Odallus: The Dark Call

Po recenzji udanego, choć może nieco zbyt przyrdzewiałego pod względem niektórych mechanik, Oniken: Unstoppable Edition przyszła pora na zmierzenie się z kolejną produkcją Studia JoyMasher. Odallus: The Dark Call ponownie jest wyraźnym listem miłosnym do ery 16-bitów, jednak tym razem dzięki kilku mądrym decyzjom gra znacznie lepiej radzi sobie w starciu ze współczesną konkurencją.

Inspiracje twórców nie mogłyby być bardziej oczywiste. Odallus to bardzo pewny siebie klon klasycznych części Castlevanii. Już na starcie wita nas znajoma pixelartowa oprawa graficzna wzbogacona o specjalny filtr CRT oraz ekran o rozdzielczości 4:3. Nasz główny bohater to wręcz brat bliźniak Simona Belmonta, dzierżący przez nas miecz zachowuje się w podobny sposób co bicz, a gra wprost kopiuje z serii Konami część zdolności (np. rzucanie toporami). Pochwalić natomiast trzeba jakość tej kopii. Bohaterem steruje się naprawdę przyjemnie, a sterowanie jest odpowiednio intuicyjne. W końcu jak ściągać, to od najlepszych.

Odallus jest jednak grą znacznie bardziej rozbudowaną niż stare Castlevanie. Każdy poziom, który znajdziemy w grze, ma do zaoferowania kilka ścieżek, którymi możemy dotrzeć do końcowego bossa. W każdej z nich zwykle znajdziemy opcjonalne znajdźki, ukryte komnaty, nowe uzbrojenie, a nawet zdolności. Pod tym względem znacznie bardziej czuć późniejsze części Castlevanii, jak choćby Symphony of the Night. Co prawda w Odallusie akcja toczy się na kilku oddzielnych poziomach, a nie w jednej przeplatającej się lokacji jak w klasycznych metroidvaniach. Poziomy te możemy jednak ukończyć w nieliniowy sposób szukając okrytych przejść i artefaktów. W kilku momentach jesteśmy wręcz zmuszani do odwiedzin znanych już miejscówek, aby przy pomocy wcześniej zdobytej zdolności, odblokować drogę do kolejnej areny.

W mojej recenzji Oniken narzekałem na przestarzały system checkpointów, który zmuszał gracza do wielokrotnego powtarzania etapów, co szybko skutkowało frustracją. Odallus jest znacznie bardziej przystępny. Każda śmierć skutkuje powrotem do wcześniej aktywowanego posążka, a jeśli wyczerpią nam się wszystkie życia, zaczynamy poziom od samego początku. Tym razem, gdy gra wyrzucała mnie do samego początku poziomu, byłem jednak zachęcony do eksploracji wcześniej pominiętych ścieżek. Nawet same plansze są często skonstruowane w taki sposób, aby po otworzeniu początkowo zablokowanych pomieszczeń, droga do końcowego bossa była krótsza niż za pierwszym podejściem. Dodatkowo Odallus cały czas zapisuje cały postęp gracza. Po śmierci zachowujemy wszystkie zebrane przez nas przedmioty oraz pełniące rolę waluty dusze. Za te możemy kupić dodatkowy zapas żyć, leczących potraw oraz przedmiotów. Dzięki temu nigdy nie czułem, że gra marnuje mój czas. Branżowi masochiści szukający większego wyzwania wciąż mogą wybrać ambitny trudniejszy tryb zabawy, który nie tylko zwiększa intensywność potyczek, ale ingeruje dodatkowo w same rozmieszczenie przedmiotów i zagadek.

Odallus: The Dark Call jest grą znacznie bardziej ambitną i rozbudowaną niż poprzedni tytuł spod szyldu JoyMasher. Choć pod względem oprawy audiowizualnej i sterowania wciąż czuć tutaj ducha czasów Super Nintendo Entertainment System, mądre przeniesienie wybranych elementów znanych z metroidvanii uchroniło grę przez powieleniem wad tamtego okresu. Ciężko mi też znaleźć tutaj znaczące wady. Wymienić pod tym względem można jedynie nie zawsze współpracującą z naszymi ruchami kamerę oraz bladą (a miejscami wręcz irytująco piskliwą) ścieżkę dźwiękową. Fani sagi rodziny Belmontów znajdą tutaj wystarczająco dużo zawartości na przynajmniej kilka godzin rozrywki, które można dodatkowo rozciągnąć pogonią za znajdźkami. Ja natomiast z zaciekawieniem będę wypatrywał Blazing Chrome – kolejnego projektu brazylijskiego dewelopera.


Ocena: 7.5/10


Serdecznie dziękujemy Digerati
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry


Producent: JoyMasher
Wydawca: Digerati
Data wydania: 8 lutego 2019 r.
Dystrybucja: cyfrowa i limitowana fizyczna
Waga: 59 MB
Cena: 48 PLN

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *