Po prawie trzech tygodniach jestem zadowolony z OLED Model, ale…

…nie każdemu mogę polecić przesiadkę.

Mojego pierwszego Switcha zakupiłem w marcu 2018 roku i ponownie rozpalił u mnie nieco przygaszoną miłość do gier video. Wspólnie spędziliśmy ze sobą ponad cztery lata. I jasne, nie zawsze wszystko układało się między nami idealnie. Czasami driftujące analogi Joy Conów potrafiły zepsuć obiecujący wieczór. Czasami sam byłem zbyt niecierpliwy i podłączałem wciąż działającą konsolę do ładowarki do telefonu, aby kontynuować nocną grę, pomimo padającej baterii, prawdopodobnie stopniowo wyniszczając akumulator. Każda piękna rzecz musi się kiedyś skończyć, więc zdecydowałem, że pora na zrobić ulepszenie.

W podjęciu decyzji pomogło Nintendo, zapowiadając uroczą limitowaną wersję modelu OLED w barwach wydanego niedawno Splatoona 3. Przesiadkę na wydanego w październiku 2021 roku OLED Model planowałem od jakiegoś czasu i po dwóch tygodniach sądzę, że warto było. Taki upgrade jestem w stanie polecić większości użytkowników podstawowej wersji konsoli; z kilkoma wyjątkami.

Dla jasności – tekst ten nie jest ani recenzją konsoli ani poradnikiem, a raczej zbiorem moich doświadczeń i wciąż gorących przemyśleń związanych z zamianą starego Switcha na nowego. Na pewno znajdziecie tutaj kilka wskazówek i uwag dotyczących przesiadki, które mogą się okazać pomoce (albo nawet zbawienne), ale nie oczekujcie zbyt dogłębnej i szerokiej analizy.

Po otworzeniu paczki dostarczonej przez *popularną firmę kurierską zajmującą się wysyłką produktów do łatwo dostępnych zautomatyzowanych punktów odbioru rosnących w pobliżu popularnych marketów spożywczych jak grzyby po deszczu* (tekst nie jest sponsorowany) oczom ukazuje się zgrabniejsze i znacznie mniejsze pudełko niż to, które wciąż zdobi mój pokój. Nintendo zrezygnowało z opasłych kartonów na rzecz skromniejszych, ładniejszych, bardziej ekologicznych i – co najważniejsze, mieszczących się w większej ilości na paletach, co prawdopodobnie zmniejsza koszty dostawy konsol do regionalnych dystrybutorów. Po otwarciu opakowania oryginalnego Switcha w oczy natychmiast rzucała się konsola i dwa Joy-Cony ułożone na podstawce. Tutaj zaraz po otwarciu zobaczymy tylko Joy Cony, a tablet znajduje się głębiej wewnątrz pudła. Rozwiązanie może i mniej efektowne, ale pewnie bezpieczniejsze dla urządzenia.

W porównaniu do oryginalnego Switcha od razu widać, że OLED Model jest urządzeniem z nieco wyższej półki. Czarny ekran zapełnia większość frontowej części obudowy. Został pokryty szkłem, a przestrzeń wokół niego została pokryta połyskliwym plastikiem (który wygląda elegancko, ale obawiam się, że może być bardziej podatny na zarysowania). Przyciski i port na kartridże u góry są mniej wypukłe, lepiej komponują się z resztą obudowy i są nieco trudniejsze w użytkowaniu (chociaż może to kwestia pamięci mięśniowej). Na plecach konsoli od razu zauważyć można, że logo Switcha zostało przesunięte nieco niżej i znajduje się teraz na nowym stojaku, przypominającym te w tabletach z serii Surface od Microsoftu. Znacznie lepiej spełnia swoje zadanie niż niezbyt stabilna nóżka w pierwowzorze.

Percepcja estetyki jest względna, ale na żywo splatoonowe wzory ozdabiające tył konsoli wyglądają ślicznie. O Joy-Conach nie ma sensu się rozpisywać – nie różnią się niemal niczym od tych dostępnych na rynku od 2017 roku, ale fioletowo-żółta estetyka świetnie się komponuje z samą konsolą oraz także ozdobioną splatoonową tematyką stacją dokującą. Port USB 3.0 umiejscowiony na tylnych złączach zastąpiono wbudowanym portem LAN i na tym różnice w funkcjonalności się kończą. Pamiętajcie, że stare docki nie zadziałają z OLED-em i vice versa.

W końcu uruchomiłem mojego pachnącego jeszcze linią produkcyjną Switcha. Na początku wita nas standardowy ekran uruchamiający i prośba o podłączenie się do Wi-Fi. Chwilę potem konsola pyta się, czy to nasz pierwszy czy kolejny Switch. Po wybraniu drugiej możliwości przechodzimy do menu przenoszenia danych i… tutaj zaczynają się problemy.

Najwygodniejszą opcją byłoby połączenie ze sobą dwóch konsol kablem lub bezprzewodowo i rozpoczęcie procedury transferu. To byłoby jednak zbyt proste dla Nintendo. Zamiast tego musimy osobno przenieść każdy profil z poprzedniej konsoli. Przy każdym profilu trzeba też odpowiedzieć na pytanie, czy planujemy z niego nadal korzystać na poprzednim urządzeniu, czy przenieść wszystkie dane, jednocześnie kasując profil na starej konsoli.

Decyzja ta jest znacznie poważniejsza w skutkach niż może się wydawać. Jeśli poprosimy o transfer i skasowanie danych konta na starej konsoli, nowy Switch zostaje automatycznie ustawiony jako podstawowy dla wybranego konta. Tylko na nim będziemy mogli wtedy odpalać zakupione wersje cyfrowe bez potrzeby weryfikacji zakupu przez internet. Co prawda podstawową konsolę można zmienić poprzez przeglądarkę internetową, ale Nintendo pozwala to samodzielnie zrobić tylko raz w roku. Potem musimy prosić o to support.

Jeśli nadal chcemy korzystać ze swojego konta na starej konsoli, wystarczy przenieść dane bez ich kasowania i wybrać domyślną konsolę przypisaną do konta przez stronę Nintendo. Warto jednak pamiętać, że wtedy z jakiegoś powodu konsola wyzeruje nasze czasy spędzone w grach, które można podejrzeć pod profilem. Jeśli, tak jak ja, nadal chcecie się chwalić przed swoją rodziną, przyjaciółmi i potencjalnymi partnerami 900-godzinami spędzonymi w Super Smash Bros. Ultimate, lepiej przenieść dane, kasując je na starym sprzęcie.

Ja posiadałem na Switchu trzy profile i nie planowałem korzystać z niego po transferze, więc od razu stale przeniosłem wszystkie na OLED-a. Nintendo pozwala jednak na przeniesienie tylko danych konta oraz stanów zapisów WIĘKSZOŚCI gier (tak, za chwilę przyjedziemy do sekcji, w której wytłumaczę swoją głupotę). Ręcznie musimy przywrócić wszystkie ustawienia (np. auto-sleep lub rozdzielczość sygnału wyjściowego). Wygląda też na to, że stworzone na poprzedniej konsoli Mii można przenieść tylko za pomocą Amiibo (oh Nintendo…).

Wiecie, co jeszcze się nie przenosi? Gry. Albo chociażby kafelki ozdabiające menu główne Horizon (tak nazywa się OS Switcha, nie ma za co). Ja zdecydowaną większość swojej biblioteki posiadam w formie cyfrowej. Możecie sobie wyobrazić moją minę na widok nowiutkiego Switcha formatującego 512-gigabajtową i wypełnioną po brzegi gierkami kartę pamięci. Całą bibliotekę musiałem ponownie pobierać z eShopu, co przypomniało mi o tylko o tym, jak niezoptymalizowany jest sieciowy sklep Nintendo oraz o nędznych prędkościach mojego internetu (pobranie wszystkiego ręcznie zajęło mi 3 dni). Jeśli zbieracie pudełka, proces powinien być nieco łagodniejszy dla nerwów. Jednak wciąż będziecie musieli włożyć każdy pojedynczy kartridż do portu, aby wasza kolekcja miała też formę cyfrowych kafelków. A że kolekcje niektórych fanów liczyć można w setkach tytułów… no cóż, chyba nikt nie będzie skakał z radości.

No dobra, transfery skończone, setki gigabajtów się pobierają, ustawienia ustawione, a ulubione Mii zgrane na Amiibo Chrome’a z Fire Emblem: Awakening. A więc to chyba koniec harówy. Powoli zacząłem się przymierzać do ostatniego pożegnania ze swoją zasłużoną konsolką. Byłem już gotowy do przywrócenia ustawień fabrycznych i całkowitego wyczyszczenia pamięci konsoli z naszych wspólnych przygód. Coś mnie jednak ukuło. Nieprzyjemne uczucie z tyłu głowy. Jakbym przegapił jeden, ale kluczowy krok w kierunku bezstresowej zabawy z nową zabawką. I wtedy trafiło mnie to jak piorun z nieba… ANIMAL CROSSING: NEW HORIZONS!

NO TAK! STAN ZAPISU NASZEJ WYSPY ZOSTAJE PRZYPISANY DO KONSOLI, A NIE PROFILU. Przeniesienie konta nie wystarczy, a New Horizons jako jedyna gra w bibliotece Switcha posiada własną, całkowicie oddzielną metodę transferu zapisu. Aby to zrobić, musimy pobrać aplikację Island Transfer Tool, zarówno na starego, jak i na nowego Switcha.

Tak więc ponownie zalogowałem się na starym Switchu, pobrałem program i z jego pomocą już bez większych przeszkód przeniosłem swojego awatara i innych mieszkańców wyspy Morioh na OLED-a, zapobiegając apokalipsie. Przyznaję, że wina za bliskie skasowanie prawie 200-godzinnego progresu częściowo leży po mojej stronie. Nintendo mogłoby jednak dodać adnotację o specyfice New Horizons do ekranu powitalnego. Ponoć istnieje też możliwość przeniesienia wyspy po utraceniu dostępu do oryginalnej konsoli (np. w razie kradzieży), ale wymaga to kontaktu z Nintendo. Cieszę się, że nie musiałem testować tej opcji.

Czy cała ta walka (i prawie 2000 zł) były warte zmian stylistycznych, powiększonej pamięci, lepszego stojaka i większego ekranu? Pierwszą grą, która odpaliłem na OLED-zie był oczywiście Xenoblade Chronicles 3. Może się wydawać, że to tylko 0,8 cala różnicy, ale pierwsze zetknięcie z ekranem OLED robi piorunujące wrażenie. Większy i znacznie bogatszy w barwy panel zajmuje znacznie większą część naszego pola widzenia i pozwala na jeszcze lepsze zagłębienie się w przygodzie, nawet pomimo braku renderowania i zmian w samej rozdzielczości. Oczywiście sprawdziłem też szereg innych gier, jak Tetris Effect: Connected czy Hyper Light Drifter i efekt był równie wciągający.

Nie wyobrażam sobie powrotu do starego Switcha. Do tej pory zdecydowaną większość czasu przy konsoli spędzałem w trybie TV. Od czasu zakupu OLED Model gram jednak niemal wyłącznie w trybie handheld. Czy to po prostu dlatego, że chcę spędzić jak najwięcej czasu z nową zabawką? Być może. Ale obecnie absolutnie nie żałuję zakupu.

Czy jestem jednak w stanie polecić upgrade innym fanom Switcha? Tego już nie jestem pewny. Musicie pamiętać, że wcześniej korzystałem ze Switcha V1 – model ten charakteryzuje się najgorszym czasem pracy na baterii ze wszystkich wersji. Świadomość prawie dwukrotnie dłuższej gry w trybie handheld pomogła mi przełknąć wysoki wydatek, ale czas pracy OLED Model jest już identyczny co ten w modelu V2 wydanego w 2019 roku.

Gdybym posiadał wcześniej zaktualizowany model, możliwe, że nie zdecydowałbym się na przesiadkę. Inne dodatki: zwiększenie pamięci wbudowanej z 32GB do 64GB, lepszej jakości głośniki, stabilniejszy stojak i portu ethernet w stacji dokującej, to fajne bonusy, ale nie na tyle, aby mnie przekonały do upgradu. Pamiętać też należy, że OLED Model jest odrobinę szerszy od poprzednich wersji urządzenia – nie musi więc współpracować z już zakupionymi przez was akcesoriami (na przykład moje stare etui okazało się być zbyt ciasne). Może się to więc wiązać z kolejnymi wydatkami.

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.