Assassin’s Creed IV: Black Flag

Pierwszy Assassin’s Creed powalił mnie dużym światem, który można było zwiedzać nie tylko w poziomie, ale i w pionie. Dwójka przedstawiła wyrazistego bohatera i świetny klimat. Trójka nie wyszła zbyt dobrze – była nużąca, eksploracja nie zachwycała, a port Switchowy był po prostu słaby. Jednak czwórka ponownie błyszczy.

W omawianym porcie gry z 2012 roku wcielamy się w pracownika Abstergo, który testuje nowy produkt firmy – opowieść Pirates of Nightmares”. W rzeczywistości możemy biegać po biurze, w tle spotykamy zarówno Assassynów, jak i Templariuszy, ale fabuła teraźniejszości nikogo nie interesuje. Za to gdy wskoczymy do wirtualnej przeszłości wcielamy się w Edwarda Kenway’a – ojca Haythama z poprzedniej części – by wieść życie pirata i podbić całe Karaiby! W trakcie przygody spotkamy wiele historycznych postaci, jak Czarnobrody czy James Kidd, którzy mają wyraziste charaktery. Mają też wiele wad, ale mimo to ciężko ich nie polubić.

Fabuła na 15-20 godzin znów niestety zaczyna się jak stolec po czekoladzie – no nie chce iść do przodu. Nasz pirat udaje Assassyna, który przeszedł na stronę Templariuszy, więc znowu trochę pochodzimy, poczekamy na NPC, pośledzimy ich –generalnie nuda. Szkielet rozgrywki „na lądzie” pozostał taki sam, jak w poprzedniej części – Edward tak samo wbiega na budynki czy drzewa, ma podobne zadania. Walka znów jest banalnie prosta, anemiczna i oparta na kontrach. Niby można ulepszać ekwipunek bohatera, paski zdrowia, ale… po co, skoro każdy przeciwnik pada po jednej kontrze?

Na szczęście twórcy zdecydowanie lepiej zaprojektowali otoczenie. Całość nie jest tak szara i przytłaczająca, jak ulice Nowego Jorku czy Bostonu – słoneczko pięknie świeci nad miastami, oblewając otoczenie jasnymi barwami. Również tereny dzikie nie są tak jednolite i przytłaczające – mamy tu bardziej do czynienia z małymi wyspami ze zróżnicowaną roślinnością niż ogromnym, lecz niezbyt charakterystycznym lasem. Fabuła stara się rzucać nas po różnych zakątkach ogromnego świata, co urozmaica pętlę rozgrywki. Z większych miast pojawiają się Hawana, Nassau i Kingston, a mniejszych wysepek i portów nie jestem w stanie zliczyć. Bohaterowie drugoplanowi wzbudzają nasze zainteresowanie, ale niestety Edward przez 80% rozgrywki jest płaski jak jednowarstwowy papier toaletowy.

Czwórka ma jednak swoisty gamechanger, który wyróżnia grę – produkcja powstała, bowiem gracze bardzo polubili żeglugę w trójce. Assassin’s Creed IV nie jest więc tak właściwie grą o skrytobójcach, ponieważ ten wątek przez większość gry jest schowany. Assassin’s Creed IV to gra o piratach, a skoro są piraci, to jest i statek! Pływanie Kawką to czysta przyjemność, a opisanie wszystkich mechanik, które wpływają na jej zachowanie na morzu, zajęłoby za dużo miejsca. Ale wystarczy po krotce wspomnieć, że  fale, wiatr, sztorm czy trąby powietrzne wyraźnie wpływają na to, jak steruje się okrętem. Zachwycałem się, płynąc na otwartym morzu, nie widząc nic oprócz nieba i wody, słysząc tylko chór moich współtowarzyszy śpiewających szanty. Wykrzykiwałem rozkazy podczas sztormu, walcząc z brytyjską fregatą, chcąc zdobyć materiały do rozbudowy mojej ukochanej. Walka na morzu nie jest tak prosta, jak na lądzie – musimy ustawić się odpowiednio do przeciwnika, trafić z armat, a i my nie bardzo mamy jak się przed ostrzałem ochronić. Po osłabieniu wrogiego statku możemy przeprowadzić abordaż, przejąć łajbę i dodać ją do floty, możemy też bez skrupułów ją zatopić. Mamy też ekonomiczną minigrę, gdzie kierujemy flotą Kenway’a i zarabiamy pieniądze. A to wszystko tylko podstawy nie dotykające tematów takich, jak przejmowanie fortów, nurkowanie w poszukiwaniu zatopionych okrętów, odpieranie łowców piratów czy walki z legendarnymi statkami!

Mapa, mimo że duża, nie jest jednak aż tak wypchana aktywnościami, jak wskazywałyby na to ikonki. Oprócz już wymienionych aktywności ciekawe jest jeszcze gonienie za zapisami nutowymi szant, te bowiem w jakiś sposób wpływają na rozgrywkę. Zlecenia Assassynów czy zadania morskie to w zasadzie nic, czego byśmy już nie przerobili do porzygu w fabule, a skrzynki zawierają hajs lub niepotrzebne nikomu pierdoły. Nawet w biurze Abstergo możemy polować na kartki z kodami QR czy włamywać się do komputerów. Znajdźkami z tej gry można by obdarować pięć innych produkcji.

Grafika poprawiła się nieco względem trójki, ponieważ zadbano o wyższą rozdzielczość czy zróżnicowaną i gęstą roślinność. Największe wrażenie jednak robi woda – teren ładnie się w niej odbija, morze wspaniale pieni się i „pracuje” przy porywach wiatru, co ma również wpływ na ustawienie naszego okrętu. Lepsze wrażenia graficzne są odpowiednio reprezentowane, poza tym jest bardziej kolorowo i wyraziście niż w części trzeciej, co zmieniło charakterystyczny dla serii klimat. Synchronizując mapę na punktach widokowych, można się zachwycić, choć nadal bardzo dziwnie rysowane są cienie – właśnie w trakcie synchronizacji wyraźnie zobaczyć możemy przesuwającą się prostą linię, która te cienie zmienia. Poprawiono również płynność i frame-time – gra już tak nie „przycina”, a spadki klatkażu poniżej liczby 30 nie zdarzają się zbyt często. Ogólnie, mimo prawie ośmiu lat na karku, gra potrafi zauroczyć, szczególnie na małym ekranie. Screenshoty, które widzicie w tej recenzji, nie oddają pełni graficznych możliwości AC IV. Audio przycięto względem wersji PC, ale usłyszycie, jeśli znacie oryginał i posiadacie dobre słuchawki. Plus dla Ubisoftu również za polskie napisy.

Bywają takie gry, których nie chce się kończyć. Assassin’s Creed IV rozkręca się dość powoli, po ukończeniu wątku fabularnego pozostawia uczucie spełnienia, ale też pustki. W związku z tym warto w grę zainwestować na pierwszej możliwej promocji, bowiem w ramach Rebel Collection dostajemy nie tylko opisany tytuł, ale również wszelkie wydane do niej DLC oraz nieco pominięte i zapomniane Rogue.

Na pewno wrócę jeszcze pożeglować, pośpiewać razem z załogą „Drunken Sailor”, przejąć kilka frachtowców, i napić się ale. A to dlatego, że łezka kręciła mi się w oku po zakończeniu się fabuły i kręci teraz, gdy piszę tę recenzję, słuchając szant z gry.

Ale bądźmy szczerzy – to słaba gra o Assassynach. Za to wspaniała o piratach.


Plusy:

  • wykonanie portu
  • piracki klimat!
  • zróżnicowana pętla rozgrywki
  • wszystko, co związane z żeglowaniem
  • SZANTY!
  • projekt świata
  • DLC w pakiecie

Minusy:

  • mapy zasypanie bezsensownymi znajdźkami
  • jakość audio (choć to trochę na siłę)
  • „na lądzie” to nadal to samo

Ocena: 9/10


Producent: Ubisoft
Wydawca: Ubisoft
Data wydania: 6 grudnia 2019 r.
Dystrybucja: cyfrowa + fizyczna (razem z Rogue w ramach The Rebel Collection)
Waga: 20,2 GB
Cena: 199,99 PLN

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *