Spelunky 2

Zaliczyłem kolejny rozdział w mojej karierze gracza – sięgnąłem po raz pierwszy w życiu po rogalika.

Nie lubię gier, w których permanentnie giniemy, a po zgonie musimy zaczynać wszystko od początku. To jeden z głównych powodów dla których nigdy nie zdecydowałem się nawet liznąć serii Dark Souls, choć świat przedstawiony w tym uniwersum pociąga mnie od początku. Z tego samego powodu nigdy nie skusiłem się też na jakąkolwiek grę typu roguelike. Pozostając jednak w klimacie przygód Indiany Jones’a po ukończeniu Sydney Hunter and the Curse of the Mayan, tylko na próbę sięgnąłem po Spelunky 2. I choć łatwo nie było, zaginąłem dla świata na dobre kilka dni…

Nie grałem w pierwszą część gry, ale podejrzewam, że śmierć była w niej równie permanentna jak w dwójeczce. Nie dajcie się zwieść przyjemnie wystylizowanej na kreskówkę grafice – trupów tutaj więcej niż w serii Resident Evil. Niestety, w kwestii umierania nasi przeciwnicy są zwykle tylko mało znaczącym dodatkiem, gdyż to właśnie my najczęściej udajemy się tutaj w zaświaty, czyli na start gry, gdzie wszystko zaczynami od zera, od pierwszego etapu i bez zebranego ekwipunku, a więc goli i raczej nieweseli.

Niebezpieczeństwo w Spelunky 2 czyha na dosłownie każdym kroku i towarzyszy nawet najprostszemu ruchowi. Naszym zadaniem jest „jedynie” dostać się z wejścia na szczycie do wyjścia, które ulokowane jest na samym dole każdej z plansz. Zadanie utrudniają nam tylko trzy problemy, a są nimi: wszędobylskie pułapki, uciekający czas oraz równie gęsto usiani wrogowie. Na nasze życie dybie pełen garnitur kreatur o wszechstronnych umiejętnościach uprzykrzania nam życia – kąsają, zatruwają, wybuchają, strzelają fireballami czy też rzucają się na nas swoim cielskiem. Pojedynczy kontakt z wrogiem oznacza wprawdzie tylko utratę serduszka, ale nierzadko przyjęcie obrażenia jest powiązane w promocji z inną „atrakcją”: upadkiem z klifu, nadzianiem na kolce, trafieniem w objęcia innej maszkary, zmieleniem przez pułapkę czy też nieoczekiwaną kąpielą w śmiercionośnej substancji – a wtedy nie pozostaje nam już nic innego jak startować od nowa.

Zarówno układ plansz jak i ułożenie wrogów jest oczywiście losowe, dlatego każdy restart oznacza nową przygodę. I chyba właśnie to spodobało mi się najbardziej w Spelunky 2 – mimo notorycznego rozpoczynania zabawy od nowa każdemu podejściu towarzyszy dreszczyk emocji oraz ciekawości co tym razem dla nas przygotowano. Do pokonania mamy łącznie 15 światów, ale liczbę tę trzeba podzielić na pół – już na końcu pierwszego świata czeka nas rozwidlenie, które będą nam towarzyszyć w kolejnych sekcjach. Poszczególne krainy różnią się nie tylko graficznie, ale też rozgrywkowo – znajdują się w nich zarówno inne pułapki jak i nowi oponenci. Trzeba się więc nastawić na częste powtórki, naukę i cierpliwość. Ta ostatnia w pewnym momencie mocno popłaci, gdyż po nabyciu wprawy zaliczenie kolejnych leveli nie powinno nam zająć więcej niż kilkadziesiąt sekund. Jak więc widać, eksploracja w Spelunky 2 jest ekspresowa, ale też taka być musi – po przekroczeniu 3 minut na planszy, w naszą stronę wyrusza duch, z którym kontakt kończy się… a jakże, restartem.

Na szczęście, do naszej dyspozycji oddano również sporo elementów pomagających nam w przemierzaniu jaskinii. Przede wszystkim są to skróty, które po nagłej (choć raczej spodziewanej) śmierci pozwalają zacząć wędrówkę od późniejszych etapów. Żeby nie było jednak tak łatwo, do ich powstania musimy wcześniej dostarczyć trudne do zdobycia surowce, co oznacza… kilkukrotny powrót do pokonanych wcześniej leveli. Pomagać nam będą również żywi kompani, zarówno zwierzęta jak i ludzie. Zwyczaje i sposób działania każdego z ich przedstawicieli trzeba dobrze poznać żeby potem nie narobić sobie dodatkowych problemów, np. wpadając do lawy po nieudanej próbie dosiadania indyka czy też zaczepiającego wrogów kolegi sterowanego przez CPU.

Mimo wszystko warto korzystać z ich pomocy, gdyż całkowicie zmieniają oni gameplay – by nie psuć zabawy wspomnę tylko, że chociażby wspomniany wcześniej indyk pozwala np. szybować, wykonywać podwójny skok oraz przejmować część obrażeń. W razie potrzeby ptaszysko można potraktować też bombą, dzięki czemu zamieni się w porcję pieczonego mięsa, za spożycie którego otrzymamy dodatkowe serduszko… Niestety, w Spelunky 2 dylematy moralne trzeba odsunąć na bok jeśli chcemy przeżyć – liczy się tu i teraz, więc nieraz swojego przed momentem jeszcze żywego towarzysza podróży bez oporów będziecie podnosić i wykorzystywać jako broń…

À propos uzbrojenia to w nasze łapki oddano całkiem spory arsenał, zarówno broni obuchowej, siecznej jak i prochowej. Oręż zdobywamy rozbijając porozrzucane po planszy skrzynię, wysadzając ściany czy niszcząc w drobny mak przeróżne naczynia (rzadziej) oraz kupując ją w ulokowanych losowo sklepach za złoto zebrane w trakcie wędrówki. Naszą przygodę możemy sobie ułatwiać również rozlicznymi gadżetami – jet packami, rękawicami pozwalającymi chwytać się ścian czy kompasem nawigującym w kierunku wyjścia. Pamiętajcie jednak, że Spelunky 2 jest najbardziej interaktywna grą z jaką będziecie mieli do czynienia. Wykorzystać w niej można praktycznie każdy przedmiot jaki napotkacie na swej drodze – zarówno zwykły kamień jak i niesiony do odkrycia tajemnej lokacji klucz może tutaj posłużyć np. jako narzędzie zbrodni. Działa to oczywiście też w drugą stronę – rzucona w kierunku przeciwnika bomba zniekształca otoczenie (i może np. spowodować wylanie się żrącej substancji albo uaktywnienie innej pułapki), a wspomniany przed momentem klucz nieumiejętnie rzucony i odbity od ściany nokautuje… głównego bohatera. Wszystko to sprawia, że nawet maksymalnie ostrożne i dokładnie podejście do danej sekcji zawsze jest dynamiczne, nieprzewidywalne i obarczone ogromnym ryzykiem.

Pozostając jeszcze na moment przy gejmpleju dodajmy, że na końcu poszczególnych sekcji czają się bossowie, którzy mogą się okazać zarówno wręcz nieprawdopodobnie wymagający, jak również nie warci wspomnienia. Wszystko zależy od tego czy poznaliśmy już skuteczny na nich sposób… I tutaj małe wyznanie: po raz pierwszy od bardzo dawna przed każdym z pojedynków zaglądałem do zamieszczonych na YouTubie poradników… I w ogóle nie uważam, że popsułem sobie tym zabawę!

Na zakończenie jeszcze obowiązkowych słów kilka o technikaliach. Grafika jest całkiem przyjemna dla oka – mocno kreskówkowy świat zachwyca jednak przede wszystkim detalami i smaczkami, takimi jak malunki na ścianie, czy zabawnie wykreowani NPC-e. Dźwiękowo jest również na porządnym poziomie – każdy świat posiada swój motyw muzyczny, a pozostałe udźwiękowienie jest takie jak być powinno. Gra posiada tryb wieloosobowy i to zarówno w głównej historii jak i opcjach zabawy skrojonych typowo pod multi. Niestety, z uwagi na brak chętnego w moim domostwie, nie udało mi się tego elementu sprawdzić organoleptycznie.

Podsumowując, Spelunky 2 to z pozoru niewielki tytuł, który jednak posiada wielką głębię w kwestii rozgrywki. I choć po opanowaniu rozgrywki do poziomu eksperta cały tytuł (nadal przy odrobinie farta!) można zaliczyć co najwyżej w kilkadziesiąt minut, to tych dziesiątek godzin dochodzenia do tego mistrzostwa nie zabierze nikomu nikt. Bardzo przyjemnych godzin, choć okupionych głównie śmiercią…


Polecamy


Producent: BlitWorks
Wydawca: Mossmouth
Data wydania: 26 sierpnia 2021 r.
Dystrybucja: cyfrowa
Waga: 707 MB
Cena: 80 PLN

Możesz również polubić…

1 Odpowiedź

  1. Ourouboros pisze:

    Petarda gierka. Świetny motyw z Olmec’iem. Trudniejsza niż jedynka. Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.