Ninja Gaiden 3: Razor’s Edge

Osiem dni rzezi.

W poprzednich dwóch częściach Ninja Gaiden Ryu Hayabusa był wciągany w ratowanie świata, bo złoczyńcom były potrzebne artefakty, które chronił jego klan. Tym razem jednak ninja zostaje wezwany do stawienia się w pożądanym miejscu jako forma okupu za zakładnika… Wcześniej od razu było wiadomo, że trzeba ochronić świat, ale o co chodzi w fabule trójki nie wiadomo przez przynajmniej połowę czasu, mimo że tekstu i filmików opowiadających historię jest dość dużo. Dopiero w pewnym momencie wszystko staje się jasne i dzięki temu trochę bardziej sensowne. Nie znaczy to jednak, że jest ciekawiej niż w poprzednich częściach; niestety jest to najsłabsza opowieść z trylogii. Pełno tu banałów, nietrzymających do końca sensu wydarzeń czy zwrotów akcji, które niezbyt zaskakują, choć niekoniecznie się ich spodziewamy. Historia została rozpisana na dziesięć misji, z czego w dwóch kierujemy Ayane. Jednak fabuła (przynajmniej jakoś wyjaśnienia ogromnych bossów) to nie powód, po który sięga się po tę serię.

Tym powodem jest oczywiście walka, która przybierała do tej pory różne formy. W jedynce w wydaniu Sigma było trudno i trzeba było mieć skilla, żeby przetrwać już na normalu. Ba, nawet łatwiejsza trudność pozostawiona z pierwowzoru (Ninja Dog) dawała miejscami w kość. Sigma 2 po piekle, jaki zgotowała poprzednia część, była zaskakująco prosta nawet w podstawowej trudności. Trzecia odsłona Ninja Gaiden wróciła do korzeni i oferuje znacznie trudniejsze pojedynki, ale spłyciła przy tym każdy inny aspekt serii. Grę zacząłem na normalnym poziomie trudności, bo poprzednio było łatwo, a gdzieś w necie  widziałem, że spoko, da się przejść, choć nie jest zbyt łatwo. No więc osoba, która to napisała, była najwyraźniej pośród tych bardziej zaawansowanych graczy. Pierwszy rozdział przeszedłem, choć dwie potyczki z bossami (czołg i koleś w czerwonym płaszczu) dały mi nieźle po dupie. Pomyślałem jednak, że jak tak ma to wyglądać, to może dam radę w tej trudności. Niestety już pierwsza walka z dużą grupą przeciwników w drugim rozdziale mnie skorygowała. Mobów było dużo (ogólnie w całej grze wyciąłem ich prawie 2400!), ale tych wchodzących pod miecz miałem jako tako opanowanych, problemem były strasznie upierdliwi kolesie z bazookami, których trzeba było zdjąć z łuku, a czasu na skorzystanie z niego reszta niemal nie dawała. Po co najmniej dwudziestu próbach przeszedłem na trudność „Hero”. Przeciwników na niej tyle samo, co w normalu, ale ich ataki zabierają troszkę mniej HP, a gdy życie naszej postaci zejdzie do czerwonego paska, wtedy włącza się autoblok i autounik i właściwie nie sposób zginąć w trakcie walki. Jakaś frajda, wbrew pozorom, przy takim rozwiązaniu jeszcze została, ponieważ próbowałem tracić jak najmniej życia. Jednak w wielu potyczkach, szczególnie w walkach z bossami i przy niektórych długich falach mobów, bez takiej pomocy wiem, że w drugiej trudności za cholerę nie przetrwałbym do końca. Jest rzeź, nie tylko na wrogach, ale też wielu graczy padnie jej ofiarą.

Nowy przeciwnik. I chyba dlatego, że to jeden z niewielu, jest strasznie upierdliwy.

Aby bardziej skupić gracza na wycinaniu wrogów i goniącym z racji fabuły czasie, twórcy postanowili zrezygnować z rozbudowanych lokacji, w których chodzimy i szukamy poukrywanych skrzynek, kluczy i innych przekładni. Przez całe Ninja Gaiden 3 biegniemy po jasno wytyczonej trasie i pozbywamy się kolejnych wrogów oraz bossów. Urozmaiceniem do walki są sporadyczne miejsca, gdzie trzeba wykonać jakieś akrobacje, jak skakanie po drążkach czy bieg po ścianie. Teraz doszła jeszcze wspinaczka po ścianach przy pomocy dwóch kunaiów, która jest strasznie upierdliwa. W tym momencie wspomnę, jak skopane zostały wskazówki sterowania w tej grze. W niektórych momentach musimy wykonać wślizg, skok czy nawalać w X (taka banalna wersja QTE) i możemy mieć informację o tym, kiedy wcisnąć odpowiedni przycisk. Nie jest to niezbędne, łatwo domyślić się, co trzeba zrobić, ale w kilku miejscach, szczególnie gdy coś jest wprowadzane po raz pierwszy, takie info się przydaje. No i niestety w menu można włączyć porady albo na stałe, albo żadne. Ciągłe wiążą się z tym, że non stop gra przypomina np. o tym, że strzałka w górę otwiera wybór broni i nippo… Poza QTE twórcy poskąpili nowości i co najwyżej uprościli rzeczy już znane. Skarabeusze nadal są i są o wiele łatwiejsze do znalezienia, ale sklepu Muramasy już nie ma, więc bronie i ataki magiczne rozwijamy punktami karmy sami kiedy chcemy. Z brakiem sklepu wiąże się też brak przedmiotów leczniczych i odnawiających ki, nie ma też talizmanów odrodzenia. To też jeden z powodów, dla którego ta część jest trudna – jedyną opcją na odświeżenie paska życia jest użycie nippo, a w trakcie walki z bossem mamy bardzo mało szanse, że się naładuje, zresztą przy falach przeciwników również może do tego nie dojść. W każdym rozdziale można też znaleźć świecącą czaszkę z wyzwaniem, ale działa tylko wtedy, gdy gra się na minimum normalu. Generalnie w porównaniu z poprzednimi częściami pod kątem rozwoju i eksploracji jest dość biednie. Nawet nie ma nowej broni, wszystkie sześć znamy. Pierwszą połowę gry spędziłem z mieczem, a drugą z kosą.

T-rex jako boss zawsze na propsie.

Graficznie Ninja Gaiden 3 jest trochę lepszy niż dwójka, ale to właściwie głównie z powodu zmiany koncepcji plansz i ich bardziej zamkniętego charakteru. W większości zobaczymy nowe lokacje, ale nie sposób powiedzieć, że jest co podziwiać, jak to miało miejsce wcześniej. Straszna bieda jest niestety w departamencie zwykłych przeciwników, których jest może dziesięć typów, z czego trzy są nowe. W poprzednich częściach fajną sprawą było oglądanie i rozcinanie coraz to nowych wrogów, tu jest bardzo monotonnie. Nawet z dwoma bossami walczymy po kilka razy. Jeśli chodzi o jakość wizualną, to przez większość czasu trójka wygląda dobrze. Niestety jest kilka miejsc, w których robi się totalna pikseloza, tak samo jak w dwójce. Niestety gdy walczymy w dżungli problem czytelności poszedł jeszcze głębiej, bo przy kilku walkach ledwo co było widać. Do płynności nie mam uwag. Audio jest jak zwykle dobre, ale ciężko podgłośnić muzykę tak, żeby wybiła się bardziej niż efekty dźwiękowe.

Momiji nam tu tylko pomaga, kierujemy Ryu. Ale czy ktoś go widzi w tej pikselozie?

Mam mocno mieszane uczucia względem Ninja Gaiden 3. Niby spoko, że trudność znowu podskoczyła, ale gra wydaje się o wiele biedniejsza niż poprzednie części. Gdyby chociaż była większa różnorodność przeciwników… w końcu w samej fabule wybija się ich przynajmniej 2300, a tego jeszcze dochodzi powtórka z rozrywki w wyzwaniach, jeśli ktoś będzie się chciał nimi bawić. Ostatecznie muszę stwierdzić, że koncepcyjnie jest to najsłabsza część, ale, na szczęście, siekanie wrogów wciąż bawi, więc w sumie wychodzi średniak.

Po ograniu całej trylogii w wydaniu na Switcha muszę Was kierować raczej w stronę innych wydań, szczególnie jeśli nie zależy Wam na mobilności tytułu. Spadki jakości grafiki w dwójce i trójce wręcz bolą. Z kolei trójka to taka sieczka, że granie w opcji handheldowej bez żadnego gripa jest bardzo uciążliwa. Dodatkowo mam też wrażenie, że twórcy Ninja Gaiden mają spory problem ze zbalansowaniem poziomów trudności w każdej z części. Niby domyślnie gry te miały być kierowane do osób o wyższym skillu, ale znowu dwójka w wersji Sigma chyba nikogo nie zadowala. Wciąż jednak myślę, że warto tę serię poznać, szczególnie dwie pierwsze części ze względu na przeciwników i, przede wszystkim, bossów.

Swoją drogą przy tej części przypomniało mi się, że istnieje Yaiba: Ninja Gaiden Z i, kurde, w to bym chętnie zagrał. Ciekawe, czy jest szansa na ponowne wydania gry, w tym na Switchu.


Trudno powiedzieć…


Producent: Team Ninja
Wydawca: Koei Tecmo Europe
Data wydania: 10 czerwca 2021 r.
Dystrybucja: cyfrowa i fizyczna (wydanie azjatyckie)
Waga: 3,8 GB (sama dwójka)
Cena: 160 PLN tylko w formie trylogii NINJA GAIDEN: Master Collection

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *