Kangurek Kao

Kangurek Kao to przyjemny, choć niezbyt rewolucyjny platformer, któremu przydałaby się kilka dodatkowych miesięcy planowania i szlifów.

Przyznam się, że nigdy nie byłem jakimś ogromnym fanem trylogii Kangurka Kao. Jednak tak jak większość polskich dzieciaków urodzonych na przełomie tysiącleci miałem styczność z serią dzięki dołączaniu gier do popularnych wtedy magazynów, które braki w treści próbowały zrekompensować seksownym dyskiem DVD wypełnionym całymi i demonstracyjnymi wersjami tytułów do ogrania.

Przygody kangura są dość zakorzenione wśród polskich graczy, co pewnie pomogło w podjęciu przez Tate Multimedia decyzji o wskrzeszeniu serii po 17 latach. Jest to powrót zdecydowanie mile widziany, choć ryzykowny. O ile jeszcze kilka lat temu rynek trójwymiarowych platformerów był pustkowiem, a Nintendo wydawała się być jedynym dużym wydawcą zainteresowanym tą dziedziną, tak dzisiaj fani staroszkolnego skakania nie mogą narzekać na głód. I choć nowemu Kangurkowi Kao nie można odmówić ambicji, po ukończeniu gry ciężko nie uznać, że warszawskie studio porwało się z motyką na słońce.

Gracze, dla których będzie to pierwsze zetknięcie z serią, nie muszą się niczego obawiać. Nowy Kangurek Kao to całkowity reboot, w którym jeszcze młody torbacz próbuje rozwikłać zagadkę zaginięcia swojej siostry i ojca. Już od pierwszych chwil widać, że Tate przywiązało sporo uwagi do estetyki i kierunku artystycznego. Gra działa na Unreal Engine 4, cieszy oko kolorową i schludną oprawą, która całkiem nieźle konwertuje grafiki koncepcyjne w trójwymiarowe środowisko. Tutaj też trzeba przyznać, że pomimo znacznie przyciętych ustawień graficznych wersja na Switcha prezentuje się całkiem schludnie, a rozdzielczość jest solidna w obu trybach konsoli (ale spokojnie, na port jeszcze ponarzekam).

Sterowanie również nie zawodzi. Satysfakcjonujące kontrolowanie ruchów głównego bohatera jest kluczowe dla dobrej zabawy w każdym platformerze. I chociaż po Tajemnicy Wulkanu Tate Multimedia zupełnie porzuciło gatunek, deweloper nie zapomniał, jak odpowiednio wyważyć skoki i animować sierpowe.

Przygoda dzieli się na cztery światy. W każdym z nich znajdziemy hub prowadzący do kilku liniowych poziomów, do których dostęp otrzymujemy po zebraniu odpowiednio dużej liczby kryształów. Część z nich stanowi nagrodę za ukończenie leveli, niektóre są poukrywane w zakamarkach świata. Oczywiście nie mogło też zabraknąć walki z bossem na końcu każdego świata.

Same poziomy pod względem projektu niezbyt się od siebie różnią. Każdy z nich to standardowa mieszanka skakania między latającymi platformami, walki i sprawdzania każdego fragmentu środowiska w poszukiwaniu sekretów i liter “K-A-O” potrzebnych do wymaksowania planszy. Gra stara się tę mieszankę co jakiś czas urozmaicić dodatkowymi mechanikami, np. niewidzialnymi, lewitującymi platformami aktywowanymi po uderzeniu w fioletowy kryształ. Najbardziej promowanym pomysłem były magiczne rękawice Kao, dzięki którym ciosy kangura zostają wzbogacone o moc jednego z czterech żywiołów. Pomysł ciekawy na papierze, ale w praktyce sprowadzający się do kliszowych rozwiązań, jak zamrażanie strumienia wody pod skrzynią, aby można było ją przepchnąć, lub spalania pajęczyn i desek blokujących drogę.

Na każdym kroku da się też odczuć, że powrót Kao był nieco zbyt pospieszony. Moje wrażenia bazują na wersji 1.3 i niestety gra w tym momencie boryka się z masą problemów technicznych. Mowa zarówno o standardowych, jak i bardziej zabawnych niż irytujących glitchach, jak postacie lewitujące przez parę sekund nad elementami otoczenia przez problemy z kolizją. Największym problemem jest jednak regularnie znikające audio, które zmusza nas do przechodzenia sporych fragmentów poziomów bez muzyki przygrywającej w tle. Wersja na Switcha posiada też spore problemy z wydajnością. Na początku przygody framerate jest dosyć stabilny i tylko chwilami zdarza się mu złapać zadyszkę. Ostatnie poziomy potrafią już jednak regularnie spadać do rejonów 20-10 FPS, szczególnie w trakcie walki. No i choć mnie na szczęście to nie dotknęło, w sieci natknąć się można na informacje o padających stanach zapisu, co zmusza do rozpoczęcia całej gry od początku.

Problemy techniczne to jednak tylko wierzchołek góry lodowej. Gra posiada też sporo problemów dosyć wyraźnie wynikających z braków w budżecie i napiętego harmonogramu. Poziomy, zamiast kończyć się radosną animacją, po prostu przechodzą do mało ekscytującego ekranu podsumowującego zebrane znajdźki. Po spadnięciu w przepaść Kao za każdym razem zostaje przeniesiony do punktu kontrolnego, co prawie zawsze zmusza do powtarzania sporej części poziomu. Kwestie wypowiadane przez aktorów głosowych zwykle nie pokrywają się napisami, tak jakby dubbingowcy otrzymali inną wersję scenariusza. Otoczenie i wiele akcji wykonywanych przez postacie są całkowicie pozbawiona elementów dźwiękowych, przez co całej oprawie audio – nawet jeśli akurat dział – brakuje głębi.

Wielu z was może to uznać za czepialstwo. Jednak razem wszystkie te mniejsze i większe niedociągnięcia naprawdę szkodzą ogólnemu odbiorowi przygody. I jasne, nie chcę pod tym względem porównywać Kangurka do olbrzymów pokroju Mario, Crasha czy Kirbiego. Jednak postawienie Kao obok platformerów z podobnej półki cenowej, jak A Hat In Time czy New Super Lucky’s Tale dla torbacza jest wciąż mało korzystne.

Wszystko to sprawia, że Kangurek Kao to poprawny, ale niemający za bardzo pomysłu na siebie przedstawiciel gatunku. Można tutaj spędzić kilka przyjemnych i niezobowiązujących godzin, ale przez niski poziom trudności oraz brak pomysłów na ciekawe rozwinięcie mechanik, przygoda raczej nie zostanie na dłużej w głowach starych wielbicieli gatunku.

Tytuł powinien być jednak świetnym wyborem dla dzieciaków. Czuć, że Tate Multimedia celowało swoją produkcją raczej w młodszą demografię. Proste sterowanie, nieskomplikowana konstrukcja i polska wersja językowa zmieniają się w tej sytuacji w atuty Kangurka. A i opiekunowie pociech będą mogli spędzić kilka naładowanych nostalgią chwil, pomagając im przy ukończeniu bardziej wymagających wyzwań.


Trudno Powiedzieć…


Dodatkowa opinia


Krowen:

Nowy Kangurek Kao może być dziś dla dzieciaków tym, czym dla mojego pokolenia była Runda 2 – grą definiującą dzieciństwo, którą z nostalgią wspomina się nawet 20 lat po premierze. Jest kolorowo, ładnie, postacie mówią po polsku, sterowanie jest raczej proste i nieskomplikowane. Kao na pewno można uznać za platformera całkiem niezłego – daleko mu może do kolosów gatunku, ale nie jest też średniakiem robionym bez serca. Nie ma może takiej płynności ruchu czy wachlarza możliwości, jakie posiada Mario w Odyssey, ale nikt chyba tego nie oczekiwał. Starsi gracze przejdą i miło wspomną remake po latach, szukając znajdziek, młodsi – jeśli nie ogrywali jeszcze Mariana czy Crasha – będą zachwyceni.


Serdecznie dziękujemy Tate Multimedia
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry


Producent: Tate Multimedia
Wydawca: Tate Multimedia
Data wydania: 27 maja 2022
Dystrybucja: cyfrowa i fizyczna
Waga: 4.5 GB
Cena: 129,90 PLN


Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.