The Long Reach

Każdy, kto grał chociażby w Lone Survivor, wie, że dwuwymiarowe horrory potrafią straszyć równie dobrze, jak te trójwymiarowe. Objawia się to zwłaszcza wtedy, gdy pozycje z lepszą grafiką bardziej stawiają na akcję niż na mozolne budowanie klimatu, a proste, niezależne gry działają na wyobraźnię. Przygodówki lubią się z dwoma wymiarami, a uporczywe wymyślanie „na czym to można by użyć śmiecia znalezionego cztery pomieszczenia temu” mogłoby się stać bardziej emocjonalne, gdyby za plecami gracza czyhał, dajmy na to, morderca. Taki miks brzmi jak koktajl doskonały, tylko czy deweloperzy okazali się wystarczająco zdolnymi barmanami?

Recenzję napisała KotStation

Zanim przyjdzie porozważać tę kwestię, trzeba powiedzieć coś o fabule – w końcu nie ma przygodówki bez odpowiednio dobrego pretekstu do przeszukiwania pomieszczeń. Calvinowi wydawało się, że najgorsze, co może zdarzyć się w jego życiu, to zaplanowany ślub z Shelly, której skłonność do nadmiernej kontroli oraz wygórowane wymagania (np. oczekiwanie od niego, że zrobi zakupy) daje mu się we znaki. Wystarczyła jednak jedna wizyta w spożywczaku, by zupełnie odmienić i jego związek, i jego życie – w końcu śmierć z rąk dziwnego, milczącego epileptyka to doświadczenie rzeczywiście wiele zmieniające.

To jednak nie Ghost Trick: Phantom Detective, więc sterować będziemy kimś jak najbardziej żywym. Osobą tą jest naukowiec Stewart, którego zaangażowanie w badania nad systemem współdzielenia umiejętności przerywa kompletna porażka projektu. Niemal wszyscy badacze, na których był on testowany, zdają się tracić zmysły i… nie każdy jest już pokojowo nastawiony. Szybko okazuje się też, że nie jest prosto ani wezwać pomoc, ani uciec z plątaniny laboratoryjnych pomieszczeń.

Jak więc można się domyślać, problemy będą się tylko piętrzyć. Pójście do pokoju z telefonem będzie wymagało klucza, znalezienie klucza będzie wymagało wyłączenie prądu, wyłączenie prądu wiąże się odkryciem pewnego przedmiotu… I tak za każdym razem, gdy chce się wykonać najmniejszą czynność. Chociaż główna lokacja, jaką jest laboratorium, w pierwszym segmencie budynku ma tylko trzy piętra, na błąkaniu się po nich w poszukiwaniu rozwiązania można spędzić całkiem sporo czasu. Nie przeszkadzałoby mi to, gdyby to, co trzeba odnaleźć, było możliwe do wydedukowania samodzielnie – w niektórych przypadkach da się, ale pamiętanie o głównym celu bywa pomocne, tak spora część zagadek jest zupełnie bzdurna i ich rozwiązanie w  żaden sposób nie zależy od zdolności umysłowych. Nawet chyba kreatywność nie pomoże, bo ta cecha jednak wiąże się z tworzeniem sensownych połączeń między rzeczami, tyle że nieszablonowych.. W rezultacie przygodowo-eksploracyjna część The Long Reach w dużej mierze bardziej frustruje aniżeli straszy.

Generalnie jednak ciężko tu w ogóle o jakieś napięcie. Chociaż studio niewątpliwie się postarało z doborem dwóch niepokojących utworów, które grają w tle, tak frustrująca bieganina po pomieszczeniach szybko niszczy jakikolwiek klimat. Powód jest prosty – na nic zdadzą się wspaniałe pixel-arty zniszczonych laboratoriów, jeśli nie ma czegokolwiek, czego należałoby się w nich obawiać. Co prawda w niektórych sekwencjach pojawia się morderca, który jednym ciosem może zabić, ale jego obecność prędko staje frustrująca na równi z zagadkami – jest tylko nieudogodnieniem, które należy  ominąć. Strach pojawia się też w momentach, kiedy to u głównego bohatera pojawiają się skutki obłędu i np. tracimy kontrolę nad postacią albo zostajemy wrzuceni w wir wizji, które okazują się nie być rzeczywistością – niestety, nikt nie pokusił się o rozwinięcie tego patentu.

Jak jednak wygląda rozwiązanie kwestii fabularnej? W końcu Steward biegał i biegał nie po to, żeby w ostatecznym rozrachunku nie wiedzieć, czemu, kto, co i jak. Pomimo tego, że fabuła przez większość czasu rozgrywki wydaje się dość mało interesująca, a dialogi z pozornym wyborem odpowiedzi nużące, całokształt oceniam jago całkiem dobry. Niekoniecznie ze względu na jakość samego finału, ten bowiem sprawiał wrażenie nieco urwanego i niedokończonego, a z powodu tego, że w prostej intrydze o nieudanym badaniu zawarł groźby związane z całkiem realnym rozwojem technologii – a także tym, jak na obraz człowieka wpłynęłoby powstanie świadomej siebie maszyny. Cała ta tematyka poruszana jest dość nieśmiało, wręcz podprogowo, niemniej jednak twórcy do kwestii AI podchodzą w sposób zaskakujący i odmienny od spotykanych zazwyczaj narracji.

Trochę sobie ponarzekałam, lecz gdybym miała zdecydować, czy żałuję zagrania w tę grę, zaprzeczyłabym. The Long Reach wciąż jest produkcją o niezwykle ślicznej, klimatycznej oprawie 2D, całkiem ciekawej fabule i momentami przyjemnym gameplayu. Zabija ją koszmarne niedopracowanie – począwszy od błędów technicznych (czasy ładowania….), przez absurdalne zagadki po niedostatki level designu i ogólne niewykorzystanie swojego potencjału. Czas gry (około 3 godziny) też nie zachwyca. Mimo tego w promocji fan takich klimatów może brać.


Ocena: 5/10


Producent: Painted Black Games
Wydawca: Merge Games
Data wydania: 15 sierpnia 2018 r.
Dystrybucja: cyfrowa i fizyczna
Waga: 631 MB
Cena: 59 PLN

Gra jest także dostępna na Nintendo Switch w cenie 60 PLN.


Tekst powstał dzięki naszej współpracy z Play-Asia! Dzięki Waszym zamówieniom zrobionym tam przez wejście przez nasz reflink (w banerze poniżej) oraz/lub z użyciem naszego kuponu zniżkowego będziemy w stanie zrecenzować jeszcze większą liczbę gier.

play-asia-bannerplay-asia_mypsvita


Może Ci się również spodoba

2 komentarze

  1. Skorrpion pisze:

    Szkoda, ja akurat bardzo nie lubię takich frustrujących elementów w grach, więc zmuszony jestem odpuścić sobie ten tytuł… szkoda, bo jest teraz w sporej promocji jak to piszę – 14,75 zł.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *