Urban Myth Dissolution Center
Scooby-Doo dla fanów anime i tych, którzy miło wspominają creepypasty.

Urban Myth Dissolution Center obiecuje detektywistyczną zabawę w pełnym przerysowanego mroku i rozprzestrzeniających się w mediach społecznościowych mrocznych plotek Tokio. Główna bohaterka, Azami, to wcielenie niewinności, optymizmu i naiwności – ma tylko jeden problem, widzi „duchy”, co przyprawia ją codziennie o stan przedzawałowy. Udaje się więc do centrum zajmującymi się tytułowymi „miejskimi legendami”, czyli pogłoskami o nadprzyrodzonych anomaliach. Niestety zamiast pozbyć się kłopotliwego „daru”, ekscentryczny Dyrektor pomaga jedynie wyostrzyć nietypowe zdolności percepcyjne Azami i wyjaśnia jej, że to nie tyle duchy, co ślady z przeszłości. Na jej nieszczęście od razu będzie musiała wykorzystać swoje zdolności w praktyce, ponieważ przypadkiem zbija drogocenny przeklęty artefakt i musi to odpracować (hello, „Ouran High School Host Club”?).

Tak zaczyna się detektywistyczna przygoda, która jest visual novelką trochę przebraną w płaszczyk przygodówki. Przemieszczamy się postacią i szukamy wskazówek w otoczeniu, co jakiś czas włączając paranormalną wizję. W praktyce za każdym razem polega to na przeklikaniu wszystkich możliwości dialogowych do momentu odnalezienia określonej liczby „poszlak”, co pozwala nam przejść do następnej sceny. To nie jest problem, ale warto wiedzieć, że nie ma co tu liczyć na wiele możliwości kombinowania. Spraw jest aż sześć (łącznie zajmą nam ok. 15 godzin), więc monotonny gameplay, który nie dodaje nic od siebie może się jednak trochę dłużyć. Ponadto, scenariusz na tyle zakłada liniową progresję, że czasami nawet dialogi się nie zgadzają, jeśli przeklikamy je w innej kolejności niż twórcy zakładali (np. bohaterka wspomina o czymś, o czym jeszcze nie usłyszała). Dla urozmaicenia mamy też sekwencje doomscrollowania… tzn. zbierania informacji w mediach społecznościowych, czytając komentarze i znajdując w nich słowa-klucze do dalszych poszukiwań. Z kolei za stronę „detektywistyczną” odpowiadają momenty, gdzie albo musimy odpowiadać na pytania Dyrektora, najpierw określając, z jaką „nadprzyrodzoną” sprawą mamy do czynienia, a pod koniec odkrywając jej na ogół zupełnie przyziemną naturę. Azami także czasami znajduje wskazówki nie przez dialogi, a przez hipotetyzowanie – wtedy musimy uzupełnić zdanie-dedukcję odpowiednimi słowami. Na ogół rozwiązania są dość proste: nie ma tutaj skomplikowanych intryg, a fabuły i rozwiązania są niczym ze „Scooby-Doo” (tak, jest przebieranie się za duchy).

Dla mnie ma to jednak swój urok trochę thrillera klasy B, a trochę właśnie czytanych za dzieciaka creepypast – wiemy, że intryga będzie naiwna, a jednak oglądanie, jak z lekka kiczowate historie przeobrażają się w coraz większą, wszechogarniającą konspirację zmierzającą do wywołania końca świata sprawia satysfakcję. Jedyny problem jest taki, że całe napięcie zostaje zbudowane… tylko po to, by je zniszczyć bezsensownym zakończeniem z podwójnym plot twistem, z czego pierwszy jest przewidywalny, a drugi bez sensu i kopiący dziury w fabule. Co prawda to zakończenie pasuje do ogólnego wydźwięku gry, tworząc metakomentarz o pozorach, kłamstwach i ludzkiej gotowości do myślenia magicznego, stosowania uproszczonych schematów; jednak wcale do pozostawienia takiego wrażenia nie byłoby konieczne. Tutaj muszę jednak zaznaczyć, że zdania na temat zakończenia są bardzo podzielone i dla niektórych było wręcz genialne, a i ja sama spędziłam dobrą godzinę czytając pięć stron dyskusji na Steamie – więc trzeba przyznać, że nawet jeśli jest ono, moim zdaniem, źle zrealizowane i niepotrzebne, to zostaje w pamięci.

Ostatecznie najlepszą częścią warstwy fabularnej, obok ciekawego wykorzystania wątku legend miejskich, są postaci. Chodzące słoneczko w postaci Azami kontrastuje z towarzyszącą jej Jasmine, która kieruje Wehikułem Tajemnic furą Centrum i pod grubą warstwą apatii kryje swoje detektywistyczne umiejętności. Razem dyskutują o sprawach, obgadują dziwacznego Dyrektora i rozbijają kłamstwa świadków. Postacie, z którymi mamy do czynienia w trakcie spraw to cała plejada podejrzanych typów z szemranymi interesami oraz podwójną przeszłością. Są jednak naprawdę sprawnie napisane, dzięki czemu twórcy flirtują z kiczem, ale nigdy nie przekraczają jego granicy. Dzięki temu naprawdę dobrze grało mi się w Urban Myth Dissolution Center.
Drugą, potężną zaletą jest nadzwyczajna oprawa audiowizualna. Sam pixel art mógłby jeszcze wydawać się dość zwyczajny, ale wykorzystanie ograniczonej, kontrastującej palety kolorów tworzy unikatowość gry. Sprite’y postaci dużo zyskują na przerysowanych ekspresjach przestrachu, kojarzących mi się z Junjim Ito lub z nowelkami z serii „When They Cry”. Gra często korzysta także z animowanych przerywników, co jest nietypowe nawet w wysokobudżetowych VN-kach, a tutaj mamy do czynienia z projektem niezależnym. Charakterystyczna jest też ścieżka dźwiękowa, która odchodzi od „neutralnego” dark ambientu w stronę brzmień bardziej electro, używając „gotyckich” dźwięków w stylu syntezatora organów o dość wysokim kluczu czy dzwonków i łącząc je z mocniejszym basem. Momentami brzmi jak soundtrack Terrarii przepisany na klimat opowieści o duchach. W każdym razie naprawdę przykuwa uwagę.

Ostatecznie naprawdę nie wiem, jak ocenić tę grę. Bawiłam się naprawdę dobrze, a styl jest niesamowity. Cierpi jednak na wady, których nie sposób zignorować: narracyjne dłużyzny, miałkie fragmenty detektywistyczne i co najmniej kontrowersyjne zakończenie.

Serdecznie dziękujemy SHUEISHA GAMES
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry.
Producent: Hakababunko
Wydawca: SHUEISHA GAMES
Data wydania: 12. lutego 2025
Dystrybucja: cyfrowa i fizyczna
Waga: 825 MB
Cena: 70 PLN
Platformy: Nintendo Switch, PC, PS5,







Najnowsze komentarze