Bright Memory: Infinite Gold Edition

Po dwóch klasykach – Borderlands i Bioshock – przyszła pora, żebym sprawdził współczesnego FPS-a.

Akurat w eShopie pojawił się Bright Memory: Infinite, więc zaciekawiony zagadałem o ten tytuł. Poza tym według HowLongToBeat.com gra jest zaskakująco krótka, co mi idealnie pasowało. W związku z czasem rozgrywki, który w zależności od skilla, zajmie od 3-5 godzin, nie było w tej produkcji dużo miejsca na rozpisanie jakiejś większej fabuły. Tak właściwie przypomina bardziej rozdział z jednej większej gry, choć tu stanowi zamkniętą całość. Wcielamy się w Shelię, agentkę Organizacji Badań Naukowych, która dostaje za zadanie zbadanie pojawienia się dziwnego fenomenu, który zaczął się od wielkiej burzy i tornada, a skończył na pojawieniu się czarnej dziury. Co ciekawe, Shelia nie będzie niczego dosłownie badać, jej zadaniem jest odkrycie, kto stoi za tą katastrofą i powstrzymanie sprawców. W tym momencie przyznam szczerze, że choć od skończenia gry minęły może cztery dni, już mi ulatują z pamięci szczegóły. Wiem za to, że w trakcie rozgrywki historia i sposób jej prowadzenia wystarczyły, by stosownie uzupełniać rozgrywkę.

Co ciekawe, filmiki wyglądają trochę słabiej niż sama gra.

Akcja gry rozgrywa się 2036 roku, więc nie brakuje tu futurystycznych elementów. Oczywiście najpierw zauważamy broń bohaterki, potem przeciwników i różne inne szczegóły technologiczne, które mają obrazować nadchodzące czasy. Tytuł został stworzony w Chinach, więc twórcy w tych rejonach osadzili swoją produkcję. Zdecydowali się jednak pójść w stronę wysp, gdzie rozwój technologiczny tak się nie rozniósł, więc głównie będziemy oglądać wioski, dawne świątynie i tereny zielone, co świetnie kontrastuje z futurystyczną technologią. Interesującym motywem jest też połączenie przeciwników współczesnych, czyli silnie opancerzonych wrogich żołnierzy, z nagłym pojawianiem się starożytnych, potężnych wojowników, a na walkach z bossami o mitycznym wyglądzie i mocach kończąc. Grafika została stworzona w Unreal Engine 4 i widać, że twórcy przyłożyli się do niej. Trzeba jednak pamiętać, że to wciąż produkcja niezależna, więc różne mniejsze niedoróbki się pojawiają, jak jakość animacji ruchu, przechodzenie przez tekstury czy kiepsko skodowane dziki oraz zbieranie amunicji. Nic z tego jednak tak właściwie nie przeszkadza w rozgrywce, a, ogólnie, obraz cieszy oczy. Co istotniejsze jednak, Bright Memory: Infinite chodzi bardzo płynnie na Switchu. Grałem zarówno w doku, jak i na handheldzie, i nie zauważyłem ani jednego spadku fps-u, nawet podczas większych akcji. Pod kątem dźwiękowym nie mam się do czego przyczepić, bo zarówno muzyka, angielscy aktorzy głosowi, jak i efekty dźwiękowe wystarczająco dobrze siedzą.

Amunicji właściwie nigdy nie brakuje, ale to dobrze, bo przeciwnicy lubią łyknąć dużo ołowiu, zanim padną.

Również w sferze gameplayu FYQD-Studio nie próżnowało, starając się wepchnąć jak najwięcej w krótką rozgrywkę. Wstępnie wydawało mi się, że łączenie broni palnej, miecza i jeszcze specjalnej rękawicy o różnych możliwościach to za dużo, ale w trakcie okazało się, że można wszystkie te opcje ciekawie łączyć. Np. bardzo upierdliwi żołnierze z wielkimi tarczami są ciężcy do ubicia, więc trzeba mieszać puszczenie z rękawicy fali uderzeniowej, by stracili równowagę, i gdy się wtedy odsłaniają, szybko puścić serię z karabinu. Wrogów też można przyciągnąć i zawiesić powietrzu, by pochlastać ich mieczem. Do dyspozycji dostaniemy cztery bronie – karabin, shotguna, pistolet i snajperkę – ale każda z nich ma dodatkową, o wiele mocniejszą amunicję w postaci granatów czy rakiet. Wszystko to sprawia, że grać można bardzo dynamicznie. Nie obejdzie się jednak bez nauki używania bloku ataku mieczem, szczególnie przy pierwszym bossie. Do tego jeszcze dochodzi trochę elementów platformowych, jak skakanie po ścianach, nad wodą z prądem czy przepaściami oraz QTE. Twórcy nawet wepchnęli chwilę jazdę autem i strzelanie do wrogich pojazdów, ale czuć, że jest to raczej zbędny dodatek, który nie daje właściwie żadnej radości.

Jest też kawałek skradany, tak sobie zaprojektowany, ale jest.

Droga, którą przemierzymy, jest w pełni liniowa; mamy nawet jasno pokazane, w którą stroną zmierzać. Dla zamysłu Bright Memory: Infinite jest to wystarczające, ponieważ trzeba się skupić na kolejnych napotykanych grupach wrogów, na więcej po prostu twórcy nie dali sobie czasu. Grałem na normalnym poziomie trudności i w trakcie gry, według ekranu końcowego, zginąłem 42 razy. Nawet mnie to nie zdziwiło, bo kilka razy skoki mi nie wyszły, co kończyło się śmiercią i natychmiastowym powrotem, najczęściej, do początku sekwencji platformowej. Zdarzało się też, że rozwaliła mnie grupa wrogów, szczególnie, gdy pojawiały się wysokie, starodawne bydlaki o dużej ilości życia. Najwięcej jednak zgonów zaliczyłem przy pierwszym z trzech bossów – skubany nie dość, żeby był szybki, a pole walki mocno ograniczone, to chwilę mi zajęło, zanim przypomniałem sobie, że mogę używać miecza do obrony. Na dodatek miałem jeszcze tylko dwie bronie i silniejsza amunicja w nich szybko się kończyła. Walka ta tak mnie wymęczyła, że miałem obawy, co będzie z kolejnymi. Niestety jednak pozostali dwaj bossowie okazali znacznie prostsi. Głównie wpływ ma na to opcja rozwoju zdolności bohaterki, a konkretnej wzmacnianie silniejszej amunicji, do tego dochodzą kolejne pukawki, więc jest jej automatycznie więcej. Poza tym pola bitwy dają więcej czasu na wycofanie się i czasem nawet zregenerowanie zdrowia. W tym momencie warto jeszcze wspomnieć o sterowaniu. Grę odpaliłem z AimBoksem i, co dziwne, gra nie łapała dobrze keypada. Zaczynamy od dwóch czy trzech QTE, gdzie trzeba nacisnąć przycisk w odpowiednim momencie i choć klepałem dobry, to ginąłem… Przełączyłem się więc na pada, pogrzebałem w ustawieniach czułości i aż byłem w szoku, jak dobrze sterowało mi się na Pro Controllerze. Może dlatego, że pasek czułości był dwa razy dłuższy niż w ogranych wcześniej klasykach? Oczywiście wspomaganie się żyroskopem w padzie też było przydatne, nawet tak bardzo, że miałem wyłączoną asystę celowania. Poza tym Sheila ma tak dużo zdolności, że bez opcji zaprogramowania dodatkowych przycisków na myszce trudno byłoby w tym samym czasie np. bronić się i uciekać w bok. Tak, zdecydowanie w tym przypadku pad miał przewagę nad klawą i myszą.

Drugi boss, na nim zginąłem może trzy razy.

Bright Memory: Infinite jest grą krótką, ale całkiem intensywną. Ma w sobie też sporo różnych elementów, z których część jest w sumie niepotrzebna, jak jazda autem, ale mimo wszystko tworzą zgrabną całość. Większości graczy pewnie wystarczy jedno przejście, ale gdyby ktoś chciał więcej, to są cztery poziomy trudności, a na koniec dostajemy informację, ile czasu i zgonów zajęło nam przejście, więc można bawić się w lepszy wynik. Bardzo ciekawie z kolei wypada połączenie s-f z chińską mitologią, co dało ciekawy klimat, który również został interesująco przedstawiony za pomocą grafiki i audio. Na dodatek sterowanie jest bezproblemowe (nawet na Joy-Conach da się grać) oraz produkcja chodzi bez żadnych przycięć. Pełną cenę jednak mogą dać osoby, które lubią polepszać wyniki czy próbować ponownie na wyższej trudności. A tym, którzy lubią grę przejść raz, raczej sugerowałbym zakup w jakiejś promocji. Tak czy inaczej, polecam, bo jest to udany, choć krótki FPS z dobrze wykonanym portem na Switcha.


Polecamy


Serdecznie dziękujemy Playism
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry


Producent: FYQD-Studio
Wydawca:  Playism
Data wydania: 21 lipca 2022 r.
Dystrybucja: cyfrowa
Waga: 1,8 GB
Cena: 92,49 PLN

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.