Onimusha: Warlords

Jako że nie miałem dostępu do PS2, ominęło mnie sporo gier, w które chciałem zagrać. Jedną z nich jest Onimusha, więc byłem bardzo zadowolony z informacji o porcie na Switcha. Po ograniu na pewno mogę stwierdzić, że było to ciekawe doświadczenie.

Akcja gry ma miejsce w feudalnej Japonii, a dokładniej w 1560 roku. Zaczynamy od zobaczenia, jak Oda Nobunaga, tuż po zwycięstwa w bitwie pod Okehazamą, zostaje zamordowany strzałą wystrzeloną z łuku. Następnie przechodzimy do naszego protagonisty, samuraja Samanosuke. Po bitwie postanawia wrócić do zamku Inabayama, gdzie przebywa jego kuzynka, księżniczka Yuki. Jego powrót nie był decyzją dyktowaną nagłą tęsknotą za domem, a chęcią ochrony rodziny. Okazuje się, że Yuki wysłała Samanosuke list, w którym informuje go o porwaniach pracowników zamku, których niby dokonały demony. Zanim jednak bohaterowi udaje się przybyć na miejsce, księżniczka zostaje pojmana przez diabelskie nasienie. Nie mamy więc innego wyjścia, niż spróbować ją uratować i przy okazji dowiedzieć się, co spowodowało ten nagły wzrost demonicznej aktywności. Brzmi sztampowo i tak w sumie jest, ale wydarzenia śledzi się z zainteresowaniem, ponieważ pojawiają się ciekawe postaci, szczególnie szkaradny naukowiec z piekła rodem. Poza oglądaniem scenek, których jest zaskakująco dużo, znajdziemy też specjalne dzienniki, z których dowiemy się więcej o demonicznych tradycjach i próbach walki z nimi.

W Onimusha, jako że wcielamy się w samuraja, bardzo istotna jest walka. Samanosuke zwykłym mieczem wiele by nie zdziałał, więc poszczęściło mu się, że duchowy klan, który poprzysiągł zniszczyć demony, postanowił obdarzyć go specjalną rękawicą. Dzięki niej z czasem otrzyma dostęp do w sumie trzech ostrzy. Każde z nich cechuje się inną prędkością ataku i siłą, oraz, co ważne, żywiołem, bo dzięki niemu mamy również dostęp do ataku magicznego. Ponieważ ciachać mieczem da się tylko za pomocą jednego przycisku, to warto będzie się nauczyć, kiedy zastosować magię oraz koniecznie opanować używanie bloku. Przydaje się też przyjęcie postawy do ataku, aby móc robić kroki w bok i tył. I tu trzeba przyznać, że sterowanie jest dość kłopotliwe. Oryginalnie gra wykorzystywała tylko sterowania typu czołg. W tej wersji została dodana gałka i swobodne poruszanie się. W połączeniu z ustawionymi odgórnie kamerami i często małymi zakresami terenu, który pokrywają, nieraz elementy lokacji nam migają przez co nie widzimy przeciwników i, ogólnie mówiąc, poruszamy się dość niezręcznie. Niby postawa ma pomóc nad tym zapanować, ale wcale nie jest z nią łatwiej, gdy jest się przyzwyczajonym go analogu. Całe szczęście wszystko to jest bardziej problematyczne tylko przy walce z demonem w typie byka, który robi bardzo szeroki zamach oraz podczas walki z bossicą-osą. Resztę da się opanować, szczególnie jeżeli ktoś podejdzie do potyczek bardziej na spokojnie, zamiast częściej lecieć na głupa, jak ja. W kwestii pojedynków trzeba jeszcze wspomnieć, że istotne jest pochłanianie energii, co czasem może nas kosztować przyjęcie ciosu, jeśli się zgapimy. Energia dostarcza siły życiowej, magicznej i materiału do rozwoju broni oraz magii. Już tylko jako ciekawostkę dodam, że w grze znajdziemy dodatkową broń w postaci łuku i muszkietu. Raczej nikt nie będzie z nich korzystał, bo jest to cholernie niewygodne i nieprecyzyjne…

Do przeczesania będziemy mieli sześć rejonów. W rzeczywistości jest ich osiem, ale dwa są tak małe, że trudno mówić o eksploracji. Przede wszystkim znajdziemy zielone roślinki i lekarstwa, które odnawiają zdrowie. Od razu mówię, że nie ma ich dużo, więc nie szalejcie z ich zażywaniem. Jest też amunicja do broni dystansowej, jakieś fluorescencyjne kamyki (nie wiem po co) oraz wiele ksiąg i zwojów. Artykuły papierowe głównie służą to zapoznania się z tajemnicami świata, ale część książek przyda się do zdekodowania czterech zamkniętych skrzynek (idea jest taka, że trzeba do nich wrócić, gdy będzie się miało więcej podpowiedzi), w których znajdują się np. specjalne kamyki wydłużające pasek życia czy magii. Co jakiś czas pojawią się również skrzynie zamknięte zagadką numeryczną opartą o obracanie kwadratów z liczbami w określonej liczbie ruchów (tylko jedna jest trudna). Nie brakuje też typowych zabaw w postaci znajdź coś, żeby wykorzystać to gdzie indziej. Generalnie jednak, także dzięki mapom, nikt nie powinien się zgubić czy zablokować. Dla urozmaicenia zabawy jakoś trzy razy wcielimy się w Kaede, którą głównie będziemy omijać przeciwników i szukać rozwiązania, jak pomóc koledze samurajowi. W przypadku Samanosuke możemy jeszcze podjąć się specjalnej próby, w której trzeba pokonać kilkanaście fal przeciwników – ile dokładnie nie wiem, bo przetrwałem tylko jakoś dziesięć. Wielbicie trofeów będą zadowoleni, bo Capcom dorzucił pakiet 58 uhonorowań,  z czego część będzie wymagało niemałego skilla i zawziętości (przejść grę bez ulepszania ostrzy czy bez używania uzdrawiaczy).

W przypadku grafiki Capcom nie pokusił się o pełny remaster, ale podbił jakość obrazu tak, aby nie raziła na dużym ekranie. Zresztą trzeba przyznać, że już w 2001 roku gra była świetnie przygotowana pod względem settingu i dbałości o różne szczegóły, które dało się wtedy uzyskać. Pewnie wpłynął na to system z góry ustalonych miejsc dla kamer oraz często ciasnych przestrzeni. Obok lokacji bardzo dobrze wypadają też projekty postaci oraz przeciwników. Oczywiście mam na myśli generalny koncept, bo, jak już wspomniałem, od współczesnej jakości odstają, więc w razie czego nie łapcie mnie za słówka. Chociaż… przy kilku filmikach graficy włożyli więcej wysiłku w pracę, by jakością były zbliżone do współczesnych możliwości. Tak czy inaczej, trudno narzekać na jakość odświeżenia tej odsłony, gdy będzie się miało w pamięci, że gra ma już 18 lat. Bardzo dobrze wypada audio, w tym, przede wszystkim, japońscy aktorzy głosowi. Skoro przy nich jestem, to od razu wspomnę, że Capcom trochę skopał angielskie napisy dialogowe – są małe, ciasno zbite i czasem wyglądają, jakby literom brakowało kawałków, czyli pewnie po prostu zrobili jakiś wrzut z PS2.

Mam problem z wystawieniem oceny Onimushy, bo z jednej strony jest to dobra pozycja, a z drugiej kuleje przez stare już mechaniki. Przede wszystkim na plus wypada miks feudalnej Japonii z horrorem, fabuła, choć specjalnie wymagająca nie jest, postaci i oprawa AV. Sam pomysł na walkę z demonami, trzy ostrza i pochłanianie energii oraz eksploracja w połączeniu z dość prostymi zagadkami są jak najbardziej w porządku. Problematyczna bywa kamera, konkretniej w ciaśniejszych miejscach, oraz sterowanie. Ale i tyk największą bolączką dla mnie były scenki, których nie da się wyłączyć, oraz powtarzanie niektórych rzeczy, po tym jak się zginęło i wczytało save’a (jedna zagadka to mały koszmar). Nie mam nic przeciwko umieraniu, już nawet te kilkadziesiąt metrów do przelecenia nie jest takie złe, ale oglądanie po raz któryś tej samej cutscenki czy dialogu denerwuje. Poza tym muszę zaznaczyć, że gra nie jest długa – mnie na normalu zajęła trochę ponad sześć godzin. Większości z Was pewnie też jedno przejście wystarczy. Tak więc nie wiem… 7 to trochę za dużo, więc niech będzie 6,5 z dopiskiem, że jeśli gra Was zainteresowała, to warto się z nią zapoznać, ale musicie mieć na uwadze te kilka upierdliwości.


Ocena: 6,5/10


Producent: Capcom
Wydawca: Capcom
Data wydania: 15 stycznia 2018 r.
Dystrybucja: cyfrowa i fizyczna (japońskie wydanie posiada angielskie napisy)
Waga: 9,6 GB
Cena: 84,00 PLN


Tekst powstał dzięki naszej współpracy z Play-Asia! Dzięki Waszym zamówieniom zrobionym tam przez wejście przez nasz reflink (w banerze poniżej) oraz/lub z użyciem naszego kuponu zniżkowego będziemy w stanie zrecenzować jeszcze większą liczbę gier.

play-asia-bannerplay-asia_mypsvita


You may also like...

2 komentarze

  1. Fred pisze:

    Mi nie podchodzi statyczna kamera- rozwiązanie spoprzedniej epoki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *