Neva
Najlepszy przyjaciel.
W opublikowanym materiale zza kulis deweloperzy Nomada Studios nie kryli się swoimi inspiracjami filmami studia Ghibli – w szczególności „Księżniczką Mononoke”. Powiązania te widać w Nevie gołym okiem. To opowieść o młodej protagonistce oraz jej olbrzymiej białej wilczycy, które wspólnie chronią magiczny las przed mrocznym zagrożeniem. Rozprzestrzeniająca się po puszczy niczym wirus tajemnicza maź wysysa życie z jej mieszkańców, pozostawiając po sobie co prawda piękne, ale i przygnębiające czarne kwiaty. Twórcom Gris udało się w znany nam już koncept historii przelać na tyle dużo własnej tożsamości, że poskutkowało to niesamowicie emocjonalną opowieścią o miłości i przemijaniu.
Historia rozgrywa się na przestrzeni czterech pór roku, podczas których obserwujemy jak nasza tytułowa towarzyszka dorasta. Początkowo jest niesfornym szczeniakiem podążającym za bohaterką tylko do momentu, aż coś nie odwróci jej uwagi. Dosyć szybko orientujemy się, że ochrona i pilnowanie Nevy będzie jedną z naszych głównych ról we wprowadzających częściach gry, gdy po spojrzeniu na sterowanie zdamy sobie sprawę, że jedyną specjalną akcją, którą możemy wykonać poza podstawowym podwójnym skokiem, unikiem i atakiem jest wywołanie imienia Nevy. Zazwyczaj w ten sposób musimy przywołać ją do nogi, gdy ta zbytnio wkręci się w zabawę lub zbytnio się oddali, w ten sposób możemy ją też zachęcić do wykonania wyjątkowo wymagającego skoku z klifu. Na reakcję psiny musimy niekiedy poczekać, co wiąże się z wciskaniem przycisku przywołania kilka razy pod rząd. Z czasem staje się to dla nas na tyle naturalne, że mimowolnie nerwowo wykrzykujemy imię Nevy, gdy się od nas odłączy lub będzie w zagrożeniu – nawet pomimo tego, że nie niesie to ze sobą żadnych rozgrywkowych korzyści.

Z kolejnymi miesiącami pożyteczność Nevy się zwiększa. Wraz z dojrzewaniem wilczyca przestaje mieć problemy z dotrzymaniem tempa bohaterce, wskakiwaniem na wyżej położone platformy, a nawet wspiera ją podczas walki z kreaturami wynurzającymi się z czarnej mazi, zwiększając siłę jej ataków lub wgryzając się w ich gardła. Poczucie siostrzeństwa między dwiema bohaterkami jest podbudowywane w ten sposób przez większość przygody, a krótsze lub dłuższe chwile rozłąki stają się coraz bardziej uderzające.
Rozgrywka w dużej części przypomina poprzednią grę Nomada Studio. Sporą część zajmuje po prostu podróżowanie i sycenie oczu absolutnie przepięknymi ręcznie malowanymi pejzażami. Artyści zdecydowali się na zastąpienie akrylowego stylu wyróżniającego Gris zwartymi i mocno nasyconymi kolorami nieoddzielanymi przez żadne czarne kontury. Wymagało to odpowiedniego przemyślenia każdej sceny, tak aby kolory po prostu nie zlewały się ze sobą. Końcowym efekt robi piorunujące wrażenie – zarówno gdy zachwycamy się pięknem natury, jak i wtedy, gdy uświadomimy sobie, że mijane przez nas olbrzymie głazy to w rzeczywistości porośnięte kwiatami ciała gigantycznych dzików wydających ostatnie ryknięcie. Warstwę wizualną dopełnia oczywiście kolejna świetna ścieżka dźwiękowa od Berlinist. Podkreśla wolniejsze segmenty instrumentami klawiszowymi i smyczkowymi, ale także napędza widowiskowe ujęcia orkiestrą i chórami.
Reszta rozgrywki składa się natomiast naprzemiennie głównie z rozwiązywania zagadek przestrzennych, wyzwań platformowych oraz walki. Wszystkie te elementy są wykonane co najmniej poprawnie. Rozwiązanie zagadek wymaga zatrzymania się chociaż na moment w celu przemyślenia możliwych rozwiązań, a skakanie między platformami potrafi być wymagające – szczególnie w późniejszych bawiących się perspektywą segmentach. Walka, której w Gris nie było praktycznie w ogóle, nie jest zbyt złożona, ale opiera się na dokładnym obserwowaniu zestawów ruchów przeciwników oraz unikaniu ataków w celu wyprowadzenia szybkiej kontry. Jest to satysfakcjonujące, chociaż na niekorzyść systemu walki zdecydowanie działa dosyć niewielka różnorodność wrogów. Trzeba jednak przyznać, że niektóre potyczki potrafią napsuć krwi, więc dla odbiorców chcących poznać tylko fabułę przygotowano specjalny poziom trudności.
We wszystkich tych elementach brakowało mi większego zintegrowania udziału wilczej towarzyszki. W końcu Neva zaczyna odgrywać w rozgrywce rolę wyłącznie pasywną – znika po natrafieniu na przeszkody, aby nie przeszkadzać nam w ich pokonaniu, a potem dosłownie teleportuje do nas sz powrotem, gdy znowu przychodzi pora na wspólne zwiedzanie świata. Naprawdę szkoda, bo większa inkorporacja towarzyszki w rozgrywkę poza walką nie tylko mogłaby wyróżnić grę na tle innych podobnych platformówek, ale też podkreślić tematykę historii.
Neva to kilkugodzinne doświadczenie, obok którego ciężko przejeść obojętnie. Nomada Studio, wyrazistym i niezwykle szczegółowym stylem artystycznym sprawnie łączącym elementy interaktywne z animowanymi przerywnikami, po raz kolejny udowodniło, że jest w ścisłej topce, jeśli chodzi o przełożenie ręcznie wykonanych grafik na ekrany konsol. Rewolucja ta nie jest niestety aż tak wyczuwalna w sferze gameplayu, jednak relatywnie niewielka długość przygody zdecydowanie pomaga grze w uniknięciu bycia monotonną. Natomiast jej serce, czyli budowanie relacji między wilczą kompanką a graczem, bij wystarczająco mocno, aby się do niej przywiązać, a może nawet uronić parę łez. Kociarze są ostatnio przez deweloperów rozpieszczani, pora więc, aby najlepszy przyjaciel człowieka także z powrotem stanął na cztery łapy.

Serdecznie dziękujemy Devolver Digital
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry
Producent: Nomada Studio
Wydawca: Devolver Digital
Data wydania: 15. października 2024 r.
Dystrybucja: cyfrowa
Waga: 5.6 GB
Cena: 80 PLN
Platformy: Nintendo Switch, Windows, PlayStation 4, PlayStation 3, Xbox Series X/S, MacOS





















Najnowsze komentarze