Cozy Grove

Mimo powszechnego hype’u, nigdy nie planowałem nawet próbować grać w Animal Crossing: New Horizons. Po zaliczeniu Cozy Grove niezwłocznie zamówiłem egzemplarz bestsellerowego symulatora życia od Nintendo.

Do recenzji Cozy Grove zabierałem się jak pies do jeża. Z jednej strony zniechęcał mnie całkowity brak akcji i bardzo niespieszne tempo „rozgrywki”, z drugiej zaś strony intrygowało mnie, skąd bierze się fenomen tego typu gier. Ciekawość wzięła ostatecznie górę, co też okazało się strzałem w przysłowiową dziesiątkę.

Podobnie jak Animal Crossing: New Horizons, Cozy Grove także jest symulatorem życia. Jest to jednak produkcja niezależna, a więc przygotowana z nieporównywalnie mniejszym rozmachem i zawartością aniżeli osławiona produkcja Japończyków. Teren na którym przyjdzie nam działać jest też niewspółmiernie mniejszy, podobnie jak ilość zastosowanych w grze mechanik. Nie oznacza to jednak, że na tytułowej wyspie będziemy się nudzić, a wszystko dzięki temu, że developerzy mieli na swój produkt oryginalny pomysł.

Cozy Grove od jednej z najlepiej sprzedających się gier ubiegłego roku na plus odróżniają przede wszystkim duchy. Młodszych użytkowników Switcha od razu uspokajam – wprawdzie miejsce akcji jest zamieszkane przez półprzezroczyste istoty, ale są nimi niezwykle sympatyczne, z lekka karykaturalnie wystylizowane niedźwiedzie. Ich otoczenie również jest bardzo niewyraźne i to, czy odzyska kolory oraz zacznie tętnić życiem, zależy już tylko od nas. Wspomniane zjawy wyznaczają nam kolejne zadania, a ich sukcesywne zaliczanie pcha bardzo długi i złożony, jak na indyka, wątek fabularny. Wypełniając tylko główne questy, możemy spokojnie liczyć na kilkadziesiąt godzin łącznej zabawy. Zabawy, która dla takiego gejmingowego dinozaura jak ja okazała się bardzo zaskakującym i ożywczym doświadczeniem.

Jak na symulator życia przystało, poszczególne questy nie są przesadzenie urozmaicone i ograniczają się w zasadzie tylko do dostarczenia konkretnych przedmiotów. Raz będą to paczki dla miśka prowadzącego lokalną pocztę, innym razem składniki do dania szykowanego przez futrzastą szefową kuchni. To, jak wypełnimy zadanie, to już jednak w pełni nasza broszka. Możemy je wykonywać własny sumptem, czy to wykopując przedmioty z ziemi, czy to znajdując je w trakcie spaceru, czy też hodując rośliny oraz zwierzęta. Oczywiście nie mogło zabraknąć innych ikonicznych czynności dla tego gatunku, takich jak m.in. handel, łowienie (nie zawsze z akwenu wyłowimy rybę) czy też wydobywanie surowców. W wielu wypadkach będziemy musieli jednak liczyć na pomoc innych odzianych w sierść mieszkańców. Czasem coś uda się po prostu kupić u lokalnego sprzedawcy, czasem coś trzeba będzie wykuć u lokalnego rzemieślnika, innym razem coś przyjdzie poddać recyklingowi. Kombinacji czynności oraz przede wszystkim poszczególnych przedmiotów jest mnóstwo i naprawdę ciężko będzie wszystko pojąć bez zaglądania do podpowiedzi w necie. Za wykonanie zadania otrzymujemy dusze, którymi karmimy ognisko będące centrum naszej wyspy. Oprócz tego mamy do wykonania, kupienia lub zdobycia mnóstwo elementów dekoracyjnych, z których każdy pełni jakąś funkcję – bardziej lub mniej oczywistą. Wiadomo już na pierwszy rzut oka, że lampy wprowadzają na wyspie kolor i życie, ale nie jest już takie oczywiste, iż poszczególne dekoracje w różny sposób wpływają np. na zbiory w hodowanych przez nas roślinach czy też samopoczucie naszych podopiecznych. Nie zapomniano również o rozbudowanej personalizacji postaci. W każdej gałęzi smaczków i detali jest więc na tyle dużo, aby zasiadając do codziennej rozgrywki dowiadywać się zawsze czegoś nowego i ciekawego.

To, co w Cozy Grove intryguje, to również długość rozgrywki. Nie mam w tym wypadku na myśli wspomnianej już opasłej fabuły, którą poznajemy z opowieści misiaczków oraz zbieranych grafik. Bardzo fajne jest dawkowanie aktywności. Liczba dziennych zadań jest ściśle ograniczona, a jej wykonanie zwykle zajmuje góra kilkadziesiąt minut. Dzięki temu o każdej porze dnia można przysiąść na parę minut przy konsoli i bezstresowo zaliczyć jakieś zadanie. Bo Cozy Grove to wybitnie kojąca nerwy pozycja. Pozycja, która szanuje czas gracza, przez co z kolei jej twórcy zyskują szacunek odbiorcy. Idealnie zbalansowany gejmplej to zdecydowanie najsilniejszy element gry, który przyciąga do Pstryczka jak magnes. Dzięki temu zabiegowi tytuł nie nudzi się zbyt szybko i jednocześnie może regularnie zaskakiwać. Ja to kupuję.

Wspomnieć wypada o sferze technicznej recenzowanego tytułu. Ręcznie rysowana grafika jest bardzo przyjemna w odbiorze, szczególnie gdy daną połać terenu uda się wypełnić kolorem. Rozgrywkę umila nam chillowy, instrumentalny motyw muzyczny, który nie denerwuje nawet po kilkudziesięciu godzinach słuchania. Sterowanie postacią nie nastręcza trudności, drobne kolizje z obiektami zdarzają się niezwykle rzadko. Jeszcze lepiej wypada kontrola nad menusami, choć z racji ich mnogości początkowo ciężko się w nich połapać. Dzięki wykorzystaniu każdego z guzików (łącznie z tym pod gałką), po spamiętaniu klawiszologii po okienkach śmiga się płynnie i intuicyjnie.

Podsumowując, z czystym sercem mogę zarekomendować Cozy Grove praktycznie każdemu. To doskonałe wprowadzenie do gatunku, która w ostatnim czasie kojarzony jest głównie dzięki Animal Crossing: New Horizons. To doskonała gra dla dzieci, choć tutaj problemem może być bariera językowa. To w końcu również doskonały przerywnik od wszelkiej maści gier akcji. Coś, co pozwoli natychmiast się wyciszyć i na kilkadziesiąt minut oderwać od otaczającego nas wiru codzienności. Moment, w którym udawałem się w podróż na Cozy Grove, był najspokojniejszym okresem w ciągu dnia, i świetnie studził emocje po powrocie z pracy. Polecam!


Polecamy!


Serdecznie dziękujemy The Quantum Astrophysicists Guild
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry


Producent: Spry Fox
Wydawca: The Quantum Astrophysicists Guild
Data wydania: 8 kwietnia 2021 r.
Dystrybucja: cyfrowa
Waga: 853 Mb
Cena: 56 PLN

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.