The Last Door – Complete Edition

O Wielki Przedwieczny, komu, jak nie tobie, należy składać dzięki (lub ofiary z ludzi) za tak świetne gry, jak The Last Door? Bo mimo że jest jednym z wielu horrorowych point’n’clicków ze stylizowaną na retro oprawą, to swoją jakością przewyższa wiele z nich.

Panowie z The Game Kitchen podpatrzyli znane trendy i historię postanowili przedstawić w formie epizodycznej. Wydanie na Switcha obejmuje dwa „sezony”, które zawierają po cztery rozdziały o dość podobnej strukturze. W pierwszej części przyjdzie nam wcielić się w Jeremiaha Devitta, który decyduje się odkryć prawdę stojącą za tragicznym końcem jego przyjaciela, Anthony’ego, w związku z czym trafia na trop okultystycznej tajemnicy. Poza głównym wątkiem, każdy epizod opowiada też o jakiejś pomniejszej tajemnicy, co sprawia, że grę idealnie pochłania się w małych porcjach. Drugi sezon kontynuuje wątki z pierwszego i pozwala na odkrycie ostatecznego rozwiązania, chociaż nie mogę ukryć wrażenia, że czasem się trochę wykoleja ze względu na przewagę zagadki nad sensem. Jednak to nie fabuła stoi za sukcesem tej pozycji.

Za niego odpowiada sama podstawa, czyli klimat przesycony motywami rodem z prozy Lovecrafta. Ukazują się one nie tylko w samej fabule i ogólnej konwencji wałęsania-się-po-starej-opuszczonej-rezydencji-w-celu-odkrycia-okultystycznych-tajemnic, ale i strukturze zagadek. Takie rzeczy, jak nawigowanie przez mgłę, nasłuchując konkretnych odgłosów w odpowiedniej kolejności, czy dodanie szczypty surrealizmu do bardziej klasycznych zagadek pozwala na przełamanie point’n’clickowej typowości, która potrafi czasem zmulić. Twórcom The Last Door, dzięki takim zabiegom, udało się tego uniknąć.

Duża w tym też zasługa oprawy i konwencji, które sprawiają, że wiele zabiegów nie tylko uchodzi devom na sucho, ale wręcz wzmacniają one efekt grozy. Za przykład może chociażby posłużyć fakt, że często wykonanie jakieś akcji sprawia, że trzeba na nowo przeszukać całą lokację w poszukiwaniu zmian. Połączenie tego z naprawdę wspaniałą muzyką, która opiera się często na dramatycznych, wyciszonych krótkich pętlach, naprawdę pomaga wywołać wrażenie obłędu, któremu repetycja tylko nadaje siły. Co więcej, ten zabieg nie jest nadużywany, a same zagadki potrafią angażować, więc nigdy nie przekracza to tej granicy irytacji, za którą kończy się immersja.

Czasami, mimo wszystko, The Last Door zapędza się w gatunkowe koleiny. Mowa tu przede wszystkim o momentach, w których zagadka przeważa nad sensem, lub czysto technicznych bolączkach – np. starsznie wolnym tempie chodzenia lub problemami z przechodzeniem do innej lokacji (jeśli się nie kliknie w ten jeden konkretny punkcik z danej strony ekranu, można spokojnie stracić chwilę na smyranie granic planszy). Trochę niszczą też klimat zbyt bezpośrednie jumpscare’y, które kontrastują z dość wyciszoną i opierającą się na stopniowym budowaniu grozy narracją. To jednak mało istotne w porównaniu z ogółem wrażeń.

Jeśli chodzi o samą narrację, również nie ma tu niczego odkrywczego. Jest to typowa mieszanina czytania karteczek, cutscenek z przeszłości i rozmawiania z NPC-ami. Na ogół każdy epizod to jedna lokacja do wyeksplorowania (swoją drogą, bardzo podoba mi się sposób ich skonstruowania – są naprawdę klimatyczne i każda posiada własny charakter) i dopiero w drugim sezonie możliwości się poszerzają, co pozwala, na przykład, obejrzeć szereg lokacji znajdujących się w mrocznym Londynie lub na wyspie, gdzie wciąż kultywowane są pogańskie rytuały. Szkoła z internatem, zakon, rezydencje – to wszystko jest teoretycznie klasyką powieści gotyckiej, jednak w formie point’n’clicka okraszonego niezbyt szczegółową pikselową oprawą lokacje te szczerze potrafią zachwycić kolorami oraz skomponowanym przez Carlosa Violę soundtrackiem (zrobił też muzykę do Blasphemous) naprawdę angażuje i potrafi uruchomić wyobraźnię. Dodatkowo, gra posiada pewne poukrywane sekreciki, które za pierwszym podejściem można przegapić, więc odkrywanie takich smaczków też sprawia przyjemność.

Chociaż The Last Door nie jest pozbawione wad, w ostatecznym rozrachunku to naprawdę dobry, angażujący i charakterystyczny point’n’click, który zapewni 8-10 godzin dobrej zabawy (w zależności od lotności w rozwiązywaniu zagadek) pełnej gęstego klimatu, na dodatek mającej szansę zostać na dłużej w pamięci dzięki niepodrabialnej atmosferze.


Ocena: 8/10


Producent: The Game Kitchen
Wydawca: Plug In Digital
Data wydania: 22 maja 2019
Dystrybucja: cyfrowa
Waga: 633 MB
Cena: 52 PLN

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *