Code: Realize ~Wintertide Miracles~

Przyznam szczerze, że chociaż z grubsza znałam fabułę Code:Realize, nigdy tej VN-ki nie ograłam. Muszę również przyznać, że pod względem poznawania najnowszego przedstawiciela serii był to błąd. Granie w Wintertide Miracles jest niczym binge-reading średniej jakości fanfików, które zostały stworzone z chęci wydojenia tytułu, a nie jako wynik nastoletniej podjarki ładnymi panami i uwielbieniem oryginału. Jak zatem można się domyślać, nie byłam w stanie przejść całej dostępnej zawartości. Ale że ograłam jej reprezentatywną część, a ponadto jestem Polką, to się wypowiem. Przynajmniej oględnie.

Wrażeniami podzieliła się KotStation

Najnowsze wydawnictwo z serii Code:Realize nie posiada żadnego przewodniego wątku fabularnego – rozpoczynając grę, przywita nas menu z garścią opcji, a wśród nich randka w trójkącie, „alternatywne zakończenia” oryginalnej historii dla każdego z panów oraz trzy historie poboczne. Z tego, co mi wiadomo, po przejściu znacznej części zawartości odblokowują się „zakończenia specjalne” będące zwyczajnym fanserwisem dla wielbicielek pragnących sakramentalnego finiszu historii.

Mimo że opowieści z Wintertide Miracles są odrębnymi częściami i powinno rozpatrywać się je osobno, to myślę, że większość z nich można skwitować wspólnym mianem „wtórne” i „pozbawione ikry”. Szczególnie zarzut ten odnosi się do „alternatywnych zakończeń”, które są VN-kowym ekwiwalentem obowiązkowego odcinka na plaży w anime ecchi. Tyle tylko, że odcinek jest świąteczny, a zamiast skończyć się guzem na twarzy głównego bohatera, oglądamy pocałunek złożony na ustach głównej bohaterki. Próżno szukać w tych historyjkach suspensu, a główną osią rozmów są „malownicze” opisy zimowego Londynu, tudzież uczucia. Czasem zdarzają się sympatyczne sceny, zabawne ze względu na nawet błyskotliwie napisane dialogi, ale prędzej należy ich szukać w trybie „randki”, gdzie spędzi się 15 minut, a nie godzinę. Ich formuła to pokazanie potencjalnego „wypadu na miasto” z dwoma konkurentami do serca głównej bohaterki, którzy zderzeniem charakterów dają tym opowiastkom potencjał komiczny.

Tym, co mogłoby przyciągnąć uwagę nie tylko fanek spragnionych romantycznych uniesień, są poboczne historie – niestety i one są dość nierówne. To trzy dosyć krótkie (1,5 – 2h) opowieści, ale ich zaletą jest przede wszystkim to, że coś się w nich w ogóle dzieje. Przyznam, „epilog” do ścieżki Finisa z oryginalnej gry był w stanie nawet mnie wciągnąć, a jego postać służyła nie tylko względom anegdotycznym, ale też wykazała pewną głębię. Wciąż, przedstawiona zawartość jest nie tyle uboga – pod względem ilościowym na pewno nie – co absolutnie zbędna. Czysty fanserwis. i co najważniejsze, taki, który nie wprowadza zbyt wiele ciekawych rzeczy do uniwersum (tu jedna z historii się wybija pozytywnie, rozszerzając materiał oryginału, z tego co mi wiadomo, ale to niewiele w stosunku do całości zawartości wydania). O ile rozumiem, że taki był zamiar – stworzyć trochę dodatkowego materiału dla fanek – tak nie uzasadnia to faktu, że owa zawartość nie pogłębia świata, fabuły czy konstrukcji bohaterów.

Wcześniej nie miałam okazji zapoznać się z panami z Code:Realize, ale w tej pozycji wywarli na mnie dość pozytywne wrażenie. Z pewnością to postacie, które da się polubić, lecz jednocześnie są to też postacie, które nigdy nie stają się czymkolwiek więcej niż zbiorem przerysowań i motywów. Jakkolwiek ciężko porównać mi to z grą bazową, nie wyobrażam sobie, żeby ta masa żarcików – opierających się głównie na interakcji między postaciami – i romantycznych wyznań jakoś szczególnie pogłębiała ich kreację.

Trzeba za to przyznać grze Otomate, że wygląda świetnie, tak samo jak inne odsłony tej serii. Czy to wyborne ilustracje, czy niesamowicie szczegółowe tła, czy wizerunki chibi – za każdym razem jest to niemalże uczta dla oczu. Chociaż można by narzekać, że ta wizja steampunkowego Londynu zyskałaby na zindywidualizowaniu stylu graficznego. Tym razem jednak od narzekania się powstrzymam, bo jest naprawdę ładnie, a świąteczny klimat urzeka swoją słodką, beztroską atmosferą. Z kolei oprawa audio to wydmuszka – ładne utwory bez szczególnego uroku, jednak trzeba zwrócić honor seiyuu, którzy spisali się dość wyśmienicie.

Krótko podsumowując, nie widzę zbyt wielu powodów do nabycia dodatku do Code:Realize, który niewiele wnosi do serii. Lepiej albo zapoznać się z innymi grami otome, albo poczytać fanfiki. Wintertide Miracles to nie tyle zła gra, co po prostu nudna przeciętność, gdzie brakuje naturalnej „uroczości” i „romantyczności”, które powinny być głównym walorem fanowskiego dodatku do gry otome.


Serdecznie dziękujemy Aksys Games
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry


Producent: Design Factory, Otomate
Wydawca: Aksys Games
Data wydania: 14 lutego 2019 r.
Dystrybucja: cyfrowa i fizyczna
Waga: 2,5 GB
Cena: 159 PLN

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *