ENDER MAGNOLIA: Bloom in the Mist

Dystopijna przyszłość, anime dziewczynka z wielkim toporem i dynamiczna walka, czyli wszystko, czego potrzeba w metroidvanii. Ale czy na pewno?

Zbierałam się do tej gry jak sójka za morze. Miałam wysokie oczekiwania i nie miałam pojęcia, czy po poprzedniej części następczyni do nich dorośnie, ponieważ Ender Lilies przykuła moją uwagę swoją melancholią oraz dynamicznym, elastycznym systemem walki. No i w końcu się zebrałam. Z początku fabuła i świat nie przyciągały. Akcja dzieje się w dalszej przyszłości niż poprzedniczka. Świat w Ender Magnolia czeka kolejna katastrofa: stworzone przez ludzi homunkulusy, które miały im pomagać, zaczęły wpadać w szaleństwo i mutować. Zadaniem bohaterki jest więc ratowanie rdzenia ich duszy przed kompletnym zniszczeniem i obłędem, a przy okazji przypomnienie sobie, kim właściwie jest i odkrycie wypartych wspomnień ze swojej przeszłości.

Jak widać w tym zarysie fabuły, Ender Magnolia raczej rozwija wypracowane w jedynce schematy niż wprowadza jakąś rewolucję. Pomimo zbliżonego zarysu fabuły, w Magnolii mniej jest emocji, mniejsza jest stawka, przez co wracałam do gry z lekką niechęcią. Przyciągnęła mnie jednak sama rozgrywka. Jak przystało na metroidvanię, pokonując zmutowane homunkulusy, dostajemy do dyspozycji nowe ataki i sposoby poruszania się. Arsenał jest dość spory: mamy potężny kontratak, broń podstawową w postaci miecza/kosy/wielkiego topora, bronie dystansowe, czy bardziej złożone ataki specjalne, takie jak godne samuraja diagonalne cięcie mieczem z przesunięciem. Możliwość dowolnego przypisania ataków do przycisków świadczy o dużej zalecie serii Ender, jaką jest elastyczność w podejściu do walk. Walka nie wymaga więc dobrze przemyślanego, tworzonego z pieczołowitością od pierwszych chwil builda, tylko stawia na pomysłowość doboru strategii. Co prawda jest pewna konieczność wyboru w zakresie wzmacnianych umiejętności (ale ograniczona, bo nie wszystkie przedmioty pozwolą ulepszyć wszystko), ale nie zabiera nam to możliwości działania. W przeciwieństwie do pierwszej części, tutaj odniosłam wrażenie, że nie ma żadnej uniwersalnej strategii i rzeczywiście muszę wachlować dostępnymi atakami, by były odpowiednio dobrane do przeciwnika. „Wadą” tego rozwiązania jest to, że znalezienie strategii-klucza może oznaczać rozgromienie bossa w parę minut bez większych przeszkód, co jednak dla mnie było satysfakcjonujące.

Ender Magnolia jest dość trudną metroidvanią, która stawia na zręcznościowe unikanie oraz odparowywanie ataków, a nie na ciężkie wyposażenie (ekwipunek w ogóle jest dość szczątkowy). Paski życia przeciwników są monstrualne, ale tempo walk pozostaje szybkie i zwiewne – to był jeden z głównych czynników, które przyciągnęły mnie do pierwszej części i nadal jest atrakcyjny. Tempo utrzymuje i podbija też rozszerzony arsenał dostępnych ruchów. Podstawowe umiejętności, takie jak unik, podwójny skok czy odbijanie się od ściany odblokowuje się dość szybko i nie musimy spędzać połowy gry na odzyskiwaniu swojej mobilności. Za to im dalej, tym ciekawiej – odblokowanie niszczących ścian szarży, gigantycznych wyskoków w górę czy odbijania się od ścian niczym z procy pokazuje w zupełnie nowym świetle eksplorację poziomów. Lokacje też mają swoją specyfikę: bywają podwodne, przepełnione pułapkami, wymagające przemieszczania się za pomocą labiryntu magicznych przejść…

A propos poziomów… ich design bywa naprawdę piekielny. Wszystkie lokacje przypominają labirynt, są gigantyczne, nawet szeregowi przeciwnicy potrafią uśmiercić dwoma ciosami, a metroidvania staje się bullet hellem. Niestety, w rezultacie ma się ich dość jeszcze przed rozpoczęciem fazy ponownego eksplorowania z użyciem uzyskanych umiejętności. Dodatkowo, moim zdaniem, plansze jednak są trochę zbyt duże. Zwłaszcza, że sama Ender Magnolia nie należy do krótkich gier, a jej świat podzielony jest na trzy wielkie sektory, które różnią się swoją specyfiką i poziomem trudności. Słyszałam narzekania na to, że gra jest łatwiejsza niż poprzednie części i o ile podczas ogrywania pierwszego piętra jeszcze bym się z tym zgodziła (bossowie padają po rozsądnym czasie oraz ilości włożonego wysiłku), to potem trudność rośnie logarytmicznie i znów pojawiły się walki, które potrafiły mnie prześladować tak długo, że aż wstyd się do tego publicznie przyznawać. Jednocześnie były to walki, które uczciwie reagowały na moją uważność, sprawność i strategiczne myślenie, w związku z czym przedzieranie się przez nie było naprawdę satysfakcjonujące.

W tym sequelu zabrakło mi tylko narracyjnej iskierki – poznajemy historię świata przez pozostawione notatki, rozmowy ze zgromadzonymi duszami homunkulusów oraz wgląd w przebłyski z ich tajemniczej przeszłości. Dowiadujemy się, jaki związek ma protagonistka obecnej gry z główną bohaterką Ender Lillies. Wszystko to brzmi niby całkiem ciekawie, ale jednak świat przedstawiony nie ma w sobie takiego ciężaru, co wcześniejszy i szczerze, mało mnie interesowała ta dość szczątkowo i fragmentarycznie zarysowana fabuła. To był jeden z powodów, przez które przechodzenie Ender Magnolia mnie strasznie zmęczyło – po prostu zabrakło mi tej narracyjnej motywacji do poznawania i odkrywania tego świata.

Nadal swoje robi oprawa audiowizualna, zaskakująca przede wszystkim nietypowymi dźwiękami – to wyjątkowa gra, w której można rozgramiać wielkie potwory do emocjonalnych utworów na pianinie. Wygląda również dobrze: animacjom ataków towarzyszy przyzywanie konkretnych homunkulusów, projekty przeciwników nie powtarzają się nawet na ostatnich etapach, każdy z regionów do zwiedzania ma swoją specyfikę i intryguje designem nie tylko samej przestrzeni, ale również wyglądem. Do tego wszystko działa płynnie i ani razu się nie zawiesiło. Twórcy zadbali też o różne rozwiązania z zakresu quality of life i do dyspozycji mamy podgląd mapki do włączenia od zaraz i opcję szybkiej podróży.

Podsumowując, Ender Magnolia: Bloom in the Mist to dobre 35-40 godzin metroidvaniowej rozgrywki, która sprawia niesamowitą przyjemność gameplayem i poziomem wykonania, natomiast narracyjnie brakuje jej czegoś, co przykuwałoby do ekranu. W związku z tym „jedynkę” polecam bardziej, ale i tę część można z przyjemnością przejść.


Polecamy!


Serdecznie dziękujemy Binary Haze Interactive
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry


Producent: Live Wire, Adglobe
Wydawca: Binary Haze Interactive
Data wydania: 22. stycznia 2025 r.
Dystrybucja: cyfrowa i fizyczna
Waga: 3.6 GB
Cena: 105 PLN

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *