Schrödinger’s Call
Odrobinę mroczniejsza wersja serii książek „Zanim wystygnie kawa”.

Dobra, to stwierdzenie jest może trochę szydercze, ale nie da się ukryć, że za sprawą epizodycznej struktury oraz konceptu Schrödinger’s Call ma coś wspólnego z plagą książek typu „japanese feel-good”. Główna bohaterka za sprawą niewyjaśnionego biegu zdarzeń staje się „ostatnim powiernikiem ludzkości” – osobą, która w przestrzeni zawieszonej między życiem a śmiercią, w czasie zamrożonych 20 nanosekund przed apokalipsą, ma szansę wysłuchać niezałatwionych spraw innych ludzi i pomóc im przejść na drugą stronę w spokoju. Sama jednak nie pamięta swoich ostatnich chwil i nie rozumie, dlaczego akurat ją spotkała ta rola. By móc adekwatnie ulżyć ludziom w ich ostatnich chwilach, musi spojrzeć w głąb siebie i podzielić się swoimi najszczerszymi przekonaniami, które pomogą jej zrozumieć innych. Mamy więc do czynienia z epizodycznymi historiami opartymi na motywie „odkrywania siebie” i „leczącej relacji”, która, o dziwo, unika bycia tanim wyciskaczem łez.

Epizody „telefonu wsparcia” łączą niemalże psychoterapeutyczne fabuły z punktem widzenia i wrażliwością dziecka, w efekcie czego przybierają postać baśni. Trudne tematy związane z niespełnionym rodzicielstwem, niepełnosprawnością, żalem za utraconymi ludźmi czy zniszczeniem cudzych marzeń zostają przystrojone elementami magicznego realizmu. Sama historia jest podana w formie czegoś na kształt opowieści detektywistycznej – osoby, którym Mary musi pomóc, na ogół nie pamiętają swoich wspomnień. Na szczęście dziewczynka (oraz wspierający ją kot Hamlet) ma dostęp do telefonu, przez który rozmawia nie tylko z „pacjentami”, ale też może dodzwonić się do ich najbliższych, aby metodą wywiadu dowiedzieć się czegoś więcej. Każda sprawa pozwala jej też przysłuchać się ostatniemu połączeniu telefonicznemu z życia wspieranych. Rozpracowanie przypadku kończy się „wyzwoleniem” zepchniętych do nieświadomości wspomnień i koniecznością odratowania integralności osobowości, co dodaje napięcia całemu procesowi. Opowieści, co wrażliwszych, mogą przyprawić o łzy, ci mniej wrażliwi poczują co najmniej wzruszenie. Jednocześnie – dla mnie przynajmniej – nie mają w sobie tego czegoś, co sprawiałoby, że zapamiętałabym je na dłużej. Szkoda dodatkowo, że czasami historie irytują swoim wolnym tempem i odwlekaniem dość oczywistych zwrotów akcji.

Schrödinger’s Call, jak sama nazwa wskazuje, nawiązuje tematycznie do paradoksu, który głosi, że obiekt, dopóki nie zostanie zaobserwowany, jest jednocześnie żywy i martwy, istnieje i nie istnieje. Motyw został jednak wykorzystany bardziej do klimatycznego zawiązania tematycznego, niż faktycznej podstawy do rozważań filozoficznych. Zadzierzga wokół niego wątki cienkiej granicy między wyobrażeniem a prawdą, igra z koncepcją powoływania czegoś do istnienia. Każda z osób, która dzwoni do Mary, naszej bohaterki, ma w sobie bowiem głębokie pragnienie, by coś w jej życiu potoczyło się inaczej. A ona sama ma w sobie głęboką potrzebę naprawdę to zmienić, nie tylko pomóc im „przepracować stratę”. Od wątku prawdy i pomagania innym gra robi kolejny kroczek w stronę kwestii indywidualnej tożsamości oraz determinizmu, co sprawia, że odkrywanie tożsamości i traumy bohaterki jest bardzo ciekawe.

Visual novelka prezentuje się znakomicie i ma bardzo „filmowy” klimat, co jednocześnie wiąże się z… brakiem wyborów. Na początku, widząc że czekają mnie cztery epizody fabularne, a przed każdym muszę wybrać „przekonanie”, jakim kieruje się moja bohaterka, podekscytowałam się na myśl o możliwości kreacji osobowości narratorki i być może odmiennych historiach do poznania podczas drugiego przejścia. Niestety zawiodłam się w momencie, w którym mój wybór „przekonania” był inny, niż gra sobie to wymarzyła i zostałam zmuszona do zmiany zdania. Tak zresztą jest w ciągu całej gry – jest bardzo dużo wyborów do przeklikania, ale albo ich jedynym skutkiem jest trochę inny dialog, albo gra dosłownie zmusza do wybrania „poprawnej” opcji. Schrödinger’s Call zawiera w sobie mechanikę „robienia notatek” ze spraw, ale nie da się niczego w nich zgubić. Także kulminacyjne sekwencje, gdzie walka toczy się o „zbawienie”, są nie do przegrania. Nie mam problemu ze stworzeniem liniowej opowieści, ale trochę zgrzyta mi przebranie jej za coś, w czym wybory się liczą.

Oprawa audiowizualna bardzo wspiera „filmowość” opowieści – widać, że wszystko zostało dopracowane w najmniejszych detalach. Piękne rysunki zapełniające notatnik Mary, zwierzęce postaci rozmówców, immersyjna muzyka oraz liczne efekty wizualne przywołujące na myśl najlepsze z vocaloidowych teledysków (ogólnie cała gra ma atmosferę niezwykle emocjonalnej piosenki – trochę umownej, ale niezwykle chwytliwej) tworzą wrażenie produktu dopracowanego w największych szczegółach.
Schrödinger’s Call jest grą na naprawdę wysokim poziomie pod względem konceptu i wykonania, ale, moim zdaniem, trochę brakowało jej głębi emocjonalnej oraz uczciwości, jeśli chodzi o wpływ gracza na przebieg fabuły.

Serdecznie dziękujemy SHUEISHA GAMES
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry.
Producent: Acrobatic Chirimenjako
Wydawca: SHUEISHA GAMES
Data wydania: 27 maja 2026 r.
Dystrybucja: cyfrowa
Waga: 3 GB
Cena: 82,99 PLN
Platformy: Nintendo Switch, PC












Najnowsze komentarze