Fast Fusion

Nintendo, tak ma wyglądać nowe F-Zero.

Fast RMX był produkcją znakomitą, ponieważ nie tylko świetnie zaprezentował się jako tytuł startowy dla Switcha (kojarzył się z vitowym Wipeoutem), ale również dawał sporo radości w kolejnych latach. Piękna grafika, znakomity gameplay, 36 tras, tryby online – ten tytuł miał wszystko. Maniak wystawił grze mocne 8/10, a ja z niecierpliwością czekałem na premierę Switcha 2. Chrzanić Mario Kart – to Fast Fusion był moim najważniejszym tytułem startowym.

Gra na screenach jest piękna tylko w „bezruchu” – ale na żywo robi ogromne wrażenie przez cały czas.

Podstawy są te same – pędzimy z ogromną prędkością po zakręconych trasach, zbierając przy tym kule z przyspieszeniem i zmieniając „kolor”, by zyskać jeszcze więcej prędkości na specjalnych polach. Liczy się czysty skill – przeciwników żadną bronią nie załatwisz, możesz ich jedynie obrócić ,przyspieszając lub spadając im na dach. Największą pozytywną nowością w gameplay’u jest możliwość samodzielnego skakania – rzecz niezwykle istotna dla wygrywania na wyższych poziomach prędkości. Bez skoku nie pozbieramy dopalacza, nie użyjemy też znaczących skrótów. Wiąże się z tym mechanizm „wysokie ryzyko, wysoka wygrana”, bowiem często i gęsto źle wymierzony skok kończy się wybuchem, co przełoży się na stratę wywalczonej pozycji.

Mam też wrażenie, że studio Shin’en dość mocno popracowało nad modelem jazdy i dostosowało do niego trasy. Poprzednia część potrafiła być aż zbyt szybka (bo wiecie, seria nazywa się „Fast”, huehuehue), przez co obijanie się od ścian czasem zbyt wąskich tras było na porządku dziennym. Tutaj nie dość, że pole jazdy jest zazwyczaj trochę szersze, to i kontrola nad pojazdem jest zdecydowanie prostsza. Zmiana zdecydowanie na plus, gracz ma bowiem więcej „władzy w rękach”. Dodatkiem jest tytułowa możliwość łączenia pojazdów, by uzyskać lepszą hybrydę – właściwie pierdoła, która kończy się na wygooglowaniu najlepszych połączeń pasujących do naszego stylu gry, ale jednak przyjemna.

Jeden z moich ulubionych skrótów – dobrze widoczny, łatwo tam wskoczyć, ciężko się rozbić. Same plusy!

Na jakość tras też nie można narzekać. Niemal każda z nich prezentuje zupełnie inny biom oraz unikatowe dla siebie przeszkody. Guriin Paaku zmusza nas do lawirowania między wiatrakami wentylacyjnymi, Alpine Trust zmusza do zbierania przyspieszeń w powietrzu i unikania lodowych sopli, a Kuiper Outpost przenosi nas w przestrzeń kosmiczną gdzie przeszkodami są elementy stacji kosmicznej. Każda trasa to różne wyzwania – musimy unikać przeróżnych przeszkadzajek, zbierać przyspieszenie i dobrze planować skróty, by wysunąć się na pierwsze miejsce. Zróżnicowane krajobrazy to też przepis na brak nudy – projekty tras zakładają gdzieniegdzie ruchome elementy teł, a i o pustce w otoczeniu nie ma mowy.

Zbliżając się ku końcowi zachwytów muszę jeszcze wyrazić kilka zdań pochwalnych dla grafiki. Jasne – DLSS jest w użyciu, a w trybie przenośnym widać smużenie charakterystyczne dla ekranu Switcha 2. Nie zmienia to faktu, że szczególnie w doku nie mogłem uwierzyć w to, co zobaczyłem. Fast Fusion wygląda w ruchu wręcz fenomenalnie, oferując ostry obraz i piekielnie płynną rozgrywkę w 60-ciu klatkach (nawet przy czterech graczach – ucz się Nintendo!). Screeny tego zbyt dobrze nie oddają, bo statyczne obrazki wskazują na rozmazane otoczenie, lecz w ruchu zupełnie to nie przeszkadza, a wręcz uwydatnia poczucie prędkości. Warto dodać, że twórcy wciąż pracują nad optymalizacją gry – dodano tryb „Pure” porzucający DLSS (zdecydowanie polecam – rozpikselowane screenshoty pochodzą jeszcze sprzed wprowadzenia tego trybu), a w wywiadach twórcy mówili, że przyjrzą się, czy możliwy do wprowadzenia będzie też tryb 120 klatek. Jest moc!

Punktowy remis na koniec mistrzostw rozpatrywany jest na korzyść gracza – całe szczęście, bo włosów na głowie miałbym dużo mniej 🙂

Słyszeliście pewnie takie powiedzenie „Kto daje i odbiera, ten się w piekle poniewiera”. I niestety trzeba powiedzieć to głośno – Fast Fusion jest względem poprzednika okrojony. Mogę zachwycać się grafiką i poczuciem prędkości, płynnością i radością z gry, trzeba jednak pamiętać, że istnieje też Fast RMX i pod kilkoma względami jest lepszy. No bo ile wolicie mieć tras – 15 czy 36? Może i mniejsza ilość to lepsza jakość, ale pod względem samej liczby wyścigów czy czasu, który poświęcić musimy, by poznać wszystko, jesteśmy okrojeni z niego o połowę. Chociaż przepraszam, chcąc zdobywać pierwsze miejsca skazani jesteście na wielogodzinny grind, przeciwnicy bowiem nie grają czysto i tzw „rubberbanding” jest przepotężny i przeciwnicy potrafią dogonić nas w niemożliwym do osiągnięcia tempie. Jeśli chodzi natomiast o tryby, mamy te same, co w Fast RMX – standardowy puchar, tryb hero (gdzie boost to nasz pancerz i nie możemy się rozbić), wyzwania czasowe i… Moment, a gdzie się podział online?

Screen jeszcze sprzed wprowadzenia trybu graficznego „Pure” – nadal jest dobrze, ale widać piksele.

Online’a klasycznego nie ma – możecie się bawić ze znajomymi przez Gameshare, który co prawda pozwala pograć nawet na pierwszym Switchu, ale jakość obrazu woła o pomstę do nieba i zdecydowanie nie polecam tej formy zabawy. Brak online tłumaczy chyba cenę – Fast Fusion kosztuje tylko 60 zł (a więc taniej niż poprzednik) i za nią dostarcza więcej niż trzeba. Może i ponarzekałem trochę na cięcia czy niesprawiedliwy poziom trudności, ale zdecydowanie nie żałuję ani mojego czasu, ani tym bardziej pieniędzy, które wydałem na tytuł Shin’en Multimedia. W tej cenie dzisiaj nawet pakietu kino+popcorn nie dostaniecie, a seria Fast to żywy dinozaur – takich gier prezentujących wysoki poziom produkcyjny raczej już nie ma. Dobra, Sony, Nintendo, teraz proszę wskrzesić WipeOuta i F-Zero!

Pisząc recenzję, przypomniał mi się FLASHOUT 3 na pierwszego Switcha. Brrrrr…..


Opinia: Maniak

Shin’en Multimedia po raz kolejny pokazało, że, pomimo bardzo małych rozmiarów, jest studiem, które potrafi wyciskać ostatnie soki ze sprzętu Nintendo. Fast Fusion to tak naprawdę pierwsza zupełnie nowa odsłona serii od 10 lat (Fast RMX był mimo wszystko bardzo rozbudowanym portem Fast Racing Neo na WiiU) i jeśli chodzi o czysty pokaz możliwości graficznych nowej konsoli, gra jest w stanie rywalizować nawet z ekskluzywnymi pozycjami pochodzącymi bezpośrednio od Nintendo. Wszystkie trasy – również te przeniesione z poprzedniej odsłony, zostały zbudowane od zera i prezentują się znakomicie. Fast Fusion sprawia wręcz miejscami wrażenie tech dema prezentującego, jak dobrze najróżniejsze odjechane środowiska potrafią wyglądać na Switchu 2.

Nie oznacza to jednak, że rozgrywka przejmuje przez to rolę drugoplanową. To wciąż Fast, który znam i kocham, a garść nowych mechanik – takich jest rezygnacja ze skoczni na rzecz możliwości wzbijania się bolidami w powietrze w dowolnym momencie, dodaje zabawie dodatkowej głębi i pozwala na tworzenie niemożliwych do tej pory skrótów. Brakuje na ten moment jedynie prawdziwego trybu sieciowego, ale biorąc pod uwagę spore wsparcie popremierowe, ta dziura powinna być z czasem załatana.

Fast Fusion to świetne przywitanie nowej platformy przez Shin’en i nie mogę się doczekać, aby zobaczyć, co jeszcze ten ambitny zespół szykuje dla Switcha 2 w przyszłości.


Polecamy!


Producent: Shin’en
Wydawca: Shin’en Multimedia
Data wydania: 5 czerwca 2025
Dystrybucja: cyfrowa
Waga: 3,8 GB
Cena: 60 zł
Platformy: Switch 2


Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *