danego punktu w historii innej postaci. Historie wzajemnie się przeplatają, często nachodzą na siebie i ukazują niektóre wydarzenia z kilku różnych perspektyw.

Przypomina to trochę układanie puzzli. Początkowo scenariusz może sprawiać wrażenie kupy niepowiązanych ze sobą elementów. Z czasem jednak układamy z nich większy obraz, a całość zaczyna mieć ręce i nogi. I tak do tego wora wrzucono chyba wszystkie motywy związane z gatunkiem – podróże w czasie, transhumanizm, sztuczną inteligencję, postapo czy życie pozaziemskie. Jakimś cudem wszystko to jednak nie zamienia się w brązową breję, a i pierwsze wrażenia potrafią być naprawdę mylące.

Czuć, że to efekt jawnej i bezwstydnej miłości do gatunku. W pewnym momencie twórcy może i przekroczyli granicę jednego zwrotu akcji za daleko, ale ciężko mi się gniewać. Nieraz gra potrafiła mi sprzedać mocnego kopa w twarz, gdy okazywało się, że moje wszystkie poprzednie teorie dotyczące kierunku fabuły muszę wyrzucić do kosza. A jednocześnie nie jest to tylko cyniczne spojrzenie na przyszłość ludzkości. W centrum uwagi wciąż znajdują się postacie, których zmartwienia i zmagania ogląda się z sercem w gardle. Syndrom “jeszcze jednego rozdziału” jest tutaj wyraźny.

Nieważne czy z grą spędzi się kilka godzin czy kilkanaście – zawsze nawet statyczny obraz mecha natychmiast przyspiesza bicie serca.

Oczywiście nie można pisać o grze Vanillaware bez chociaż wspomnienia o warstwie wizualnej, więc proszę bardzo – 13 Sentinels to przepiękna gra. I nie chodzi tylko o samą jakość ręcznie rysowanych grafik tworzących świat gry. Mnóstwo uwagi przywiązano do animacji – w szczególności tych związanych z tytułowymi Sentinelami. Przez zdecydowaną większość czasu historia skupia się na dialogach, wewnętrznych przemyśleniach postaci i wspomnieniach. Mechy są wtedy odsunięte na dalszy plan. Dzięki temu każde ich przyzwanie jest przejmującą sceną. Oglądane zawsze z poziomu bohaterów i przewyższające wszystkie pobliskie budynki roboty natychmiast podbijają stawkę jakiegokolwiek mającego akurat miejsce zdarzenia. Nieważne, że większość 13 Sentinels ukończyłem pod ciepłą kołdrą i z handheldem w ręku – nawet wtedy ma się wrażenie, że ważące setki (jeśli nie tysiące) ton metalowe tytany stoją tuż przed nami.

13 Sentinels: Aegis Rim to naprawdę fenomenalna przygodówka… i niezbyt wciągająca strategia. Jeszcze o tym nie wspominałem? A więc tak – zdecydowania większość produkcji to świetnie napisana i prześliczna visual novela, ale Vanillaware postanowiło też pozwolić graczowi na bezpośrednie kontrolowanie mechów. Walki z kaiju łączą w sobie elementy RTS-ów, turowej strategii i tower defence.

Podoba mi się sposób, w jaki walka została zintegrowana z historią. Jak wspominałem, wojna z agresorami to tak naprawdę ostatni rozdział fabuły, a kolejne misje zostają odblokowane wraz z postępami w trybie fabularnym (i vice versa). Fajne podbija to stawkę nawet spokojniejszych sekwencji fabularnych, gdyż zawsze wiemy, że one także prowadzą finalnie do dużych robotów walczących z potworami na ulicach Tokio. Mogę mieć nieco zastrzeżeń do finalnego zwrotu akcji w historii, ale mimo wszystko wprowadza on też bardzo fajną synergię między mechanikami rozwoju zdolności bohaterów i mechów.

Problem w tym, że sama część strategiczna nie jest tak wciągająca i dobrze zaprojektowania jak część VN-kowa. Walka sprowadza się do eksterminacji kolejnych zastępów kaiju brutalną siłą, zarabiania punktów, wymieniania ich na wzmocnienie umiejętności mechów i pilotów w przerwanych między misjami i ponownej eksterminacji jeszcze większej hordy. Szybko wkrada się tutaj monotonia. Na szczęście tak jak wspomniałem, główne skrzypce gra tutaj odkrywanie kolejnych rozdziałów historii bohaterów – na strategię przeznaczycie może 5 z 35 godzin potrzebnych na ukończenie 13 Sentinels. Urozmaicają one rozgrywkę, ale nic poza tym. Jeśli chcecie kupić 13 Sentinels, zróbcie to dla przygody – nie dla strategii.

Jeśli nie macie pojęcia, co się tutaj dzieje, to mam dobrą wiadomość – ukończyłem grę i dalej tego nie jestem pewny.

13 Sentinels: Aegis Rim zajmował moje myśli długo po odłożeniu konsoli. Można by powiedzieć, że wydarzenia rozgrywające się na ekranie to tylko połowa przygody. Gra nadal bowiem toczy się w naszej głowie, gdy staramy się posegregować zdobyte informacje. Gdy uda wam się przewidzieć kolejny ważny punkt fabularny, będziecie się czuć jak geniusze. Gdy okaże się, że dotychczasowe teorie absolutnie się nie sprawdziły, będziecie potrzebować kilku minut przerwy lub spaceru z psem. W najlepszych momentach jest to arcydzieło sprytnie bawiące konwencjami gatunku. W najgorszych – zlepek pomysłów sklejonych ze sobą interesującymi charakterami i trzymającymi w napięciu zmaganiami trzynastu protagonistów. Tak czy inaczej polecam tę przygodę każdemu – nawet osobom, które normalnie nie są fanami visual noveli. Możecie się miło zaskoczyć.


Zakup obowiązkowy!


Serdecznie dziękujemy CENEGA
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry


Producent: Vanillaware
Wydawca: SEGA
Data wydania: 12 kwietnia 2022 r.
Dystrybucja: cyfrowa i fizyczna
Waga: 4.3 GB
Cena: 249 PLN


Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.