Stray

Czy po czterech latach od premiery, gdy cały hype już ostygł, warto sięgnąć po Switchową wersję gry o cyberpunkowym kotku?

W trakcie ostatniego roku w świecie nagród filmowych niespodziewany sukces spotkał animację Flow: zrobiona w Blenderze, przez firmę z Łotwy, zdominowała i przegoniła nominacje ze stajni Disney-Pixar za pomocą niestandardowego stylu wizualnego przywołującego przygodówki z PS2 oraz autentycznie poza-ludzkiej perspektywy. Chociaż powstała później niż Stray, przez to, że grę poznałam później, animacja wyznaczyła mi jej odbiór – i wyznaczyła pewną linię porównania. Stray fabularnie odchodzi od „kociej” perspektywy, lecz gameplayowo to obleczenie w kocią skórę daje najwięcej radochy z granie.

Sednem Stray jest więc eksploracja, niezwykle pochłaniająca, chociaż bardzo uproszczona. Kocie skoki wykonuje się za pomocą skierowania kamery w odpowiednie miejsce oraz kliknięcia przycisku, o elementach platformowych nie może być zatem mowy. Satysfakcję ze zręczności zastępuje zatem ciekawość świata: twórcy dobrze wiedzieli, jak utworzyć fascynujące do poznawania miasto pełne różnych zakamarków. Można wskoczyć na każdy murek, pudełko, klimatyzator, ramę czy balkon, a odkrywanie sekretów cieszy serduszko. Wprowadzono całkiem ciekawe rzeczy do kolekcjonowania: przypinki przyozdabiające plecak futrzastego bohatera, kartki z nutami, które może potem odegrać uliczny muzykant czy nawet… wspomnienia. Co więcej, eksplorowanie w grze jest tak rajcujące, że nawet nie potrzeba znajdziek – samo kociakowanie sprawia, że poznajemy kolejne warstwy, zaułki i sekretne pomieszczenia w mieście. Nieraz zdarzało mi się zgubić wątek, a jednocześnie popychać fabułę do przodu. Twórcy bardzo dobrze wiedzą, że w kociej postaci będziemy mieli ochotę wskoczyć na lampę, pozrzucać wszystkie pudełka, zedrzeć zasłony i wplatają w to gameplay, np. gdy trzeba podrapać w drzwi, żeby ktoś wpuścił kotka.

Pomimo całej miauczącej otoczki wokół Stray, gra tak naprawdę ma dwóch protagonistów: kociego, który decyduje o tym, jak gracz poznaje świat oraz „mechanicznego” drona B-12, który służy za źródło celu i motywacji. B-12 tworzy symbiotyczna relację z futrzakiem, pomagając mu odnaleźć się w świecie, a samemu licząc na to, że wspólnie uda im się odtworzyć wspomnienia drona. Świat Stray jest bowiem światem, w którym o organicznych, zwierzęcych formach życia wszyscy już zapomnieli – ludzie to bohaterowie legend, robotyczni mieszkańcy metropolii odtwarzają jedynie ich styl życia, a kot dziwi na tyle, że zyskuje sobie miano „The Soft One”. To świat, w którym ludzka cywilizacja praktycznie upadła, a jednak odtwarza się na nowo w swoich cieniach i formach. Szkoda, że binarne osobowości i ich życia w epoce „po człowieku” nie są tak fascynujące, jak mogłyby być. Dzięki B-12 możemy rozmawiać ze wszystkimi napotkanymi na swojej drodze postaciami, ale niekoniecznie ma się na to ochotę: tak samo jak zbieranie wspomnień drona działa głównie dzięki pragnieniu kompletowania, a nie jakości samej narracji.

Gameplayowo dużo o Stray nie mówiłam, bo też nie ma wiele do powiedzenia. To prosta przygodówka, która łączy eksplorację, nieskomplikowane zagadki środowiskowe typu podaj-przynieś-zdobądź-odwróćuwagę oraz sekwencje walk z „wrogami”. Cieszy mnie fakt, że zdecydowano się wprowadzić te elementy akcji na różnorodne sposoby. Naszymi naturalnymi wrogami będą Zorkowie: przerośnięte „bakterie”, które potrafią przegryźć się przez metal oraz Sentinels: drony zbrodniczego reżimu. Czasami będzie trzeba przed nimi uciekać, kiedy indziej wmanewrować je w klatki, a innym razem przemknąć się niezauważenie. Zagadki nie grzeszą oryginalnością, ale są sprawnie włączone w przepływ gameplayu. Co więcej, Stray rozgrywa się w dość różnorodnych środowiskach: najbardziej kojarzone z grą cyberpunkowe slumsy to tylko początek.

Gra na leciwym Switchu prezentuje się naprawdę w porządku: animacja ruchu kota jest tak samo czarująca, jak na mocniejszych platformach, a lokacje mają w sobie wiele uroku, chociaż grafika jest uproszczona (dzięki stylizacji jednak prezentuje się naprawdę dobrze). Jedynym bardziej zauważalnym problemem technicznym jest kwestia długich czasów ładowania – przynajmniej jest motywacja, żeby się spiąć w momentach akcji… Do tego całkiem przyjemna ścieżka dźwiękowa. W wydaniu pudełkowym, którego szczęśliwą posiadaczką jestem, dostaje się również kilka kart z wizerunkami postaci z gry: naprawdę urocze.

Podsumowujac, Stray to rzecz może nieprzełomowa, ale naprawdę przyjemna. Potrafi naprawdę zafascynować eksploracją, wykorzystuje urok swojego protagonisty i sprawnie realizuje przygodówkową konwencję, wyciskając parę pojedynczych łezek na koniec przygody. Czasami chciałoby się, by Stray było „czymś więcej”, czymś co silniej wykorzysta cały temat postapokaliptyczny – ale i bez tego warto zagrać.


Polecamy!


Producent: BlueTwelve Studios
Wydawca: Annapurna Interactive
Data wydania: 19 listopada 2024 r.
Dystrybucja: cyfrowa i pudełkowa
Waga: 5,7 GB
Cena: 99, 99 PLN
Platformy: Nintendo Switch, Nintendo Switch 2, PlayStation 5, PlayStation 4, PC, Xbox One, Xbox Series S/X

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *