Bowser’s Fury

Więcej niż dodatek.

W młodości miałem hopla na punkcie klocków Lego. W sumie wciąż mam i od czasu do czasu lubię sobie złożyć bardziej skomplikowany zestaw, który następnie ozdabia moje półki. Jako małolat moje podejście było jednak trochę inne. Duńskie klocki nigdy nie należały do najtańszych, więc często przeglądając katalogi, natrafiałem na zestawy znajdujące się poza zasięgiem mojego portfela (a przez “mojego” mam na myśli “moich rodziców”). Dochodziło wtedy do wielkiej improwizacji i rozkładania wcześniej ułożonych modeli tak, aby z Tie Fightera i zestawu Lego City można było odtworzyć Sokoła Millenium tylko na podstawie zdjęć. I właśnie z tym kojarzy mi się Bowser’s Fury. Jest to gra recyklingująca assety i mechaniki znane z Super Mario 3D World, ale robiąca to na tyle inteligentnie, że końcowy produkt sprawia wrażenie zupełnie oryginalnego tworu.

Największą zmianą jest oczywiście otwarty świat. Bowser’s Fury porzuca klasyczny podział na poziomy i zamiast tego pozwala na eksplorację jednego wielkiego obszaru – jeziora Lapcat. Jak w Super Mario Odyssey, Sunshine i 64, progres odbywa się poprzez kolekcjonowanie specjalnych znajdziek, tym razem w formie uszatych Cat Shines. Wraz ze wzrastającą ilością kocich świecidełek otrzymujemy dostęp do kolejnych sektorów mapy, pomiędzy którymi swobodnie możemy się przemieszczać na grzbiecie Plessiego w towarzystwie jednego z najlepszych tematów muzycznych w historii Nintendo.

Większość Cat Shinów zebrać możemy wykonując wyzwania platformowe znajdujące się na wyspach. Na każdej z nich zebrać można pięć świecidełek – znalezienie pierwszego najczęściej wymaga po prostu dostania się do latarni znajdującej się w centralnej części wyspy, ale pozostałe wymagają już zwykle dosyć skrupulatnego przeczesania obszaru i wprawnego oka. Tak jak w Super Mario 64, po ponownym postawieniu nogi Mario na lądzie gra wyświetla nazwę kolejnej znajdźki stanowiącą małą wskazówkę na temat tego, jak dokładnie można ją znaleźć.

Tak jak wspomniałem, gra dosyć ochoczo korzysta z mechanik znanych już z 3D World. Za ich pomocą udało się utworzyć jednak mnóstwo zupełnie nowych wyzwań, które nawet po niedawnym ukończeniu wspomnianego wydają się wyjątkowo świeże. Sporo zmienia tutaj nawet kamera, którą w końcu możemy swobodnie sterować. Bowser’s Fury pozwala też na swobodniejszą zabawę power-upami, pomiędzy którymi teraz możemy praktycznie bez ograniczeń przełączać się w biegu. Nie brakuje dzięki temu okazji do improwizacji, z której znane było Odyssey.

Nie da się też napisać czegokolwiek o Bowser’s Fury bez wspomnienia o tytułowej furii Bowsera. Co jakiś czas w nieoskryptowany sposób rajska pogoda zostaje zastąpiona przez lekki deszcz, radosna muzyka cichnie, aby zrobić miejsce niepokojącym bębnom, a po kilku sekundach na horyzoncie pojawia się ogromna figura wściekłego i ogromnego Bowsera, którego celem jest pokrzyżowanie jakichkolwiek planów, jakie mieliśmy. Muzyka zmienia się na ciężki metal, z nieba spadać zaczynają filary, a nasz antagonista zalewa poziomy strumieniem ognia.

To zdecydowanie jedne z najlepszych momentów w grze. Mario musi wtedy schronić się w bezpiecznym miejscu lub jak najszybciej zdobyć kolejny Cat Shine, który rozpali pobliską latarnię i zmusi bestię do odwrotu przynajmniej na kilka minut. Co jakiś czas po zebraniu odpowiedniej ilości Cat Shinów na planszy pojawia się też Giga Bell, po którego dotknięciu Mario zmienia się w kota rozmiarami dorównującemu wkurzonemu Bowserowi, co pozwala na zmierzenie się z nim z tematem muzycznym przypominającym One-Winged Angel z Final Fantasy VII.

Właśnie dzięki tym chwilą Bowser’s Fury posiada coś, czego brakowało mi w jego większym bracie, z którym znajduje się w zestawie – tożsamość. 3D World, jak na grę z Mario, było projektem dosyć bezpiecznym. Bowser’s Fury nie boi się natomiast próbować nowych rzeczy. Nintendo na spokojnie mogło dorzucić do protu 3D World zestaw nowych plansz i prawdopodobnie nikt by nie narzekał. Zamiast tego dostaliśmy naprawdę zapadającą w pamięć i wyróżniającą się na tle serii kampanię, która nie bez powodu jest reklamowana jako osobna gra, a nie dodatek. Nie jest to też gra aż tak krótka, jak może się zdawać – pierwsze napisy końcowe ujrzeć można po około trzech godzinach zabawy. Drugie tyle trzeba jednak poświęcić na zebranie wszystkich stu Cat Shinów rozsianych po mapie.

Narzekać można tak naprawdę jedynie na optymalizację. W trybie zadokowanym gra działa w sześćdziesięciu klatkach na sekundę, tak samo jak 3D World. W handheldzie framerate zostaje jednak zablokowany na trzydziestu klatkach na sekundę. Nawet na telewizorze grze zdarza się chrupać dużo częściej niż takiemu Odyssey, więc podejrzewam, że stabilność Bowser’s Fury w trybie przenośnym była nieco zbyt zmienna, aby zadowolić Nintendo. No cóż, szkoda, ale z drugiej strony wolę stałe 30 FPS, niż niestabilny odblokowany framerate.

 


Opinia: Quithe

Mimo że Krowen i Maniak zachwycali się Bowser’s Fury, ja podchodziłem do niego z dużą rezerwą z powodu problemów ze sterowaniem i zbyt cukierkową grafiką w Super Mario 3D World. Jednak tuż po rozpoczęciu gry okazało się, że wszystko w tym dodatku jest lepsze niż produkcja wyjściowa! Przede wszystkim sterowanie jest pierwszorzędne. Jak w 3D World ciężko grało mi się na Joy-Conach, tak dodatek cały i  z przyjemnością ograłem w trybie handheldowym. Bardzo spodobało mi się też, jak świat zmieniał się w niebezpieczny i mroczny, gdy Bowser wyłaniał się z czarnej mazi, by przypuścić atak. Z kolei potyczki w  stylu kaijiu były bardzo rozrywkowe, szczególnie gdy można było skakać po planszach, które zwiedzamy za pomocą Mario w normalnej wielkości. Dodatek wykorzystuje wiele elementów, które są charakterystyczne dla 3D World, i robi to w sposób bardzo atrakcyjny, zarówno pod względem eksploracji, jak i platformowego wyzwania. Po skończeniu Furii Bowsera żałuję tylko, że twórcy nie podrasowali sterowania w podstawce, bo wtedy w recenzji mógłbym mu dać “zakup obowiązkowy”. Tymczasem dodatek nie pełni roli wisienki na torcie, a solidną nagrodę pocieszenia. Jeśli wahacie się, czy wziąć Super Mario 3D World na Switcha, to Bowser’s Fury jest argumentem, których przechyla szalę na “tak”.


Polecamy!


Producent: Nintendo
Wydawca: Nintendo
Data wydania: 12 lutego 2021
Dystrybucja: cyfrowa i fizyczna
Waga: 3 GB
Cena: 249,80 PLN

Super Mario 3D World zrecenzowaliśmy w osobnym tekście.


Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.