Endless Ocean Luminous

Gdzie nas prąd poniesie.

Po w miarę udanym Another Code: Recollection Nintendo kontynuuje proces wyciągania z szafy swoich nieco już zapomnianych marek ery DS-a i Wii. Endless Ocean oraz Endless Ocean 2: Adventures of the Deep zapoczątkowały całkiem owocną współpracę między wydawcą a studiem Arika, które od tamtego czasu zdołało wydać całkiem imponującą liczbę udanych mniejszych produkcji na platformy Nintendo. W śród nich warto wspomnieć chociaż remastery z serii 3D Classics czy darmowe dla subskrybentów NSO Tetris 99, Pac-Man 99 i Super Mario Bros 35. (wciąż tęsknię). W końcu po 15 latach przyszła pora na wskrzeszenie podwodnej serii zapoczątkowanej na Wii i choć cieszy mnie sam fakt, że nawet tak niszowy cykl zdołał wypłynąć z powrotem na powierzchnię, Endless Ocean Luminous okazało się być niewykorzystanym potencjałem.

Nowy Endless Ocean, tak jak wcześniejsze części, pozwala nam na nieskrępowaną eksplorację głębin. Gra wrzuca nas do fikcyjnego akwenu o nazwie Veiled Sea z zadaniem zbadania jego tajemniczego ekosystemu. Gameplay sprowadza się więc do spokojnego podróżowania między dnem a taflą oceanu i skanowaniu wszelkiej napotkanej podwodnej fauny. Warto ostrzec wszelkich oceanologicznych świrów, że Endless Ocean nie jest grą realistyczną. Owszem, podczas naszych badań natkniemy się na sporą liczbę autentycznych zwierząt wyciągniętych niemal żywcem z encyklopedii. Nie brakuje tu też jednak odjechanych, lekko opartych na rzeczywistości stworzeń lub takich, które w naszym realnym świecie znamy jedynie dzięki zachowanym skamielinom.

To ciągłe poszukiwanie nieznanego wciąż pozostaje największą siłą Endless Ocean Luminous, przy czym jest to gra bardzo powolna. Została nastawiona na niemalże terapeutyczne doświadczenie, które nie wymaga od nas zbyt dużej uwagi. Po prostu jako nurek podróżujemy między rafami, wrakami zatopionych statków i podwodnymi klifami, skanując każdą napotkaną na naszej drodze formę życia, aby dodać ją do naszej kolekcji. W tej żmudnej, ale niespiesznej czynności jest coś kojącego, nawet jeśli na papierze jest do bólu prosta.

Celem Luminous jest zdecydowanie uchwycenie tych specjalnych momentów. Działa to, gdy po kilku minutaż żmudnego przeczesywania głębin nagle za naszym skafandrem słyszymy znajomy donośny odgłos, a po odwróceniu kamery widzimy ogromnego wieloryba, do którego możemy podpłynąć, aby przez chociaż moment potowarzyszyć mu w podróży po rafie w akompaniamencie promieni słońca przemykających przez taflę wody oraz ambientowej muzyki.

Niestety, te rzadkie ciekawe momenty są tylko kroplami w morzu monotonii. Tak jak wspomniałem – naszym celem w Luminous jest jedynie skanowanie wszelkiego rodzaju ryb i innych mieszkańców oceanu. Poziom interakcji z otoczeniem jest jednak praktycznie zerowy. Nie możemy w żaden sposób bawić się rybami, karmić ich czy chociażby pogłaskać. Nie istnieje tutaj też żadne zagrożenie – napotkane żarłoczne rekiny nawet nie zwracają na nas uwagi, a próba wpłynięcia do paszczy walenia zakończy się przeniknięciem na jego drugą stronę przez brak kolizji obiektów. Zwierzęta nie wchodzą w żadne interakcje nawet między sobą, więc nie liczcie na sceny polowań rodem z programów National Geographic. Jest to tym bardziej zaskakujące, że elementy te były obecne w drugim Endless Ocean, w związku z tym Luminous jest więc sporym krokiem w tył.

Nie mamy też żadnego wpływu na umiejętności naszego nurka. Między eksploracją możemy jedynie zmienić kolory skafandra. Szkoda, że nie zdecydowano się na systemy zmuszające nas do stopniowego ulepszania naszego wyposażenia, które mogłyby dyktować chociażby pojemność naszej butli z tlenem lub odporności na niskie temperatury (ponownie – podobne mechaniki były obecne w poprzedniku na Wii). Luminous mogłoby zostać całkiem ciekawym symulatorem nurkowania, ale twórcy zdecydowali się na ograniczenie interaktywności do absolutnego minimum, co jest trochę dziwną decyzją, biorąc pod uwagę roguelike’ową naturę samej eksploracji.

Mapy, które zwiedzamy, są generowane częściowo proceduralnie, a zwiedzać możemy je bez żadnych limitów w dwóch trybach zabawy – solowej lub online, gdzie do naszej gry dołączyć może maksymalnie trzydziestu innych graczy. Biorąc pod uwagę spore rozmiary generowanych map, pomoc innych nurków jest bardzo przydatna i to właśnie multiplayer wydaje się być głównym daniem Luminous. Co jakiś czas nasze HQ wręcza nam zadanie zeskanowania wyznaczonych obszarów, które zostaje wynagrodzone odwiedzeniem obszaru przez rzadkie “mistyczne” stworzenie. Spora grupa nurków znacznie przyspiesza ten proces, a dodatkowo gracze mogą wzajemnie oznaczać na mapie znalezione skarby lub zwierzęta. Uczucie pracy w grupie znacznie uatrakcyjnia zabawę, chociaż i wtedy ilość atrakcji potrafi się wyczerpać w ciągu kilkunastu minut, bo gra szybko zaczyna serwować te same zadania.

Tryb dla pojedynczego gracza wygląda w gruncie rzeczy tak samo, ale termin ważności odosobnionego doświadczenia jest znacznie krótszy. Endless Ocean Luminous posiada też co prawda tryb fabularny, ale ten okazał się być największym zawodem. Kampania jest podzielona na czasami absurdalnie wręcz banalne misje, których ukończenie zajmuje zazwyczaj kilka minut (wliczając w to proste dialogi). Ukończenie misji nie oznacza jednak automatycznego odblokowania kolejnej, bowiem progres w tym trybie jest sztucznie zablokowany za ilością zeskanowanych ryb w innych trybach. Obcowanie z trybem fabularnych sprowadza się więc do ukończenia jednej nudnej misji, powrócenia do swobodnego eksplorowania w innych trybach, skanowania absurdalnie wysokiej liczby stworzeń przez godzinę lub dłużej, ukończenia kolejnej kilkuminutowej misji i ponownego powrotu do skanowania. Grind całkowicie zabija jakiekolwiek tempo przygody.

Endless Ocean Luminous nie jest złą grą. Chociaż ironicznie jest to scuba diving sim pozbawiony głębi, wspólne oglądanie morskiego życia w towarzystwie potrafi wciągnąć – szczególnie w pierwszych godzinach. Powtarzalność rozgrywki, zawodzący tryb fabularny i niewielki wpływ gracza na otaczające go doświadczenie sprawia jednak, że zabawa bardzo szybko zaczyna się nudzić. To gra nastawiona raczej na krótkie sesje, do których możemy wskoczyć raz na kilka dni lub tygodni, aby stopniowo uzupełniać katalog o kolejne ławice i pocykać ładne zdjęcia (najlepiej z Philem Collinsem nucącym w tle).

Na koniec założę nawet na moment foliową czapeczkę i napiszę, że widząc system progresji, główne menu oraz nacisk za zabawę sieciową bliźniaczo przypominające te w innych grach Ariki na Switcha, nie zdziwiłbym się, gdyby okazało się, że nowe Endless Ocean także powstawało jako kolejny darmowy fant dla subskrybentów NSO, ale w którymś momencie producent lub Nintendo zdecydowali się na wydanie go w formie samodzielnego produktu. Dlatego naprawdę ciężko polecić nowe Luminous komukolwiek, a już szczególnie z uwagi na zatrważająco wysoką cenę.


Trudno powiedzieć…


Serdecznie dziękujemy ConQuest Entertainment
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry


Producent: Arika
Wydawca: Nintendo
Data wydania: 2 maja 2024 r.
Dystrybucja: cyfrowa i fizyczna
Waga: 5,01 GB
Cena: 209,80 PLN


Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *