Tesla Force

Z Tesla vs Lovecraft bawiłem się bardzo dobrze. Po trzech latach 10tons zdecydowali się wrócić do pokazanego tam świata i wypuścili Tesla Force.

Historia w grze nie jest powiązana z poprzednią, bo Tesla znowu przez przypadek otworzył portal pomiędzy światem ludzi a przedwiecznych bóstw. Tym razem zrobił to za pomocą super wieży, która skumulowała zbyt dużo energii, czy jakoś tak. Okolicę nawiedziły potwory, których jedynym celem jest sianie zniszczenia, a nam zostaje je powstrzymać. Kampania została podzielona na trzy rozdziały, które kolejno rozgrywają się w mieście, na terenach podmiejskich oraz w górach. Pomiędzy nimi pojawiają się wstawki komiksowe, które tworzą zarys fabuły. I teraz nie jestem pewny, czy grafiki są pokazane w za małej rozdzielczości czy ich styl jest jakiś taki rozmazany. Lepiej za to prezentuje się już wygląd plansz oraz potworów, choć dotyczy to głównie gry w doku; w nim też gra działa bez zarzutu. Za to na handheldzie widać zrzut jakości grafiki (ale wszystko jest nadal czytelne) oraz gra potrafi się zakrztusić tak, że nie reaguje nawet na komendy z Joy-Conów lub długo wczytuje wyniki końcowe. Co ciekawe jednak, zdarzyło się to w pierwszych trzech godzinach gry w pierwszym rozdziale. Gdy z ciekawości wróciłem do przenośnego grania na chwilę w ostatnim rozdziale, tak mimo większej jatki problemów nie zauważyłem i nawet w tej opcji udało mi się ją skończyć, pokonując ostatnią planszę, gdzie dzieje się dużo. Levele w większości są nowe, ale niestety 10tons znów nie postarało się z liczbą bazowych typów potworów i właściwe tylko skopiowali te z poprzedniej teslocraftowej gry. W przypadku muzyki teraz w głównej mierze przygrywa metal, który daje bardzo dobry podkład do często efekciarskiej jatki. Warto dla niej ściszyć efekty dźwiękowe, które, swoją drogą, i tak szybko męczą przy niektórych broniach.

Gameplay to nadal twin stick shooter, który leci na tych samych podstawach, co Tesla vs Lovecraft, ale, na szczęście, znalazło się też miejsce na kilka usprawnień. Przede wszystkim możemy wybrać jedną z czterech postaci (trzy trzeba odblokować), a różnią się one trochę zdolnościami. Do wyboru mamy bardzo podobne bronie, choć jest też kilka nowości. Nic jednak nie przebija karabinu szturmowego z elektrycznymi nabojami, które przebijają wrogów. Gdy jeszcze trafi się kilka bonusów, jak szybsze strzelanie czy dwie lub więcej luf, to wystarczy się już tylko skupić na unikaniu przeciwników i wykazać cierpliwością, gdy boss ma dużo HP. To właściwie przykład mojego czwartego podejścia do ostatniej walki, gdy miałem już ten karabin odblokowany. Jednak też zauważyłem, że w pierwszym rozdziale było najłatwiej o jakieś fajne bronie randomowo pojawiające się na planszach. W drugim i trzecim właściwie trzeba było liczyć tylko na to, co się wybrało w bazie z wcześniej odblokowanych. Oprócz typów broni palnej, za znajdowane fioletowe kryształy, można też zapewnić sobie sloty na stałe bonusy, jak „co 10 strzał ma 3 razy większą siłę”, wskrzeszenie czy szybsze przeładowanie. Wybór bonusów jest spory i potrafią dużo zmienić, więc warto odkładać walutę na ich odblokowanie. W bazie jest też opcja ulepszenia mecha, punktów zdrowia czy szansy na loot. Można również kupić sobie zdolność dodatkową, żeby mieć jakąś już od początku. Są to zabawki typu rażąca prądem wieżyczka, mina czy odbijający się od ścian dysk. Tu muszę zaznaczyć, że zbyt często miałem sytuacje, gdy przez kilka z dziesięciu plansz potrzebnych do zaliczenia rozdziału nie pojawiała mi się żadna taka zabawka, a trzeba przyznać, że szczególnie później są bardzo pomocne.

Po przygotowaniach wybieramy rozdział, który chcemy przejść. Oczywiście trzeba dwa z trzech odblokować, przechodząc poprzednie. W każdym z nich czeka na nas dziesięć plansz, które wybieramy na mapie. Każda z nich zawiera w sobie jeden z czterech typów misji: zniszczyć wszystkie statuy, aktywować okręgi (utrzymanie pozycji przez dość krótki czas), naprawić urządzenie po zebraniu ośmiu części oraz analiza ula (przetrwanie hord). Im dalszy rozdział, tym też więcej pojawi się szans na spotkanie z elitarnymi poczwarami, których, niestety, są tylko trzy typy. W ostatniej planszy czeka boss rozdziału. Jeśli zginiemy, zanim przejdziemy rozdział, zaczynamy go od początku, co resetuje zebrane podczas runu bonusy. Zaliczenie levela skutkuje szansą na wybór jednej z opcji rozwoju, jak ulepszenie broni, wybranie wspominanych wcześniej bonusów czy skorzystanie z kuźni, gdzie można ich sobie dobrać nawet kilka na raz. Samo rozwalanie atakujących hord jest przyjemne, choć typy zadań trochę szybko się nudzą, szczególnie bieganie za częściami. Już chyba wolałbym zwykłe wybicie określonej liczby wrogów. Właściwie największą zaletą zwalczającą wtórność rozgrywki są różnorodne bonusy, które potrafią dać ciekawe zestawy wspomagające naszą  siłę ataku oraz dodatkowe zdolności, dzięki czemu każdy run jest trochę inny. Często też odblokowane w bazie opcje od razu zauważalnie wpływają na kolejne podejście. Na początku jednak zbieranie kryształów trochę się ciągnie, dopiero bonusy i ulepszenia dające więcej lootu zmieniają to odczucie. Ciekawym dodatkiem są też baterie, które wypadają z wrogów. Pozwalają na zakupienie u kowala bonusów oraz w trakcie walki na odpalenie zdolności specjalnej.

10tons ma opanowane twin sticki i Tesla Force jest kolejną dobrą grą z tego gatunku w ich portfolio. Przejście produkcji zajęło mi niecałe osiem godzin, a po zakończeniu zobaczyłem, że jest opcja kontynuacji na większym poziomie trudności. Ma to sens, bo żeby w pełni rozwinąć sloty na bonusy czy odblokować wszystkie bronie, trzeba zebrać sporo kryształów. Poza tym zabawa w co-opie niektórym wydłuży czas z tą produkcją. Muszę jednak zaznaczyć, że formuła konkretnej liczby plansz do przejścia przedstawiona w poprzedniej grze mniej trąciła powtarzalnością niż obecne wybieranie ścieżki z mało urozmaiconymi zadaniami. Może dlatego, że plansze były bardziej zaplanowane, a nie leciały według jednego z kilku schematów? I ponieważ przeszedłem Tesla vs Lovecraft, choć było to trzy lata temu, przy Tesla Force nie mogłem pozbyć się wrażenia odtwórczości w schemacie rozgrywki i klimacie. Tak więc, jeśli nie graliście w TvL, to po TF możecie sięgnąć bez większego zastanawiania się. Natomiast jeśli pierwszy tytuł już macie za sobą, to zabawa trochę traci na świeżości, ale, mimo wszystko, wciąż bawi.


Polecamy


Serdecznie dziękujemy 10tons
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry


Producent: 10tons
Wydawca: 10tons
Data wydania: 24 marca 2021 r.
Dystrybucja: cyfrowa
Waga: 316 MB
Cena: 69 PLN

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.