BlazBlue: Centralfiction Special Edition

W chwilach takich jak ta naprawdę czuć, że Switch jest swego rodzaju Vitą 2… W końcu na samej PSV trzecie BlazBlue już się nie pojawiło, a następnej konsoli od Sony ani widu, ani słychu. Zostaje nam więc cieszyć się z przenośnej wersji Centralfiction na sprzęcie innej firmy. I też jest fajnie (jeśli się ją ma, rzecz jasna).

Ponieważ jest to pierwsza produkcja spod tego szyldy na Słiczu, zacznijmy od tego, czy warto po nią sięgnąć bez znajomości poprzednich części. Wbrew pozorom odpowiedź nie jest taka prosta. BlazBlue, mimo że jest bijatyką 2D, ma bardzo rozwiniętą i zapętlaną fabułę. Jeśli szukacie po prostu młócki, to tak, nie musicie patrzyć na poprzednie odsłony. Jeśli jednak zaintryguje Was fabuła, to niby można podejść do Centralfiction bez pozostałych części. W grze znajduje się bardzo rozwinięta encyklopedia świata, więc będzie to jakaś pomoc, jeśli starczy Wam zaparcia do czytania jej. W samej historii na początku pojawia się też wybór, czy przypomnieć poprzednie wydarzenia. Jest to jakiś wstęp, do tego, co będzie dalej, ale z racji ostrego mózgotrzeba składającego się z różnych wymiarów i linii czasowych, warto zapoznać się przynajmniej z Chronophantasmą, do czego będzie potrzebny inny system, ale gra jest dostępna na właściwie każdej innej konsoli czy PC.

Zakończenie Chronophantasmy  jasno wskazywało, że historia ta będzie miała ciąg dalszy. Wydarzenia z Centralfiction zaczynają się więc zaraz potem. Grupa osób, która postanowiła zrobić wszystko, by uratować świat odkrywa, że ich plan jednak nie wypalił. Niby wszystko poszło, jak należy, ale istniały warunki, o których nie mieli pojęcia. W związku z tym muszą przygotować nowy plan, co obejmuje też odnalezienie Ragny. Ten gdzieś zniknął po ostatniej walce. Gdy odnajduje się przed naszymi oczami, ponownie nie ma pamięci. Ale to nie wszystko, jeśli graliście w poprzednią część, zauważycie, że inne, pierwsze spotykane  postaci też zachowują się, jakby nic interesującego nie wydarzyło się do tej pory. W związku z tym jeden wielki mętlik mają wszyscy, łącznie z nami. Na szczęście z czasem zaczynamy dowiadywać się, co się wydarzyło i aż dziw bierze, że scenarzyści sami się nie pogubili i cały ten międzywymiarowo-czasowy bajzel ma jednak jakiś logiczną (jak na S-F) przyczynę, ciąg i nawet zakończenie. W sumie mógłbym rozpisać wydarzenia trochę bardziej, ale osoby, które przychodzą po kontynuację, muszą tylko wiedzieć, że jest świetnie. Osoby tu nowe, cóż, albo się pogubią i odpuszczą, albo wciągną i sami wyszukają informacje, które będą im potrzebne do załatania dziur.

Struktura opowieści ma charakter liniowego visual novel, w którym czytanie co jakiś czas przerywają walki. I w sumie dobrze, że tym razem twórcy tak podeszli do przedstawienia historii, bo przynajmniej nie rozpraszają nas wydarzenia drugoplanowe i wybory ścieżek. Dodatkowych scen jednak nie brakuje i łatają one pewne dziury. Co jakiś czas podczas głównego wątku zobaczymy informację, że otrzymaliśmy dostęp do pobocznego scenariusza. W każdej chwili możemy go wybrać w dziale „Story Mode”. Dziury łata też „Arcade Mode”. Nowością w nim jest to, że większość postaci ma aż trzy 8-pojedynkowe drabinki do pokonania, pozostałe dwie lub jedną. W każdym z tym aktów dowiadujemy się więcej o postaciach i ich motywacjach, choć dzieje się to głównie na końcu każdego aktu. W ich trakcie dochodzi do dwóch, czasem trzech rozmów z innymi postaciami. Jedno jest pewne, ta część BlazBlue to istne fabularne eldorado, które zajmie graczy przez kilkadziesiąt godzin (wydawca twierdzi, że nawet 40 na poznanie wszystkiego).

W przypadku trybów gry oczywiście dostajemy te już wspomniane, czyli fabularny i arkadowy. Ponad to mamy:

  • Practice – składa się z trzech opcji: samouczka z dużą ilością zabawnych dialogów, swobodnego treningu i zestawów wyzwań (robienie odpowiednich ataków, combosów itd.).
  • Battle – tu są arkady oraz versus do grania z drugą osobą lub kumplem. W „Grim of Abyss Mode” zaliczamy kolejne poziomy głębi (każdy składa się ze stu) i ulepszamy postać o zdobyte przedmioty. „Score Attack Mode” daje opcję wyboru warunków walki, trudności i zestawu przeciwników; oczywiście tłuczemy się tam dla punktów. W „Speed Star Mode” nie schodzi nam życie, ale za to musimy tak działać, aby jak najszybciej pokonywać przeciwników i nie dać się przy tym obtłuc, bo to strata cennych sekund.
  • Network – czyli opcje gry w sieci. Jest walka rankingowa, tworzenie pokoi do walk poza rankingiem, podejrzenie rankingów i przeróżne opcje modyfikacji karty postaci.
  • Collection – tu znajdziemy miejsce, w którym zobaczymy powtórki walk (warto obejrzeć przynajmniej jedną, spływające zapisy ruchów robią wrażenie). Jest też galeria, która znów jest galerią genialną i chce się ją odkrywać. Ostatnia opcja to sklep z przedmiotami w postaci skórek dla postaci i dźwięków.

Tyle pisania o fabule i zawartości, a jeszcze nic o postaciach czy walce. No to tak. W kwestii postaci dla nowoprzybyłych czeka zawrotna liczba 36 bardzo różnorodnych wojowników. Jedni są szybcy i wolą walkę w zwarciu; inni lubią ataki z dalekiego dystansu. Są postaci walczące wręcz, inne mają bronie, a jeszcze inne władają magią. Wszyscy mają swoją mocne i słabe strony, które po prostu trzeba sprawdzić na własnej skórze. Dla osób już zaznajomionych z serią wspomnę, że do pakietu znanych postaci w Centralfiction dochodzi pięcioro nowych zawodników. Co więcej, wydanie słiczowe zawiera już w sobie Jubeia, Mai i Es, którzy na innych platformach byli dostępni jako płatne DLC.

W przypadku prowadzenia walki trzeba zaznaczyć, że BlazBlue jest wypełnione systemami, od których może się zakręcić w głowie. Mówię tu o bardziej pro rozwiązaniach, jak kontry, przejęcia, itp. Wszystko to najlepiej wyprowadza się w stylu technicznym, w którym po prostu trzeba zapamiętywać konkretne sekwencje ruchów dla ciosów, a te potrafią być trudne. Na szczęście bijatyka ta jest też zachęcająca dla nowych czy mniej cierpliwych. Służy do tego styl stylowy (tak, zawsze bawi to określenie), bo upraszcza wyprowadzanie combosów i specjalnych ciosów. W tej części gry został jednak trochę zmieniony i służy jako wprowadzenie do stylu technicznego. Na swoim przykładzie powiem jednak, że jak lubię sprawdzać co i jak się wbija w bijatykach, tak stylówa w Blaz mnie rozleniwia i lecę tylko na niej. Miło więc ze strony twórców, że w rozgrywce sieciowej nadal możemy wybierać między tymi dwoma formami prowadzenia postaci. I, co ciekawe, to, że któraś ze stron posługuje się stylówą, wcale nie oznacza, że ma przewagę.

Oprawa graficzna jest po prostu świetna. Scenki 2D w części fabularnej cieszą oczy ostrością, świetną kolorystyką i próbą nadania wydarzeniom większej dynamiki przez częstsze zmiany ujęć i dodanie efektów specjalnych przy np. atakach. Poza tym pojawia się kilka animacji. Walki to już w ogóle uczta dla oczu. Ataki są efekciarskie na maksa, animacje super płynne (gra spokojnie działa w 60 fps) i pełno w nich przeróżnych smaczków, jak np. reakcja postaci na otrzymany cios –  wszystko dzieje się bardzo szybko, ale im dłużej gramy, tym więcej takich rzeczy wyłapujemy. Na pochwałę zasługują też czasy wczytywania, które są króciutkie. Interesująca jest jednak jedna rzecz. Gdy gramy w trybie ręcznym, postaci są ostre. Z kolei z konsolą w docku postaci nabierają lekko pikselowatego charakteru. Na Vicie było tak samo jak z handheldem na Switchu. Specjalnie sprawdziłem filmiki na YT i na jednym efekt był podobny, więc to pewnie efekt rozciągnięcia obrazu do większej rozdzielczości, choć na innych elementach gry, takich zmian nie widać. Nie przeszkadza to jednak i w sumie pasuje do charakteru produkcji.

Audio to kolejny dostawca radości dla gracza. Utwory w znacznej mierze bazują na muzyce gitarowej, ale nie brakuje też mieszanek gatunkowych (jak to Japończycy lubią). Efekty dźwiękowe również ładnie rozbrzmiewają. Jednak na specjalną uwagę zasługuje dubbing. Wszyscy japońscy aktorzy głosowi dali z siebie wszystko i choć mieli naprawdę masę linii dialogowych do „przeczytania”, tak nie odpuścili z jakością ani na chwilę. Wisienką na torcie jest zmiana głosów w menu. Zwykle się takimi możliwościami nie bawię, bo nie czuję potrzeby, ale w tym przypadku coś mnie tknęło i zmieniłem głos na Taokakę – najlepsza decyzja ever!

Co tu dużo mówić, gra jest świetna. Już trzeci raz zasiadłem do produkcji z BlazBlue w tytule i za każdym razem jestem bardzo zadowolony z efektów. W tym przypadku nawet bardziej, bo styl stylowy rzeczywiście ma inny „flow” i sprawia, że trochę bardziej chce się celować w konkretne ataki. Do dyspozycji jest też pokaźna liczba zawodników, a nowi są interesujący, szczególnie Nine nieźle wymiata swoją magią. Jeśli chodzi oprawę AV, mam tylko lekkie zastrzeżenia do tego rozciągnięcia pikseli postaci, ale, tak jak mówiłem, to detal, najważniejsze, że gra działa super płynnie i ma bardzo krótkie loadingi. Jeśli chodzi o fabułę, to została odpowiednio poprowadzona i jest bardzo dobrym zwieńczeniem tej sagi. Tak więc dla osób, które znają serię, ale z jakiegoś powodu pominęły Centralfiction na innych platformach, stwierdzę, że jest to pozycja obowiązkowa. Z kolei nowe osoby zachęcam do przyjrzenia się tej produkcji, nawet jeśli macie obawy o wejście w fabułę.

Chwalę i chwalę, ale pełnej dychy nie ma, bo irytował mnie brak wybrania opcji powtórzenia przegranej walki w arkadach (zawsze trzeba wrócić do wyboru postaci i wziąć tego samego zawodnika). Poza tym po każdym „zakończeniu” muszą przelecieć kredyty, co prawda idzie to w miarę szybko, ale wciąż, po którymś razie ma się dość czekania, aż znikną. No i twórcy nie w pełni opanowali zapisywanie stanu toczonej walki, gdy mamy włączone w tle oczekiwanie na przeciwnika z neta. Z dwa razy miałem tak, że powinienem wejść do następnej walki, a nie ją powtarzać.


Ocena: 9,5/10


Serdecznie dziękujemy PQube
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry


Producent: Arc System Works
Wydawca: PQube (EU), Arc System Works (NA)
Data wydania: 8 lutego 2019 r.
Dystrybucja: cyfrowa i fizyczna
Waga: 11,7 GB
Cena: 160 PLN

Może Ci się również spodoba

1 Odpowiedź

  1. Akkariynn pisze:

    Hoho to teraz już wiem że switchową wersją warto się zainteresować. Skoro Jubei jest dostępny bez dodatkowych opłat to nic tylko brać!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *