The Friends of Ringo Ishikawa

W życiu każdego gracza przychodzi moment, w którym trafia na coś ciekawego zupełnym przypadkiem. Bez żadnego hype’u i chociażby szczątkowej wiedzy o danym tytule. W dzisiejszych czasach przy obecnych nakładach na promocję trudno jest coś przegapić, ale niewiele brakowało, a recenzowaną tutaj grę bym pominął, i byłaby to wielka szkoda. Dlatego też zdecydowałem się napisać dla Was o tym, że warto poznać bliżej The Friends of Ringo Ishikawa.

Recenzję napisał Roger „Guile” Waszkiewicz

Jesteś w Japonii pod koniec lat 80. XX wieku. Nazywasz się Ringo Ishikawa i jesteś szefem nowo powstałego szkolnego gangu, który jest w trakcie tworzenia własnej legendy, o której kolejne pokolenia zakapiorów będą pamiętały po wsze czasy. Ze swoimi kumplami obijasz łby członkom przeciwnego gangu z innej szkoły, aby poznali swoje miejsce i nigdy więcej nie zadzierali z TWOJĄ szkołą. Od tego momentu mija kilka lat. Jesteś pod koniec szkoły średniej i lata leserowania zbierają swoje żniwo. Grozi ci wydalenie ze szkoły, ale w sumie i tak się tym nie przejmujesz, bo coś innego zaprząta ci myśli. Jesteś już prawie dorosłym człowiekiem i tak naprawdę nie wiesz, co dalej. Studia? Praca? A może zapisanie się do yakuzy? Czy jesteś w stanie ustalić kierunek, którym chcesz obrać w życiu?

Tak można w skrócie opisać tło fabularne i postawione nam cele. Poza tym nie wiemy nic, dosłownie. Autor, niejaki yeo, postanowił stworzyć tytuł, który daje graczowi całkowitą wolność i niczego mu nie sugeruje. Nie ma trzymania za rączkę i długich tutoriali, które tłumaczą wszelkie zawiłości użytych mechanik. Wszystkiego trzeba domyślić się samu. Dosłownie. Możecie się śmiać, ale na samym początku największą trudność sprawiło mi odnalezienie domu głównego bohatera, bo mapy też nie ma. Autor przyjął koncepcję gry retro nie tylko za pośrednictwem stylistyki, która przywodzi na myśl produkcje z 16-bitowych konsol, ale również usuwając wszelkiego rodzaju ułatwiacze. Tak jak to było na NES-ie z grami pokroju The Legend of Zelda, gracz sam musi się odnaleźć w tym wszystkim. Niezależnie od tego, ile by mu to nie zajęło. Jednak, gdy się poświęci grze odpowiednią ilość uwagi, okazuje się, że wszelkie relacje występujących postaci i mechaniki są bardzo złożone i pełne niuansów. Staram się, jak mogę, aby opisać moje doświadczenia w taki sposób, by nie zepsuć nikomu zabawy z samodzielnego odkrywania tego, co ten tytuł w sobie skrywa, jednak jest to przedsięwzięcie trudne i sam nie wiem, czy udaje mi się to osiągnąć. Niestety to taki typ gry. Przejdę już do bardziej „przyziemnych” spraw.

The Friends of Ringo Ishikawa to gra z gatunku chodzonej bijatyki, która zawiera w sobie swego rodzaju symulator zarządzania czasem, a także elementy rozwoju postaci, kładąc przy tym mocny nacisk na fabułę. Choć walka jest niewątpliwie istotnym elementem tej produkcji, to jednak fabuła gra w niej pierwsze skrzypce. Problemy, z którymi borykają się tutejsze postacie i przemyślenia, które im przy tym towarzyszą, są bardzo życiowe i myślę, że każdy z nas swego czasu miał podobne rozterki, a może nawet niektóre z nich ma nadal. Filozofia egzystencjalna towarzyszy tej fabule od początku do końca, dzięki czemu śledzenie losów bohaterów jest jak oglądanie dobrego filmu obyczajowego. Wspomniałem wcześniej, że autor przyjął stylistykę gier z 16-bitowych konsol. Powiem więcej, że pewnej konkretnej gry, a mianowicie River City Ransom. Nawet główny bohater wygląda jak wykapany Kunio (na Zachodzie zwany Alexem). Wiem, że pierwsza część pojawiła się na 8-bitowym NES-ie, ale tytuły z tej serii były też wydawane na SNES-ie. W każdym razie mamy tu pikselową grafikę 2D w starym stylu, jednak wypada ona naprawdę nieźle, szczególnie grając na małym ekranie Nintendo Switcha. Też świetnie wypada muzyka, która doskonale podkreśla klimat każdej zwiedzanej miejscówki czy oglądanego zdarzenia.

Mimo wyżej opisanych pochwał nie wszystko w tej grze jest idealne. Brak jakiegoś dziennika czy chociażby kalendarza sprawia, że łatwo jest pominąć niektóre wydarzenia. Choć wskazówki, jak np. plan lekcji, idzie odnaleźć, to niewiele potrzeba, aby je pominąć. Niby są w logicznym miejscu, ale na pierwszy rzut oka nie widać, czy można z nimi wchodzić w jakąkolwiek interakcję. Boli również brak możliwości rozbudowania swojego gangu o kolejnych członków. Przydałby się też sensowniejszy system rozwoju kolegów, obecnie towarzysze otrzymują punkty doświadczenia tylko za zakapiorów, których sami ubili, co nie ułatwia sprawy. Samo miasto też mogłoby być większe i oferować więcej miejsc do zwiedzania. Choć początkowo łatwo się zgubić, to nie trzeba wiele czasu, aby nauczyć się wszystkiego na pamięć. Kolejną sprawą, która nie zagrała, jest brak konsekwencji. Można być przykładnym uczniem, chodzić na wszystkie lekcje i zgarniać same piątki na testach, ale nie ma to żadnego wpływu na fabułę, choć gra zdaje się sugerować zupełnie co innego. Nie znaczy to jednak, że każde przejście będzie takie samo. Wiele wydarzeń można pominąć lub doprowadzić do nich w innej kolejności. Zresztą do tej pory produkcja skrywa wiele tajemnic, a że autor nie chce ich zdradzać, powstała społeczność na Steamie, która dzieli się ze sobą kolejnymi znaleziskami.

Mając na uwadze wszystko to, co wyżej napisałem, pora odpowiedzieć na pytanie: „Czy warto?”. The Friends of Ringo Ishikawa kosztuje na konsoli Nintendo 72 zł. i przykuła mnie do siebie na ponad 15 godzin. Gdybym mniej błądził, to pewnie skończyłbym o wiele szybciej. Niemniej jednak moim zdaniem warto i to bardzo. Gra ma swoje mankamenty, ale klimat i tematyka tak ze sobą pięknie współgrają, że trudno przejść obok tej gry obojętnie. Oczywiście jeśli ktoś nie lubi gier tego typu i każdą produkcję stylizowaną na retro z miejsca skreśla, to ta pozycja raczej jego zdania nie zmieni. Ale jeśli grafika nie jest dla Was najważniejsza i cenicie sobie dobrze skrojoną fabułę, to nie zastanawiajcie się, tylko bierzcie. Jak na debiut, yeo wykonał kawał dobrej roboty. Oczywiście można było lepiej i sporo tu niewykorzystanego potencjału, ale może przy kolejnej produkcji uda mu się zrobić naprawdę wspaniałą grę, którą będzie można każdemu polecać.


Plusy:

  • niesamowity klimat
  • fabuła
  • muzyka
  • rozbudowana mechanika walki
  • dużo do odkrycia

Minusy:

  • dużo niewykorzystanego potencjału
  • brak konsekwencji
  • całkowite zdanie na siebie

Ocena: 7,5/10


Producent: yeo
Wydawca: CIRCLE Entertainment
Data Wydania: 4 kwietnia 2019 r.
Dystrybucja: cyfrowa
Waga: 193 MB
Cena: 74,10 zł


Recenzja została przysłana na konkurs „Zrecenzuj mnie! 2”
i zajęła w nim szóste miejsce.


 

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *