Return of the Obra Dinn

Jaki dziesięciolatek po obejrzeniu najnowszego odcinka Inspektora Gadżeta emitowanego po niedzielnym obiedzie u babci nie marzył o tym, aby zostać detektywem? Niestety, dziecięce wyobrażenia na temat tego wspaniałego zawodu często nie wytrzymują zderzenia z rzeczywistością. Szybko okazuje się, że zamiast walki z przestępczością za pomocą kapelusza zamieniającego się w helikopter praca ta wiąże się raczej na masą papierkowej roboty i żmudną analizą zebranych dowodów. Co jednak, jeśli potencjalny detektyw posiadałby umiejętność przenoszenia się w czasie?

Return of the Obra Dinn to zdecydowanie gra inna niż wszystkie. Lucas Pope już przy pomocy swojego pierwszego dzieła, Papers, Please, pokazał światu, że interesują go projekty nietypowe. Tym razem zamiast w urzędnika totalitarnego państwa wcielamy się w agenta Brytyjskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej, który otrzymuje zadanie rozwiązania zagadki opustoszałego statku Obra Dinn.  Gdy bohater dopływa do wraku okrętu, natychmiast otwiera otrzymaną wcześniej skrzynię. W niej znajdują się jedynie niemal całkowicie pusty notes, list oraz kieszonkowy zegarek z wygrawerowaną czaszką. Po przeczytaniu listu cel podróży staje się jeszcze bardziej klarowny.

Celem gry jest odkrycie, jaki los spotkał wszystkich sześćdziesięciu pasażerów Obra Dinn. Zadanie to jest znacznie trudniejsze niż może się wydawać. Musimy nie tylko zgadnąć kto i w jaki sposób zniknął (a jeśli jego los okazał się być tragiczny – jak dokładnie i przez kogo opuścił ten świat), ale też rozpoznać twarze wszystkich nieszczęśników. Na start jedynymi wskazówkami jest spis pasażerów oraz garść ilustracji, na których zostali zebrani. Informacje te zdecydowanie nie wystarczyłyby nawet do odkrycia tożsamości jednej postaci, a co dopiero kilkudziesięciu. Na szczęście z pomocą przychodzi wspomniany zegarek.

Memento Mortem – bo tak nazywa się tajemnicze urządzenie, posiada moc cofania jego posiadacza w czasie do dokładnego momentu, w którym interesująca go osoba została zabita. Do jego działania potrzebna jest jedynie choć mała część, prawdopodobnie nieco już nadgniłego ciała nieszczęśnika. Tak więc naszym celem jest eksploracja niepokojąco cichych pomieszczeń Obra Dinn, odnajdywanie kolejnych zwłok i odczytywanie za ich pomocą przeszłości.

Zegarek przenosi nas w czasie precyzyjnie do chwili zdarzenia, poprzedzonej czasami krótkim dialogiem między zamieszanymi w morderstwo. Gdy już fatalny cios zostaje zadany, czas staje w miejscu, a my musimy zebrać wszystkie wskazówki i poszlaki, które będą w stanie nam pomóc. Spostrzegawczość jest tutaj kluczowa. Często pozornie nieistotna informacja wykrzyczana przez osobę znajdująca się w sąsiedniej kabinie, akcent, ubiór lub niepozorne spojrzenie postaci w określonym kierunku jest absolutnie niezbędne do popchnięcia akcji do przodu. Gra często bezpośrednio, czasami łamiąc w ten sposób nawet czwartą ścianę, przypomina, aby zwracać uwagę absolutnie na wszystko.

Każda śmierć zajmuje jedną kartkę w naszym notesie, który z kolei podzielony jest na dwanaście rozdziałów – każdy z nich poświęcony jest jednej chwili z historii załogi. Nieszczęścia chodzą parami, a jedna śmierć prowadzi często bezpośrednio do kolejnej. Aby naprawdę ukończyć grę i poznać całość historii, musimy odesłać notes z powrotem do osoby, która wysłała nas na tę misję.

Mi rozwikłanie zagadki zajęło niecałe dwanaście godzin. Odkrycie wszystkich ciał i odtworzenie wydarzeń z jedenastu rozdziałów notesu (jeden rozdział pozostaje pusty do zakończenia śledztwa) to jednak zaledwie może jedna czwarta tego czasu. Przez pozostałe godziny musimy skrupulatnie odtwarzać odkryte już sceny kilkukrotnie, szukając poszlak, które wcześniej mogły nam umknąć. Poprawne odgadnięcie jednego losu staje się często nową wskazówką w sprawie innego. Przyszykujcie się więc na częste odtwarzanie w głowie ciągu wydarzeń, szukanie związków przyczynowo-skutkowych, wykorzystywanie procesu eliminacji.

Na szczęście, Return of the Obra Dinn nie wrzuca nas do tego morza informacji bez żadnych kół ratunkowych. Za każdym razem, gdy poprawnie odgadniemy trzy losy, gra informuje nas o sukcesie i na stałe je zapisuje. Satysfakcję odczuwaną, gdy po kilkunastominutowym krążeniu w kółko i wpadaniu na fałszywe tropy z głośników konsoli zaczął dobiegać znajomy dźwięk informujący o poprawnym odgadnięciu losu kolejnych trzech osób, ciężko porównać do czegokolwiek innego.

Historia Return of the Obra Dinn wręcz ocieka mrokiem i spora odpowiedzialność za to spada na oprawę audiowizualną. Czarno-biała grafika oddająca hołd starym komputerom Macintosh towarzyszy nam przez całą drogę i trudno się czasami nie zatrzymać, aby złapać kilka screenshotów, gdy czas zostaje zatrzymany, a postacie sprawiają wrażenie zawieszonych w powietrzu. Doświadczenie podobnie wzbogaca świetna muzyka, która przenosi nas prosto do dziewiętnastego wieku. I nie martwcie się o jakość portu – wymagania sprzętowe Return of the Obra Dinn są śmiesznie niskie i gra niczego nie straciła w procesie konwersji na platformę Nintendo. Nie zabrakło też polskich napisów.

Zdecydowanie chciałbym zobaczyć więcej gier równie innowacyjnych co Return of the Obra Dinn. Niebojących puścić ręki gracza, a jednocześnie na tyle dobrze zaprojektowanych, że ten jest sobie w stanie bez niej poradzić. Lucas Pope doskonale wie, jaki potencjał do opowiadania historii drzemie w grach video i w jaki sposób go wydobyć. To tytuł, który będzie was irytował, gdy zauważycie, że krążycie w kółko od kilkunastu minut nie wiedząc co robić dalej. Uczucie, które towarzyszy jednak momentowi „Aha!” jest zdecydowanie warte całego tego zachodu.


Ocena: 9/10


Serdecznie dziękujemy Lucasowi Pope’owi oraz 3909
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry


Producent: Lucas Pope, 3909, Warp Digital Entertainment
Wydawca: 3909
Data wydania: 18 października 2019 r.
Dystrybucja: cyfrowa
Waga: 2.3 GB
Cena: 80 PLN


Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *