Viviette

Dwie dekady po pierwszym kontakcie z klasyką growej grozy (niezapomniany Resident Evil 2), ukończyłem horror 2D. Tak, dobrze czytacie. Dodatkowo Viviette prezentuje swe wdzięki w rasowej, 16-bitowej stylistyce. Czy taka konwencja może w ogóle przyprawić o gęsią skórkę? Okazuje się, że tak! 

Recenzję napisał Fryta

To nie będzie długi tekst, a to dlatego, że gra nie należy do najdłuższych. Pierwsze przejście dzieła DYA Games zajęło mi równe trzy godziny, jednak czas ten był pełen skrajnych emocji. Początkowo zaliczaniu tytułu towarzyszył zachwyt. Prześliczna pixelartowa oprawa graficzna zachęcała do dalszej eksploracji nawiedzonej posiadłości, w której główny bohater, Jules, wraz z przyjaciółmi szuka swojej siostry. Jednak najbliższa członkini rodziny szybko okazuje się naszym głównym wrogiem, dybiąc na nas z nożem. Z uwagi na to, że Felice pojawia się losowo, nigdy nie wiemy, czy za kolejnym rogiem nie zostaniemy zasztyletowani. Jeśli tak się stanie, zostanie nam tylko odpalić rozgrywkę na nowo, o ile wcześniej dokonaliśmy ręcznego(!) zapisu przy jednym ze służących do tego punktów. Istnieje jednak szansa przeżycia, a do obrony posłuży nam albo szybka ucieczka, albo skrywanie się w ciemnościach, które nastają po zgaszeniu lampy naftowej dzierżonej przez protagonistę. Dzięki temu do gamy emocji dołączył strach, który potęgowany jest nastrojowym (choć skromnym) udźwiękowieniem oraz esencją horrorów, czyli jump scare’ami.

Poza unikaniem młodszego rodzeństwa, w grze przyjdzie nam również rozwiązywać zagadki, które popychają fabułę do przodu. Całkiem ciekawą historię uzupełniają rozsiane po posiadłości dokumenty (notabene z paroma błędami językowymi), ale to wciąż może być za mało, by ją w pełni zrozumieć. Na szczęście Viviette oferuje trzy różne zakończenia, co chyba jest najlepszym możliwym sposobem na wydłużenie rozgrywki oraz sposobem na kompletne zapoznanie się z opowieścią zaserwowaną przez developerów. Do powtórnego rozpoczęcia zabawy zachęcają również osiągnięcia, których zdobycie możemy sprawdzić w menu głównym po zaliczeniu gry.

Czas na trzecie uczucie, którym, niestety, jest zmęczenie. Trzeba jasno podkreślić, że Viviette nie jest tytułem, który podpasuje każdemu. W mojej opinii od hiszpańskiej produkcji odbije się prawdopodobnie znaczna część współczesnych graczy. Zagadki są staroszkolne i znaczna ich część wymaga tęgiego główkowania nawet po zdobyciu wskazówek, które i tak trudno zlokalizować. Momentami bywają również irytujące, nie wspominając już o tym, że niektóre są wręcz niemożliwe do rozwikłania bez zerknięcia w odmęty internetu. I całe to myślenie odbywa się w nieustannie towarzyszącym nam poczuciu zagrożenia ze strony żądnej krwi siostry.

Ostatecznie na plan pierwszy wysuwa się radość z zaliczenia ciekawej przygody, którą jednak poczują głównie miłośnicy oldskulu. Oni mogą do końcowej oceny spokojnie dodać sobie jedno oczko. Mimo niewielkich rozmiarów i jeszcze mniejszego zaplecza (niemal całą grę stworzyli dwaj bracia – Alberto i Daniel Vilchez Carpio) przez kilka godzin przyszło mi się dobrze bawić z produktem zawierającym wszystkie atrybuty dojrzałej gry. W mojej opinii warto dać szansę temu niewielkiemu tytułowi, tym bardziej iż regularnie ląduje on na wyprzedażach. Polecam też ściągnąć dostępne w eShopie demo, które przed zakupem obowiązkowo powinni pobrać gracze z mniejszym stażem.


PLUSY:

  • piękna grafika
  • klimatyczny dźwięk
  • spójna i ciekawa fabuła
  • aż trzy zakończenia

MINUSY:

  • irytujące zagadki
  • momentami nużąca
  • dość krótka
  • błędy językowe

Grafika: 8
Dźwięk: 7
Grywalność: 5

OCENA: 6/10


Producent:DYA GAMES
Wydawca: DYA GAMES
Data wydania: 20 grudnia 2018
Dystrybucja: cyfrowa
Waga: 127 MB
Cena: 44,99 PLN

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *