Bloodroots

Bloodroots kupiłem co najmniej pół roku przed odpaleniem. Przez ten czas zdążyłem zapomnieć, jakie są założenia gameplayu i zamiast mieć coś łatwiejszego na poszczepienną zamułę, wpakowałem się na minę o podwyższonej trudności!

Wcielamy się w Siwego Wilka, którego celem jest zemsta na czwórce innych Bestii, ponieważ powód jest nie byle jaki – próbowały go zabić! Ludzka wytrzymałość i chęć przeżycia bywają czasem jednak tak silne, że potrafią przezwyciężyć kilka postrzałów, choć może to trwać lata. I właśnie po tak długim kurowaniu się Szary Wilk rusza w teren, aby dopaść niedoszłych morderców. Bohater wiele nie mówi, głównie pyta gdzie jest Czarny Wilk, ale za to jego wrogowie są o wiele bardziej rozmowni, w związku z tym dostaliśmy dość rozwiniętą historię. Twórcy też do samego końca utrzymują w tajemnicy, kim tak właściwie są Bestie i co w ogóle się wydarzyło, zanim Szary Wilk rozpoczął swą krwawą podróż. Dialogi, choć z racji milczenia bohatera są to częściej monologi, są interesujące, nieraz zabawne, nieraz brutalne, czasem skłaniają do refleksji. Pod względem rozwinięcia i jakości fabuły Bloodroots mnie pozytywnie zaskoczyło.

Gdzieś w pamięci kołatało mi, że gra miała być aRPG-em w rzucie izometrycznym, więc myślałem, że będzie lekkostrawną pozycją na słabe samopoczucie. Szybko okazało się, że wybrałem sobie do przejścia dzikszą wersję Hotline Miami… Szary Wilk musi przedzierać się przez obszary wypełnione kolonialnymi żołnierzami. Każda plansza składa się z kilku pól to oczyszczenia i za każdym razem rozstaw wroga jest ten sam. Jest to oczywiście ułatwienie, bo można stworzyć i zapamiętać ścieżkę ataku, ale to tylko małe udogodnienie. Gra jest bardzo szybka i giniemy na hita, więc do częstych śmierci trzeba się przyzwyczaić. Im dalej w grę (są trzy akty po sześć plansz), tym liczba wrogów na polu rośnie oraz są rozwijani o nowe możliwości, jak strzelanie czy tworzenie dalekosiężnych erozji ziemi. Większość żołnierzy też ginie na hita, ale kilku potrzebuje dwóch lub zniszczenia im najpierw osłony. Dodatkowo podwyższony poziom trudności mają bossowie, poza tym walki z nimi są etapowe, ale, na szczęście, pomiędzy nimi twórcy dali check pointy – przejście całych sekwencji bez nich nawet sobie nie chcę wyobrażać…

Zabójstw dokonujemy najróżniejszymi narzędziami i to jest jedna z najfajniejszych rzeczy w tej grze. Bronią jest niemal wszystko – marchewka, ryba, rożen, krzesło, opona, tarcza, różne typy mieczy, broń palna czy fajerwerki. Każda z nich daje inne możliwości – częścią można rzucić, większość jednak  służy do ataku bezpośredniego i z racji tego właśnie tak łatwo zaliczyć zgon. Bloodroots nie celuje w precyzyjność działania, sterowanie jest dzikie, a algorytm w grze potrafi przewidzieć nasz ruch i w odpowiednim momencie posłać kulę w łeb, na przykład po wejściu i skoczeniu z drabiny, tudzież podczas walki z bossem… W rezultacie te dłuższe plansze można próbować zaliczać nawet godzinę, ginąc po ponad sto razy w trakcie. Co ciekawe, jest też trochę elementów platformowych, które wykorzystują znajdowane przedmioty, na przykład wiosłem można wybić się wyżej, a mieczem przeszybować nad przepaścią. Z racji nieprecyzyjności takie działania też nieraz zakończą się śmiercią. Oprócz zabijania i skakania zbieramy też wilki, które służą za dobrze ukryte znajdźki oraz maski dające specjalne zdolności do ulepszania wyników punktowych do internetowego rankingu.

Twórcy mieli ciekawy pomysł na osadzenia akcji Bloodroots. Studio Paper Cult pochodzi z Kanady i doszli do wniosku, że warto to wykorzystać. Wrzucili więc Szarego Wilka i jego przeciwników w czasy kolonialne głównie na terenie swojego kraju (bo w Kanadzie nie ma pustyni, prawda?). Poszli jednak też o krok dalej i nadali temu okresowi trochę bardziej futurystycznych cech, aby bardziej urozmaicić rozgrywkę. Udało im się jednak tak to wszytko połączyć za pomocą dość swobodnej rysunkowej oprawy, że nic się nie gryzie. Masa w tym świecie różnych detali, każdy typ lokacji jest ciekawy, a gdy wbijamy na imprezę, to jest to wręcz dyskoteka! A skoro o dyskotece mowa, to świetnie wypada muzyka. Jest to miks utworów, które nawiązują do melodii, które kojarzą nam się z tak starymi czasami, ale nie brakuje też nowszych rytmów na bazie bitów czy spokojniejszych, bardziej klimatycznych. Efekty dźwiękowe również siedzą idealnie, więc dźwięki szlachtowania wcale nie męczą. Chociaż… jedna rzecz przychodzi mi na myśl, otóż dźwiękowcy mogliby dodać różne dźwięki do wskazania, jak zginęliśmy, bo obecne ogłoszenie zawsze wskazuje na zastrzelenie.

Mimo że Bloodroots nie było tym, czym myślałem, że jest, bawiłem się bardzo dobrze! Szybka rozgrywka, częste zgony, wysoka trudność i kupa radochy z zarzynania wrogów czym popadnie utrzymywała mnie w zainteresowaniu przez dziesięć godzin, które były mi potrzebne do zaliczenia gry. Jest to jeden z wyższych wyników czasowych, bo po prostu nie raz dostawałem po dupie, ale nie miałem z tego powodu ochoty zrezygnować i na pewno wpływ na to też miało to, że nie trzeba było powtarzać naprawdę długich sekwencji. Gra zasadniczo jest bardzo przemyślana i sprawnie wykonana, choć wersja na Switcha cierpi czasem na gubienie klatek i zdarzyło mi się też, że dwa razy się wykrzyczała. Ale nie jest to nic, co by miało zniechęcić do kupna, więc jeśli macie ochotę mordować w przyjemnej, rysunkowej oprawie wizualnej ze świetną muzyką w tle oraz z podaną jako powód z w miarę rozwiniętą historią, to Bloodroots jest pozycją, której szukacie!


Polecamy!


Producent: Paper Cult
Wydawca: Paper Cult
Data wydania: 28 lutego 2020 r.
Dystrybucja: cyfrowa
Waga: 2,8 GB
Cena: 64 PLN

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.