Pikmin 3 Deluxe

Liczba powodów, dla których warto zatrzymać WiiU, zmniejsza się w zastraszającym tempie…

Nie da się ukryć, że porażka poprzedniej stacjonarki z logiem Nintendo była bardzo pomocna dla sukcesu Switcha. WiiU jednak doczekało się biblioteki może i skromnej, ale pełnej świetnych tytułów docenionych przez wszystkie pięć osób, które mogły w nie zagrać. Dlatego też porty tych gier okazały się być dla Switcha świetnym sposobem na stały dopływ wciąż dobrze wyglądających i grywalnych kilkuletnich gier. Jednak prawie cztery lata po premierze hybrydy liczba pozycji z WiiU godna drugiego życia zaczyna się kurczyć, choć jeszcze nie oznacza to , że Nintendo musi zacząć szukać opcji wśród gorzej przyjętych produkcji. Pikmin 3 był jednym z najmocniejszych tytułów w bibliotece WiiU i pomimo znacznie silniejszej konkurencji będzie jedną z najlepszych gier w bibliotece Switcha. Wszystko dlatego, że gameplay loop wciąż trzyma przy ekranie i nie puszcza przez kilkanaście godzin.

„Dzień dobry, czy Mati może wyjść na podwórko?”

Chwilę po rozbiciu się na planecie PNF-404 załoga okrętu S.S. Drake spotyka najdziwniejsze, a jednocześnie jedne z najbardziej uroczych maskotek Nintendo – Pikminy. Z niewiadomego powodu podążają za dźwiękiem naszego gwizdka i szybko zaczynają pomagać jednemu z rozbitków, Alphowi, w zbudowaniu mostu, aby mógł dostać się do okrętu. Początkowo nasz bohater liczyć może na pomoc tylko garstki pracowników, ale po wydaniu komendy niewielki oddział zacznie znosić do domu (nazwanego przez poprzedniego gościa planety „Cebulą”) wypadające z kwiatów pigułki oraz truchła pokonanych drapieżników. Posłużą one za pokarm dla nowonarodzonych Pikminów, które zasilą naszą armię i pozwolą pozbyć się kolejnych przeszkód.

Poprzednie dwie części serii to wciąż szalenie wciągające gry, więc nic dziwnego, że Pikmin 3 nie stara się zrewolucjonizować sprawdzonej formuły. Zamiast tego gra usprawnia ją w niemal każdym aspekcie. Dzięki poprawionemu SI, doszlifowanym sterowaniu i masie zmian QOL naszą miniaturową armią nigdy nie sterowało się wygodniej.

Natomiast jeśli chodzi o bezpośrednie nowości, to największymi gwiazdami są zdecydowanie nowe typy Pikminów. Kamienne Pikminy to praktycznie malutkie głazy z oczami, których ciężar pozwala im na zadawanie większych obrażeń i rozbijanie szklanych przeszkód. Dodatkowo są tak wytrzymałe, że niestraszne im nawet przygniecenie stopą ogromnego bossa. Różowe Pikminy nie są najlepszymi wojownikami, lecz potrafią latać, dzięki czemu nie tylko mogą się dostać do obszarów poza zasięgiem reszty drużyny, ale też bezpiecznie przenosić zebrane surowce nad głowami drapieżników i bez zaprzątania sobie główek ułożeniem terenu. Reszta jednostek jest już znana fanom. Czerwone Pikminy są ognioodporne i potrafią się bić, Niebieskie oddychają pod wodą, a Żółte mogą przewodzić prąd i wskakiwać na wyżej położone obiekty dzięki swojej mniejszej wadze.

Ważnym nowym dodatkiem jest też zwiększenie liczby liderów do trzech. Oznacza to, że sterować możemy trzema oddziałami Pikminów, co pozwala na wykonywanie jednocześnie trzech różnych czynności w różnych częściach mapy. Tym samym jeden oddział może zajmować się budowaniem mostu, podczas gdy drugi zbiera surowce, a trzeci walczy z mini-bossem na drugim końcu mapy. Przełączanie się między liderami jest natychmiastowe, a opanowanie podziału uwagi między zadaniami jest kluczem do jak najszybszego i efektywnego ukończenia mapy.

Rozgrywka w serii Pikmin polega tak właściwie tylko na budowaniu różnokolorowej armii, za pomocą której powoli przeczesujemy pięć map w poszukiwaniu sekretów, surowców zwiększających liczbę Pikminów oraz owoców. Te ostatnie są najważniejsze, gdyż właśnie z ich powodu załoga S.S. Drake przybyła na PNF-404. Koppai, rodzinna planeta Alphy i jego dwójki kompanów, cierpi przez niedostatek żywności, a nasiona z zebranych owoców są ostatnią deską ratunku dla populacji.

Nasza załoga, mimo że głownie wydaje rozkazy, też się męczy i po ciężkim dniu pracy zasługuje na treściwą kolację, co obrazuje, że standardem w serii Pikmin jest zarządzanie czasem. Każdy dzień trwa kilkanaście minut i kluczem do sukcesu jest spożytkowanie tego cennego czasu jak najefektywniej. Pierwszy dzień eksploracji nowego obszaru zawsze wymaga odpowiedniego rekonesansu. Wyczyszczenia zablokowanych ścieżek, zagwarantowania naszym Pikminom bezpiecznego powrotu do domu przy przenoszeniu surowców, zrozumienia ogólnego planu mapy i rozplanowania kolejnych dni. Gry z serii zawsze stawiały przed nami ogólny limit czasowy i choć nie inaczej jest tutaj, tak trójka wybacza znacznie więcej. W pierwszej części na wykonanie wszystkich zdań mieliśmy trzydzieści dni, po których to system podtrzymywania życia Kapitana Olimara się wyłączał. W Pikmin 3 członkowie naszej załogi codziennie wypijają jedną z butli wypełnionych zebranym przez nas sokiem. De facto więc liczba dni dostępnych na ukończenie kampanii jest uzależniona od posiadanego napoju. W tym temacie wystarczy więc powiedzieć, że kampanię po raz pierwszy ukończyłem w czternaście godzin, zbierając przy tym wszystkie owoce, a wciąż miałem zapas kilkudziesięciu butelek. Jeśli więc limit czasowy w grach was odstrasza, to naprawdę nie musicie się nim przejmować w Pikmin 3.

Natura bywa okrutna. Minuta ciszy dla naszych poległych kompanów…

Po ukończeniu kampanii zabawa jednak się nie kończy. To dobry moment żeby wspomnieć, co dokładnie czyni port na Switcha wersją „Deluxe”. W menu głównym znajdziemy kilka bonusowych trybów. Pierwszym z nich są Misje. Jest to seria relatywnie krótkich wyzwań, które rozgrywają się na mniejszych mapach i na których wykonanie mamy zaledwie kilka minut. Dzielą się one na trzy typy – w jednym musimy zebrać wszystkie surowce, w drugim zabić wszystkich wrogów pałętających się po mapie, a w trzecim ponownie zmierzyć się z bossami z kampanii. Wersja Deluxe naturalnie zawiera wszystkie misje dodane do wersji na WiiU w formie DLC, a także pozwala na kontynuowanie zabawy, gdy skończy nam się czas. Niby nic wielkiego, ale ta druga zmiana jest świetnym wyjściem dla osób preferujących bardziej wyluzowaną zabawę oraz dla dzieciaków. Konstrukcja map w tym trybie jest znacznie prostsza niż w kampanii, więc rodzice nie muszą się obawiać, że młodsi gracze się w nich pogubią.

Następnie mamy tryb versus, czyli Bingo Battle. To naprawdę przyjemny kanapowy tryb multiplayer, w którym dwóch graczy rywalizuje o to, kto szybciej zbierze losowo wyznaczane przez grę przedmioty. Fani grania na podzielonym ekranie ucieszą się też, że Deluxe pozwala na przejście całej kampanii z drugim graczem. I tak, sterować możemy nawet pojedynczym Joy Conem. Szkoda jedynie, że Nintendo nie zdecydowało się implementację multiplayera online. Grać ze znajomymi możemy tylko lokalnie, co z covidowych przyczyn nie jest dzisiaj łatwe.

W wersji Deluxe powrót zaliczyła również Piklopedia z Pikmin 2, w której przejrzeć możemy wszystkich napotkanych przeciwników oraz przeczytać komentarze na ich temat każdego z członków załogi.

Ostatnim trybem są Side Stories. Są to zestawy misji połączone ze sobą fabularnie i skupione na perypetiach Kapitana Olimara oraz Louiego, czyli protagonistów poprzednich części, którzy w trójce pełnią role drugoplanowe. Pierwsza z tych dodatkowych kampanii – Olimar’s Assignment, znajdowała się już w oryginalnym wydaniu na WiiU i stanowi prequel dla wydarzeń ze zwykłej kampanii. Druga kampania – Olimar’s Comeback, jest z kolei dodatkiem ekskluzywnym dla Pikmin 3 Deluxe i skupia się na powrocie dwójki pracowników Hocotate Freight na planetę PNF-404 po zakończeniu wydarzeń z głównej kampanii. Obie historie to w gruncie rzeczy osobne zestawy zadań podobnych do tych z Mission Mode, jednak rozgrywające się na zmodyfikowanych mapach z głównej kampanii. I wiem, że brzmi to jak zwykły recykling (no bo w sumie faktycznie nim jest). Jednak zmiana położenia naszej bazy, przeciwników i dostępnych Pikminów sprawiają, że mapy te są niemal nie do poznania i stanowią naprawdę przyjemne wyzwanie.

Wielu fanów interesuje również pewnie, jak rozwiązano problem sterowania. Na WiiU w Pikmin 3 można było grać na wiele sposób, ale najlepszych z nich zawsze pozostawał zestaw Wii Mote + Nunchuck. Switch oczywiście Wii Mote’a nie wspiera, więc do wyboru dwie opcje. Pointer stara się symulować to, jak gra działała po podłączeniu pilota, choć przez brak punktu referencyjnego w postaci Sensor Bara, robi to, korzystając jedynie z czujników ruchu. System działa nieźle, ale wymaga niemal ciągłego kalibrowania wskaźnika poprzez naciskanie przycisku. No i naturalnie ten sposób sterowania w trybie handheld nie jest zadowalający. Druga opcja to klasyczne sterowanie gałkami. Poprzednie dwie części ograłem właśnie korzystając ze zwykłego pada i model ten może i działa, ale nie jest szczególnie precyzyjny. Dlatego nie wiązałem z nim na Switchu zbyt wielkich nadziei, a mimo to z czasem zacząłem go preferować względem sterowania ruchowego. Wszystko dzięki usprawnionemu w Pikmin 3 Deluxe systemowi lock-on, który pozwala na zablokowanie wskaźnika na praktycznie każdym elemencie na mapie, z którym Pikminy mogą wejść w interakcję. Dzięki niemu sterowanie „klasyczne” działa tak dobrze, że całkowicie zrezygnowałem z włączania opcji symulacji pointera, nawet po przejściu do grania na TV.

Pierwsze podejście do kampanii powinno wam zająć kilkanaście godzin. Po zaznajomieniu się z mechanikami i układem map, czas ten spokojnie można skrócić o połowę.

Koniec końców, porównując Pikmin 3 Deluxe z innymi portami z WiiU, ilość nowości jest naprawdę zadowalająca. Szkoda jedynie, że Nintendo nie zdecydowało się na chociażby lekkie podrasowanie grafiki. Jednak Pikmin 3 to wciąż gra na swój sposób prześliczna. Niewielkie strumyki z perspektywy naszych poszukiwaczy są wielkimi rzekami, pozostawione przez ludzi śmieci stanowią schronienie dla Pikminów, a flora w postaci źdźbeł trawy i stokrotek przewyższa bohaterów . Ta perspektywa wciąż robi robotę, a oświetlenie wciąż nadaje wszystkiemu ciepła. Nie da się jednak ukryć, że Pikmin 3 to siedmioletnia gra z WiiU, która przez wiele lat projektowana była z myślą jeszcze o Wii. W oczy czasami potrafi się rzucić teksturka w niskiej rozdzielczości, a niektóre obszary mogą wydawać się zbyt puste. Nie poprawiono nawet jakości renderowania. Gra wciąż, tak jak na WiiU, działa w 720p i trzydziestu klatkach na sekundę. Nie jest to co prawda pierwszy port z poprzedniej konsoli Nintendo, który nie zwiększył liczby wyświetlanych pikseli (podobne problemy miała Bayonetta 2 i Tokyo Mirage Sessions). Tym razem jednak mówimy o grze spod ręki samego Nintendo. Co prawda port był przygotowywany przez zewnętrznego dewelopera, dokładnie przez studio Eighting, ale Nintendo z portami swoich gier przyzwyczaiło mnie przynajmniej do zwiększonej rozdzielczości.

Wciąż, techniczne niedociągnięcia nie są w stanie przyćmić tego, że Pikmin 3 to wciąż gra fantastyczna. Może i jedna z najlepszych, jakie Nintendo kiedykolwiek wydało. Wciągająca, na swój sposób śliczna i wręcz prosząca o wielokrotnie jej przechodzenie. Seria nigdy nie została hitem okupującym szczyty list sprzedaży, ale od wielu lat jest oczkiem w głowie Miyamoto. I mam nadzieję, że twórca Mario nie każe nam czekać na czwartą odsłonę serii zbyt długo. Choć zaczynam podejrzewać, że na obecnym Switchu już w nią nie zagramy…


Ocena: 9/10


Producent: Nintendo, Eighting
Wydawca: Nintendo
Data wydania: 30 października 2020
Dystrybucja: cyfrowa i fizyczna
Waga: 6.5 GB
Cena: 249,90 PLN


Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *