Bloodstained: Ritual of the Night

Czekałem na tę grę od kampanii na Kicku. Wtedy jeszcze miała być na Vitę! Potem było trochę kiepskich wieści, w tym anulowanie portu na PSV, wyszedł też prequel. Tuż przed premierą znów można było wyczuć, że coś nie gra, bo twórcy niezbyt chcieli pokazać wersję na Switcha. W końcu tytuł został wydany i okazało się, że port leży. Z dwa patche później wszystko miało już działać, ale zgadnijcie co… Dokładnie, nie działa.

Nawet nie będę się bawił w opis fabuły, od razu przejdę do problemów, jakie napotkałem. Gra jest bardzo mocno wzorowana na Castlevania: Symphony of the Night, zresztą za oba tytuły odpowiada ten sam facet, Koiji Igarashii. Pewnie większość, jak nie wszyscy z Was, zetknęli się z oryginalną produkcją, więc będą kojarzyć, na czym polega rozgrywka. Ciekawostką jest jednak to, że Igarashi postanowił zachować system zapisów z klasycznej produkcji. W związku z tym idziemy tak długo, aż trafimy na nową komnatę zapisu lub wrócimy do jednej z już znalezionych. Jest to problematyczne z kilku względów. Przede wszystkim łatwo trafić na mocniejsze stwory i stracić życie. W pierwszej godzinie, dwóch jest to jeszcze prostsze, bo Miriam porusza się dość topornie, gdy chodzi o wykonywanie poleceń i łączenie ich. Już po premierze gracze narzekali na ustawiony input lag, ale twórcy nie słuchali, więc trzeba się do tego przyzwyczaić. W związku z tym wolne bronie są jeszcze wolniejsze, a łączonym działaniom, jak atak i skok, czy atak i unik, daleko do zwinnych. Na dodatek znalezienie właściwej broni może zająć trochę czasu. Zgon w tych warunkach jest bardzo dotkliwy, bo tracimy cały wypracowany między sejwami postęp. Gdy już pogodziłem się z pewnymi kwestiami i chciałem przemęczyć się do końca, pojawiło się kolejne utrudnienie. Podczas przeturlania się przez dziurę w ścianie bohaterka utknęła w… cholera wie czym, nic tam nie stało… Ponieważ na liczniku miałem dwie godziny, które przez tracony postęp w rzeczywistości zajęły może nawet cztery, stwierdziłem, że skoro tak, to ja nie będę się katował.

Błędów technicznych pojawiło się jeszcze kilka. Raz przed ponowną walką z bossem gra się wykrzaczyła. Innego razu drugi plan na chwilę całkowicie się rozmazał. Najzabawniejszy był bug, w którym Miriam po zejściu z drabiny zapętliła się w obracaniu się w prawo i lewo, ale po kilku sekundach wróciła do normy. Strach pomyśleć, jakie błędy jeszcze się tam czają. W kwestii gameplayu śmiało można powiedzieć, że Bloodstained zdecydowanie cierpi na przerost dodatków. Ponieważ bohaterka ma pomoc, która obozuje w miasteczku, zbiera w swoich eskapadach od cholery śmiecia, które można potem przerobić na przedmioty u alchemika. Jest też od groma rodzajów broni i kilka typów przedmiotów ochronnych. Na dodatek Miriam zbiera jakieś demoniczne kryształy, które pozwalają jej używać magii. Typów kryształów jest kilka, a każdy z nich ma w cholerę rodzajów. Zabawne jest jednak to, że można mieć tylko jeden aktywny kryształ w każdym typie. W związku z tym po co mi dwadzieścia czarów ofensywnych? A to dopiero początek, bo tyle pojawiło się w ciągu dwóch godzin. Niby kryształy można też sprzedawać, ale w rzeczywistości powoduje to więcej bałaganu niż daje pożytku, tak samo jak nadmiar typów broni. Może wrażenia miałby trochę inne, gdyby twórcy bardziej rozbili te elementy, a nie zrzucali na mnie wszystko na raz.

Zanim doszło do feralnej blokady w niewidzialnych teksturach, mimo tych wszystkich różnych innych przeszkód, miałem szczery zamiar przejść tę grę. Koncepcja wizualna jest ciekawa, szczególnie design potworów, czuć klimat dobrej metroidvanii oraz nie jest łatwo. I już pogodziłem się z tym, że co jakiś czas będę tracił postępy, że za dużo rzeczy jest do ogarnięcia w menu, że co rusz trzeba będzie wracać do bazy, żeby babrać się w za dużej liczbie opcji alchemii i sklepu. Nawet zacząłem przyzwyczajać się do tego opóźnienia w ruchu oraz w końcu miałem jakąś pasującą mi broń. Ale gra robiła wszystko, żeby mnie od siebie odepchnąć, i udało jej się to przez kolejną utratę postępu, ale teraz z powodu skopanego kodu. Jeśli chcecie zagrać w Bloodstained: Ritual of the Night, nie będę tego odradzał, bo gra może być dobra, gdy się już ją wyczuje, ale wybierzcie kopię na inną platformę, bo wersja na Switcha to porażka.


Producent: ArtPlay
Wydawca: 505games
Data wydania: 25 czerwca 2019 r.
Dystrybucja: cyfrowa i fizyczna
Waga: 6,2 GB
Cena: 169,99 PLN


Tekst powstał dzięki naszej współpracy z Play-Asia! Dzięki Waszym zamówieniom zrobionym tam przez wejście przez nasz reflink oraz/lub z użyciem naszego kuponu zniżkowego będziemy w stanie zrecenzować jeszcze większą liczbę gier.

play-asia_mypsvita


Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *