Cadence of Hyrule: Crypt of the NecroDancer Featuring The Legend of Zelda

Nietypowe połączenia często okazują się być najlepsze. Kanapki z masłem orzechowym i dżemem, frytki maczane w lodach waniliowych, skarpetki i klapki w upalny dzień… Być może właśnie dlatego widownie tak uwielbiają cross-overy w popkulturze. Bezpośrednia interakcja dwóch niepowiązanych ze sobą franczyz może zaowocować świeżymi pomysłami i wzbogacić współpracujące marki. Nic dziwnego więc, że zapowiedź Cadence of Hyrule rozbudziła wyobraźnie fanów Nintendo. 

Seria stworzona Shigeru Miyamoto od ponad 30 lat regularnie dostarczała fanom dziesiątki kultowych motywów muzycznych. Przekazanie własnie tej serii w ręce twórców popularnego rytmicznego roguelike’a Crypt of the NecroDancer było w związku z tym ruchem równie naturalnym co genialnym. Ekipa Brace Yourself Games stworzyła nie tylko jedną z najlepszych gier niezależnych tego roku, ale też jeden z najlepszych spin-offów The Legend of Zelda w historii.

Historia, klasycznie dla serii Nintendo, kręci się wokół uratowania krainy Hyrule. Nieznajomy nikomu bard o imieniu Octavio przy pomocy magicznej lutni wprowadza króla oraz dwóch głównych bohaterów – Linka oraz księżniczkę Zeldę, w głęboki sen. Dzięki temu przejmuje on kontrolę nad królestwem. W tym samym czasie Cadence – protagonistka Crypt of the NecroDancer, z nieznanych przyczyn zostaje przeniesiona do nowego i tajemniczego świata.

Właśnie po przejęciu kontroli nad podróżniczką gracz gładko przechodzi do samouczka tłumaczącego oryginalne mechaniki gry. Ruch postaci odbywa się niczym na szachownicy. Wszystkie podejmowane przez nas akcje – ruch, atak, wykorzystywanie przedmiotów, muszą być zgrane z ścieżką dźwiękową. Im dłużej będziemy zgrani z dźwiękiem, tym lepsze przedmioty znajdziemy w świecie gry. W rytm muzyki akcje podejmują także przeciwnicy. Wczucie się w tempo dźwięków i przewidywanie ruchów wrogów jest więc kluczem do zwycięstwa.

Zabawie dodatkowej pikanterii dodaje też stopniowo zużywający się ekwipunek. W trakcie walki cały czas musimy żonglować wypadającymi z przeciwników przedmiotami. Buty i pierścienie najczęściej wzmacniają naszą ochronę, pochodnia zwiększa zakres widzenia w podziemiach oraz pozwala na podpalanie pni drzew, przy pomocy łopaty pozbędziemy się blokującej naszą drogę ziemi. Razem z szerokim wyborem broni białych o różnych zasięgach, sile i właściwościach specjalnych oznacza to, że każda potyczka w jakimś stopniu różni się od poprzednich.

Po tej krótkiej introdukcji wybieramy, którą postacią, Linkiem bądź Zeldą, chcemy rozpocząć naszą przygodę (spokojnie, w późniejszej części gry możliwe jest przełączanie się między bohaterami) i wkraczamy do głównej części zabawy. W tym momencie różnice w stosunku do poprzedniego tytułu Brace Yourself Games stają się oczywiste.

Choć Cadence of Hyrule pod względem rozgrywki ma wiele wspólnego z Crypt of the NecroDancer, obie gry różnią się od siebie diametralnie. Cadence of Hyrule to nie kolejny roguelike. Nie biegamy po serii za każdym podejściem losowo generowanych lochów. Zamiast tego gra na starcie tworzy ogromny świat złożony z kilkudziesięciu częściowo przypadkowo ułożonych ekranów. Znacznie łagodniejsza w skutkach jest też śmierć. Po straceniu wszystkich żyć wracamy niemal do tego samego punktu, w którym polegliśmy. Tracimy jednak wszystkie zebrane rupie, klucze pozwalające na otwieranie wybranych skrzyń lub drzwi, oraz wyekwipowane w trakcie zgonu buty, pierścień, łopatę i pochodnię. Zatrzymujemy jednak drugą, po rupiach, walutę, czyli diamenty, które możemy wymienić na nowy zestaw wspomagaczy.

Gameplay NecroDancera został też wzbogacony o znany z Zeldy system przedmiotów, które możemy przypisać do przycisków Y/X/A/B. Podczas naszej podróży znajdziemy urządzenia kojarzone przez każdego fana przygód Linka, jak oszałamiający wrogów boomerang czy pozwalający na przyciągania przedmiotów hookshot. Itemy nie tylko tworzą większą ilość możliwości przebiegu potyczek, ale czasami są też wymagane podczas pokonywania przeszkód naturalnych (rzeki, przepaści).

Aby dostać się do ostatniego bossa, musimy odnaleźć cztery porozrzucane po świecie instrumenty, które są w stanie zniszczyć barierę blokującą wejście do zamku Hyrule. Nie dostajemy praktycznie żadnych wskazówek mówiących, gdzie możemy je znaleźć. Cadence of Hyrule daje graczowi pełną wolność eksploracji i prosi o samodzielne rozwiązanie tej łamigłówki.

Oczywiście w żadnej szanującej się Zeldzie nie może zabraknąć ikonicznych dla serii lochów, które musimy zwiedzić, aby zdobyć wspomniane instrumenty. Te bardziej przypominają klasyczne Crypt of the NecroDancer. Składają się z szeregu losowo generowanych poziomów wypełnionych wrogami i pułapkami. Ducha serii Nintendo wciąż można tutaj poczuć dzięki pourywanym w skrzyniach przedmiotom znanym fanom od czasów A Link to the Past. Mapa odkryje przez nami układ całego rejonu, Kompas wskaże strzałką drogę do celu, a aby dostać się do pomieszczenia zamieszkanego przez bossa musimy odnaleźć złoty klucz.

Żadna dobra gra rytmiczna nie może się obyć bez świetnego soundtracku i miło mi donieść, że kompozytor Cadence of Hyrule spisał się ze swojego zadania po mistrzowsku. Za muzykę odpowiedzialny jest Danny Baranowsky, który komponował ścieżkę dźwiękową nie tylko dla poprzedniej gry Brace Yourself Games, ale też The Binding of Isaac czy Super Meat Boy. Nowe aranżacje klasycznych zeldowych motywów są pełne energii i płynnie wprowadzają do nich mocniejsze brzmienia gitar elektrycznych oraz drum’n’bass. Jednocześnie, po pokonaniu ostatniego przeciwnika na ekranie, muzyka zmienia tempo na bardziej relaksacyjne i spokojne.

Gdyby ktoś kilka lat temu powiedział mi, że Nintendo odda jedną ze swoich najsilniejszych marek w ręce niewielkiego dewelopera niezależnego, wziąłbym jego wypowiedź za żart. Cadence of Hyrule to jednak żywy dowód na to, że polityka firmy z Kioto przeszła długą drogę na przestrzeni ostatniej dekady. Dzięki otwarciu się na mniejsze i bardziej nietypowe produkcje, otrzymaliśmy kolejny tytuł godny „The Legend of Zelda” w tytule. Jednokrotne ukończenie Cadence of Hyrule zajmie Wam od 6 do 8 godzin, ale dzięki obecności częściowej losowości układu terenu po rozpoczęciu nowej rozgrywki oraz dodatkowych opcjach jej modyfikacji (możemy np. włączyć tryb permanentnego zgonu) gra prosi się o kolejne podejścia. Pomaga w tym internetowy ranking porównujący czasy przejścia graczy na całym świecie, a także kanapowy tryb kooperacyjny dla dwóch osób.

Cadence of Hyrule to bardzo smaczna mieszanka od fanów dla fanów Zeldy. Nawet jeśli nigdy nie graliście w żadną z gier serii, a szukacie nietypowej gry przygodowej, wciąż warto zainteresować się zakupem.


Ocena: 8,5/10


Producent: Brace Yourself Games
Wydawca: Nintendo
Data wydania: 13 czerwca 2019 r.
Dystrybucja:
cyfrowa
Waga: 677 MB
Cena: 100 PLN


Tekst powstał dzięki naszej współpracy z Play-Asia! Dzięki Waszym zamówieniom zrobionym tam przez wejście przez nasz reflink (w banerze poniżej) oraz/lub z użyciem naszego kuponu zniżkowego będziemy w stanie zrecenzować jeszcze większą liczbę gier.

play-asia-bannerplay-asia_mypsvita


Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *