No Sleep For Kaname Date – From AI: THE SOMNIUM FILES

A-ssety w recyklingu.

Zarówno jedynka, jak i dwójka AI: THE SOMNIUM FILES generalnie przypadły mi do gustu, chociaż było tam sporo głupot, jak na teoretycznie poważniejsze historie. Jeśli jeszcze nie znacie tych gier, zachęcam do przeczytania ich recenzji u nas. Jeśli koncepcja Wam się spodoba, zdecydowanie najpierw trzeba ograć jedynkę, potem dwójkę i bez tych dwóch na koncie nie podchodźcie do No Sleep for Kaname Date. A tak ogólnie, to przypuszczalnie w ogóle możecie ten spin-off pominąć.

A jeśli nie znajdziesz, to Iris umrze!

Dla mnie seria jest w porządku, ale nic ponad to, mimo to wciąż byłem ciekaw, co tym razem zostanie zaprezentowane przez tę ekipę twórców. Po odpaleniu gry mój zapał szybko opadł, bo od razu pojawił się podobny motyw otwarcia, który był w dwójce (podanie imienia sprawcy do rozgałęzienia). Potem pojawił się pierwszy escape room i cała ta idea porwania idolki internetowej przez ukształtowaną na reptiliankę kobietę był tak bardzo nieprzekonujący… Przy okazji próby wydostania się z zamknięcia poprzez rozwiązywanie zagadek zastanawiałem się, jakim cudem Date przez rozmowę telefoniczną widzi, co tam się dzieje, ale pewnie nic nie widział, wbrew dialogom, bo co rusz pytał, co się stało. Następnie weszła sekcja detektywistyczna, w której przeskakujemy do Datego i Aiby, aby prowadzić śledztwo. Proces jest już dobrze znany, czyli przemieszczamy się z lokacji do lokacji aż przyjdzie pora przejść Somnium. Zobaczyłem wtedy dużo ponownie wykorzystanych assetów, co jeszcze potwierdziła potem kolejna taka sekcja. Dłuższy czas zajęło mi też ustalenie linii czasowej, w której rozgrywa się ta część i w końcu wyszło na to, że właściwie dzieje się zaraz po jedynce.

Hina jest nową operatorką maszyny do Somnium i odegra tu ważną rolę.

Ostatecznie wytrzymałem z No Sleep for Kaname Date do połowy drugiego Somnium. Wszystko dlatego, że żaden z elementów rozgrywki nie był w stanie utrzymać mnie w wystarczającym zainteresowaniu, bym chciał dotrzeć do końca. Fabuła kręcąca się wokół porwania Iris i tajemniczej kapsuły z niezidentyfikowaną osobą w środku nie tworzy wystarczająco ciekawej historii. Może trzeba być prawdziwym fanem tajemnic do rozwiązania, żeby chcieć się dowiedzieć, co się stało? Chociażby dla zasady? Jeśli tak, to zdecydowanie nim nie jestem. Już nirvanA Initiative potrafiła mnie męczyć swoją historią, ale wciąż bazowa zagadka była całkiem interesująca. Tu tego nie ma, bo No Sleep for Kaname Date to tylko zapychacz bez solidnego rdzenia fabularnego. Dodatkowo postaci przedstawione w AI: THE SOMNIUM FILES nie są aż tak interesujące, by warto było poświęcić czas na grę tylko dla nich.

Escape roomy często wymagają współpracy, i tak też jest tutaj.

Somnium nadal jest najciekawszą koncepcyjnie rzeczą w tej grze, ale żeby warto było się z nim bawić, podstawa fabularna musi być solidna, a że tu jej nie ma, to cóż. Ostatnim elementem, który mógłby być powodem do zatrzymania się przy tej grze aż do końca mogłyby być escape roomy. Nie powiem, są jako tako ciekawe i można przy nich pomyśleć (są trzy skale trudności – różni je czas i liczba podpowiedzi). Dwa ze, zdaje się, pięciu przeszedłem i mam wrażenie, że przez większość czasu nie były specjalnie trudne. Jednak w obu przypadkach jednak miałem problem z finałem i musiałem sięgnąć po poradnik. Na rozwiązanie pierwszego niemal wpadłem, tylko nie pomyślałem o jednej cyfrze w dwóch wersjach (kwestia prezentacji), a w drugiej kompletnie nie miałem pojęcia, czego ode mnie chcą. I tak sobie myślę, że jest jedno grono odbiorców, do których ta produkcja może trafić i są nią osoby, które zarówno lubią visual novele, jak i rozwiązywanie łamigłówek. Poprzednie części były bardziej detektywistyczne pod kątem historii. Zagadek do rozwiązania w nich nie brakowało, lecz były interesująco wplecione w rozwój wydarzeń. Natomiast No Sleep for Kaname Date daje im oddzielne, bardziej rozbudowane sekcje, ale nie ma przy tym intrygującej otoczki śledztwa do rozwiązania. Jasne, jest jakieś, ale takie totalnie bzdurne i mało wciągające.

Aiba nigdy nie jest bezpieczna w cudzym śnie.

Gry może i nie przeszedłem, ale Spike Chunsoft dał nam po kodzie na trzy platformy (pytałem, nie było opcji giveawaya), w związku z tym sprawdziłem, jak No Sleep For Kaname Date – From AI: THE SOMNIUM FILES działa na trzech platformach: obu Switchach i Steam Decku.

Zacznijmy od Switcha 2, bo z nim spędziłem większość czasu. Cóż powiedzieć, obraz na handheldzie wygląda świetnie – żywe kolory, full HD, ostre krawędzie itd. Problem w tym, że sekcje 3D kręcą się bardziej w okolicach 30 klatek. Ewentualnie mają duże spadki z większej wartości. Tak czy inaczej generalnie trudno mówić tu o płynności. Natomiast czas pracy baterii wypada bardzo słabo – potrafi paść po dwóch godzinach… Gdyby ktoś chciał grać na dużym ekranie, to może wybrać opcję „quality”. Nie miałem okazji jej wypróbować, ale coś czuję, że wyższa jakość obrazu jeszcze bardziej odbije się na fps-ie.

Steam Decka sprawdziłem głównie z powodu pracy baterii, bo te dwie godziny dla visual noveli, nawet z elementami rozgrywki w 3D, to nieśmieszny żart. Na handheldzie Valve gra działa w 720p, ale za to przy już 6W TDP można grać nawet 4,5 godziny, co jest znacznie lepszym czasem. Switch 2 ma niewątpliwie lepszy ekran, ale jako że nirvanA Initiative ograłem na Decku, miałem wrażenie po prostu kontynuacji jakości, która i tak była znacznym skokiem względem ogrywania jedynki na pierwszym Switchu.

I skoro mowa o Switchu, to tu mamy króla baterii – nawet pięć godzin w trybie przenośnym. Obraz jest jak najbardziej w porządku, nawet w sekcjach 3D. Tak właściwie mam wrażenie, że był niedaleko pod względem jakości do tego, co widziałem na Decku. Tu jednak nie macie co liczyć na wyższe klatki, 30 to będzie maks i pod kątem płynności ta wersja jest zbyt blisko znacznie potężniejszego Switcha 2…

Klasyczny Date. A jak się zrobi ten rentgen kilka razy, to się zapomni i dostanie opieprz, hehe.

No Sleep For Kaname Date – From AI: THE SOMNIUM FILES ma dodatkową zaletę – nie jest wyceniony jak pełna, większa produkcja. Powodem jest to, że jest dwa razy krótsza niż poprzednie części i miło, że wydawca nie połasił się na większą kwotę. Wyjaśnienia jednak wymaga cena na Steamie (185 PLN), bo w końcu rzadko się zdarza, żeby tam wydana gra była droższa niż w eShopie Nintendo. Pogadam o tym z przedstawicielem firmy.

Natomiast co do tego, czy w ogóle warto brać się za tę grę… Widzę tylko dwie grupy ewentualnie zadowolonych graczy. Przede wszystkim są to fani miksu powieści wizualnych z łamigłówkami do rozwiązania. Następni w kolejce są najwięksi miłośnicy serii AI: THE SOMNIUM FILES. Wielbicieli prac Kotaro Uchikoshiego nie będę liczył, bo tu tylko nadzorował scenariusz. Tak więc ogólnie…


Trudno powiedzieć


Serdecznie dziękujemy Spike Chunsoft
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry


Producent: Spike Chunsoft
Wydawca: Spike Chunsoft
Data wydania: 25 czerwca 2025 r.
Dystrybucja: cyfrowa
Waga: 9,1 GB
Cena: 160 PLN (eShop)
Platformy: Nintendo Switch 2, Nintendo Switch, PC

Zapraszamy również do przyczyniania recenzji innych gier z serii: AI: The Somnium Files, AI: THE SOMNIUM FILES – nirvanA Initiative.

Nintendo Switch 2

Nintendo Switch

Steam Deck

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *