Hades II

Czasu nie da się zatrzymać, ale próbować warto.

Akcja Hadesa II rozgrywa się w niedoprecyzowanym czasie po wydarzeniach z pierwowzoru. Okazuje się, że po zmaganiach Zagreusa rodzina podziemi nie mogła żyć długo i szczęśliwie. Powodem jest to, że tytanowi Chronosowi, uwięzionemu milenia temu przez swoje dzieci, udaje się powrócić, wypowiedzieć wojnę całemu greckiemu panteonowi i uwięzić Hadesa wraz z jego żoną, synem oraz większością piekielnego dworu. Nie udaje mu się natomiast schwytać będącej wtedy jeszcze bobasem księżniczki świata zmarłych, czyli Melinoë. Po latach treningu u boku wiedźmowej mentorki Hecate i nabraniu wystarczających umiejętności nasza bohaterka w końcu może wyjść z cienia, aby uwolnić swoją rodzinę, pomóc Olimpowi w wygraniu wojny i zemścić się na tytanie czasu.

Podczas gdy Zagreus próbował wydostać się z podziemi, Melinoë musi tym razem przedostać się z powierzchni w głąb piekła do swojego rodzinnego domu, gdzie rezyduje antagonista. Tak jak jej brat, Melinoë może przy tym liczyć na pomoc mieszkańców Olimpu rzucających jej dary tymczasowo zwiększające moc. Dla nas oznacza to kolejną świetną przygodę w roguelikowym stylu. Po śmierci bohaterka, dzięki zaklęciu, natychmiast teleportuje się z powrotem do leśnej bazy, aby kolejnej nocy spróbować ponownie dokonać zemsty.

Brzmi to bardzo podobnie do zabawy znanej z jedynki, bowiem Hades II jest sequelem, który nie próbuje odkrywać koła na nowo. Zamiast całkowicie wywracać do góry nogami formułę, Supergiant Games zdecydowało się na jej rozbudowywanie i dorzucanie do mieszanki kolejnych zmiennych. Po pierwszym uruchomieniu gry natychmiast czujemy się jak w domu. Oprawa graficzna i świetne portrety postaci nadal stoją na bardzo wysokim poziomie, dynamiczna ścieżka dźwiękowa Darrena Korba przyjemnie masuje nasze zwoje mózgowe, a sterowanie, wstępnie, jest bardzo znajome.

Pamięć mięśniowa robi swoje i początkowo można mieć poczucie deja vu. Jednak szybko stare nawyki są weryfikowane przez napotkane monstra, a po pierwszych kilku skopanych runach jasne staje się, że nasza nowa protagonistka jest zupełnie inną postacią niż jej starszy brat. Melinoë jest bowiem początkującą wiedźmą, w związku z czym do miksu dorzucony zostaje nowy pasek dla magii. Pozwala on na wykonywanie specjalnych wersji omega zarówno słabszych, jak i mocniejszych ataków, które wymagają nie tylko odpowiedniego zapasu magicznej benzyny w baku, ale też odpowiedniego pozycjonowania, bowiem rozpoczęcie ładowania zaklęć w złym momencie prawie zawsze skutkuje łomotem. Nas szczęście bardzo pomocne okazuje się przyzywanie kręgów cementujących przeciwników w miejscu na kilka sekund, a z czasem, jeśli zdobędziemy odpowiednie wzmocnienia, mogą zadawać też dodatkowe obrażenia lub tymczasowe debuffy.

Ilość środków dostępnych podczas przygotowywania się do walki w naszym leśnym hubie nie zawodzi. Do wyboru mamy kilka rodzajów drastycznie różniących się broni (każda z nich posiada kilka ścieżek rozwoju do odblokowania), karty inspirowane tarotem aktywujące stałe buffy, pamiątki od naszych sprzymierzeńców, które możemy wymieniać po ukończeniu każdej warstwy, a nawet kilku zwierzęcych kompanów towarzyszących Melinoë w pochodzie i wspierających ją za pomocą ekskluzywnych umiejętności. Dodatkowo dzięki magicznym zdolnościom wiedźmia praktykantka może wykonywać specjalne inkantacje za pomocą zbieranych w trakcie gry składnikom, by odblokowywać stałe wzmocnienia i nowe mechaniki. Możliwości eksperymentowania jest mnóstwo, a dochodzą do nich jeszcze tymczasowe błogosławieństwa wręczane bohaterce przez jej rodzinę. Mamy tutaj do czynienia głównie ze znajomymi twarzami, w tym Zeusa gotowego pożyczyć swojej bratanicy moce piorunów oraz wiecznie śpieszącego się gdzieś Hermesa, ale znalazło się także miejsce dla kilku nowych bogów – np. rozświetlającego drogę swoją muzyką Apolla, dostojnej królowej Olimpu Hery czy lekko zrzędliwego przez spędzanie zbyt dużej ilości czasu w swojej kuźni Hefajstosa. Moce losowo pożyczane przez bóstwa nadal mogą poprowadzić każdy run w nieoczekiwanym kierunku, a tworzenie przemyślanych synergii między nimi pozwala Melinoë na przemianę w bardzo skuteczną maszynę do zabijania.

Najlepszym dowodem na to, że Hades II jest pozycją przynajmniej dwa razy większą od pierwszej części, jest możliwość eksploracji nie tylko podziemi, ale też samego Olimpu. Wraz z postępami w fabule Melinoë otrzymuje w końcu prośbę o wsparcie pozostałych bogów w walce z armią Chronosa szturmującą wrota Olimpu. O ile pod względem poziomu trudności podziemia są zbliżone do rozgrywki w części pierwszej, droga ku górze bogów jest już prawdziwym testem umiejętności. Dobra wiadomość jest taka, że gra rzuca nam w trakcie tych zmagań jeszcze więcej wsparcia, co umożliwia tworzenie naprawdę absurdalnie potężnych bulidów. Progres w jednym kierunku odblokowuje zazwyczaj nowe elementy w innym, a decyzja o tym, gdzie podążymy w kolejnym runie, zależy wyłącznie od nas. Kiedy więc zaczniemy się męczyć ogrywaniem w kółko powierzchni, możemy sobie zrobić przerwę na kilka godzin, by spróbować popchnąć do przodu nasze osiągnięcia w podziemiach i vice versa.

Błyszczy także nowa obsada postaci niegrywalnych. Przed wyruszeniem w drogę za pomocą zdobytych butelek nektaru możemy się wkupić w łaski chociażby początkowo dosyć wrogo nastawionej do protagonistki Nemezis, przyjaźniącej się z Melinoë i ćwiczącej na niej swoje zdolności straszenia zjawy Dory, czy w końcu ciągle szlifującym swoje strategiczne umiejętności Odyseusza. Dialogi nadal są napisane z odpowiednim pazurem, a po każdym runie nadal ma się ochotę odwiedzić każdego z nich, aby poznać ich komentarze dotyczące naszych poczynań lub życia w leśnej fortecy. Część postaci, jak niepotrzebującego przedstawiania Heraklesa, spotkać możemy losowo w trakcie runów, a i bossowie – których jest wyjątkowo sporo ze względu na dwie oddzielne ścieżki – są wciąż bardzo gadatliwi. Przychodzi nam posłuchać narzekań opiekującego się swoimi owcami Polifema, niejasnych proroctw niedarzącego bogów, ze zrozumiałych względów, zbyt dużą sympatią Prometeusza, czy w końcu uszczypliwych komentarzy morskiej potworzycy/niedoszłej gwiazdy rocka Scylli, która w swoim najnowszym hicie śpiewa o tym, że wydłubie nam oczy, sukienka Melinoë wygląda jak z odzysku, a w jej fryzurze coś chyba zdechło.

To wszystko sprawia, że oderwanie się od nowego Hadesa jest niemal niemożliwe. Zarówno po każdej śmierci jak i zwycięstwie ma się ochotę natychmiast rozpocząć kolejną próbę pokonania Chronosa. To gra mechanicznie perfekcyjna, budująca na podwalinach ułożonych przez poprzednika, błagająca o to, aby odkryć każdy jej zakamarek i wysłuchać każdej linijki dialogu.

W tej beczce ambrozji znalazła się jednak kropla trucizny i tym razem jest nią niestety finał historii. Pierwsza część, pomimo adaptowania mitologii greckiej, była dosyć przyziemną historią opowiadającą o relacji ojcowsko-synowskiej. I chociaż w dwójce nadal nie brakuje rozmyślań na temat relacji rodzinnych, tym razem od poczynań Melinoë zależy los całego świata. Różnica w skali zagrożenia jest natychmiast odczuwalna i trochę ciężko się dziwić, że Supergiant Games obrało taki kierunek przy pisaniu fabuły. Sequele powinni być większe, głośniejsze i popychać świat przedstawiony. Hades II radzi sobie z tym początkowo całkiem nieźle, słusznie zauważając, że świat rządzony przez egoistycznych bogów nie jest szczególnie przyjazny dla jego pozostałych mieszkańców. Wątek ten zostaje jednak całkowicie pogrzebany, a pospieszne zakończenie pozostawia po sobie mnóstwo niedosytu i zdaje się być wyjątkowo oderwane od dotychczasowej narracji. Ciężko nie poczuć, że twórcy sami zapędzili się w kozi róg, próbując napisać finał, który jednocześnie pozwoli na dalsze kontynuowanie zabawy po napisach końcowych. W pierwszym Hadesie udało im się rozwiązać ten problem dużo bardziej elegancko.

Pochwalę też optymalizację gry na sprzętach Nintendo, ale dodając do niej sporą gwiazdkę. W Hadesa II grałem głównie na Switchu 2, ale ukończyłem też kilka runów na pierwszym Switchu. W obu przypadkach gra działa w stałych 60 klatkach na sekundę. W obu też rozdzielczość jest wymaksowana do natywnej rozdzielczości ekranów obu konsol – mamy więc 1080p na Switchu 2 i 720p na Switchu 1. W stacji dokującej wersja na Switcha 1 (przynajmniej z tego, co udało mi się wywnioskować z informacji w sieci, bowiem obecnie mam dostęp tylko do pierwszego Switcha w wersji Lite) także działa w 720p, więc nie wykorzystuje w żaden sposób dodatkowej mocy dostępnej w tym zadokowanym. Sytuacja jest nieco bardziej skomplikowana na nowej konsoli. W trybie dock na Switchu 2 gra także działa w 1080p i 60 klatkach na sekundę, ale w opcjach dostępny jest także tryb 120 FPS, jeśli posiadamy ekran zdolny to wyświetlania obrazu w wyższej płynności. Tryb ten także działa w 1080p, co sugeruje, że przy zwyczajnym klatkażu potencjał konsoli nie jest w pełni wykorzystany.

Hades II to pierwszy sequel w historii Supergiant Games i choć pierwsza część już wydawała mi się roguelikiem niemal perfekcyjnym, kontynuacja jest grą lepszą pod niemal każdym względem. Tak, opowiedziana tym razem historia pozostawia lekki niedosyt, ale jest on rekompensowany wyśmienitym gameplayem, przy którym śmiało można spędzić dziesiątki lub nawet setki godzin bez poczucia wkradającej się fatygi. Jeszcze bardziej rozbudowane mechaniki, precyzyjnie nakreślone dialogi i rewelacyjna oprawa wizualno-dźwiękowa sprawiają, że do tej reinterpretacji opowieści o bogach i herosach warto wrócić teraz i powracać nadal wielokrotnie w przyszłości.


Zakup obowiązkowy!


Producent: Supergiant Games
Wydawca: Supergiant Games
Data wydania: 25 września 2025 r.
Dystrybucja: cyfrowa i pudełkowa
Waga: 6.5 GB
Cena: 117 PLN
Platformy: Nintendo Switch 2, Nintendo Switch, Windows, MacOS


Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *