JoyGrip od Savage Raven
Grip z ładowaniem dla wybrednych.
Nie jestem fanem łączenia Joy-Conów w gripie. Przed telewizorem zdecydowanie bardziej wolę ergonomię czy to Pro Controllera, czy pada od 8bitdo. Mam dość duże dłonie, a takie maleństwa po prostu źle mi się trzyma. JSAUX próbowało temat ugryźć inaczej, tworząc rozchyloną konstrukcję uchwytu, jednak robotę tam zrobiły głównie gripowe wypustki i po prostu było lepiej ich używać w trybie przenośnym Switcha 2 dla poprawy jego ergonomii. Savage Raven podchodzi do tematu bardziej konserwatywnie, ale z twistem.

Najważniejsza część produktów Savage Raven – wymieniane uchwyty – wyraźnie odróżniają ich produkty od konkurencji.
Konstrukcja produktu Savage Raven jest bardziej klasyczna i przypomina trochę grip dodawany do pierwszego Switcha. Należy jednak pamiętać, że Joy-Cony od pierwszego pstryka wsuwaliśmy od góry w szyny – Switch 2 ma magnesy, a kontroler wkładamy od boku. W omawianym gripie do przyjemniejszych odczuć na pewno należy zaliczyć pewniejszy chwyt – mamy większą dowolność w ułożeniu dłoni i palców, a konstrukcja wydaje się solidna. Ważnym patentem, znanym już z Fission Gripa od tej samej firmy, są wymienne uchwyty. Jeśli nie pasuje Wam konkretny kształt, możecie bez problemu wymienić go na inny. Ta elastyczność może być szczególnie przydatna, gdy ze Switcha korzysta kilka osób – dorosły mężczyzna będzie potrzebował trochę innej ergonomii, niż jego kilkuletnie dziecko. Ta definiująca grip cecha sprawia, że produkt nie jest tylko kierowany do konkretnej niszy osób, które mają konkretną potrzebę dostosowania chwytu dla różnych członków rodziny. Sam mechanizm wymiany uchwytów jest identyczny jak we wspomnianym wcześniej Fission Gripie, będąc jednocześnie kompatybilnym z innymi produktami od Savage Raven. Nakładki wymienia się łatwo, ponieważ nie trzeba używać jakoś dużo siły przy wysuwaniu i wsuwaniu nakładek. Nie widzę też możliwości, by te samodzielnie wysunęły się w trakcie rozgrywki – mocowanie jest bardzo solidne.

Wizualnie JoyGrip prezentuje się solidniej niż grip od Nintendo – nie ma tutaj pustych przestrzeni.
Ergonomia nie idzie niestety w parze z praktycznością. Oficjalny grip od Nintendo ma bardzo „otwartą” strukturę dostosowaną do mechanizmu łączenia Joy-Conów przez magnes. Ot, porty są całkiem odsłonięte po bokach, ułatwiając wkładanie i wyjmowanie kontrolerów z gripa. Magnesy są też na tyle mocne, że pad trzyma mocno i ciężko Joy-Cona wyrwać siłą. Uchwyty dodawane do zestawu JoyGripa mocno „wystają” na front urządzenia sprawiając, że musimy gimnastykować się z wkładaniem kontrolera pod kątem. Możemy sobie sprawę ułatwić zdejmując uchwyt, no ale nie ukrywajmy, kto będzie robił to za każdym razem gdy trzeba włożyć lub wyjąć Joy-Cona? Dodatkowo magnesy (podobnie jak w gripie od JSAUX) nie są zbyt mocne, co niszczy trochę wrażenie naprawdę solidnego akcesorium. Domyślam się, że ma to ułatwić wyjmowanie kontrolera przy „zabudowanym” uchwytem kontrolerze, niemniej nie zostawia zbyt dobrego wrażenia.

Joy-Cony trzeba wkładać „pod kątem” – założone uchwyty uniemożliwiają komfortowe wkładanie i wyjmowanie kontrolera.
Do tego testu udało mi się Joy-Cony rozładować całkowicie (co nie jest łatwe, w końcu bateria w nich trzyma naprawdę porządnie). Kontrolery naładowały się do pełna w lekko ponad dwie godziny, ciągnąc z sieci około 1W na Joy-Con. JoyGrip jasno sygnalizował status ładowania – czerwona dioda po konkretnej stronie wskazywała na trwające ładowanie. Gdy ładowanie się zakończyło, dioda świeciła na zielono. Prosto, czytelnie – czyli dokładnie tak jak należy.

Czerwone – ładuje. Zielone – naładowane. Brak diody – brak kontrolera. Proste.
Zostaje nam kwestia opłacalności. Strona Savage Raven działa w dziwny sposób – po dodaniu produktów do koszyka i wybraniu kraju dostawy usuwa ze swojej strony promocje, zmieniając też podstawowy koszt produktu. Ja za cenę podstawową przyjmuję tę, która widnieje bez logowania się i podawania danych, po odjęciu promocji. Na przykładzie poniżej będzie to cena „przekreślona”.

Górna cena bez podania danych do wysyłki; niżej – już po podaniu adresu. Niby promocja się kończy, ale dalej jest taniej niż przy „pełnej” cenie.
Podstawowy pakiet z uchwytem to 29 dolarów, czyli 110 złotych – nie jest tragicznie. By w pełni cieszyć się możliwościami wymiennych uchwytów, trzeba je dokupić – nie ma bowiem opcji pełnego zestawu. To z kolei kolejne 20 dolarów – a więc 73 złote. Należy też dodać 23% VAT, bowiem ceny z frontu sklepu go nie zawierają – i mamy już 225 zł. To dużo – lekko dokładając kupimy wspomnianego pada od 8bitdo czy Pro Controllera do pierwszego Switcha (który sprawdza się w domowym graniu o niebo lepiej niż Joy-Cony połączone gripem). A za prawię stówę taniej mamy oficjalny grip od Nintendo – może bez wymienialnych uchwytów, ale za to z dodatkowymi przyciskami z tyłu.
JoyGrip od Savage Raven jest moim zdaniem dobrym wyborem dla osób, które zainwestowały lub chcą zainwestować w cały „ekosystem” akcesoriów tej firmy. Gracz może znaleźć uchwyt dla siebie, przenieść te doznania swobodnie między trybem zadockowanym i przenośnym, a potem zmienić chwyt dla innego członka rodziny. Jako całkowicie osobny produkt w pełnej cenie wolałbym chyba produkt od Nintendo – koszt podobny do JoyGripa z podstawowym uchwytem, a dodatkowe przyciski z tyłu potrafią się do czegoś przydać.

Serdecznie dziękujemy firmie Savage Raven
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego produktu












Najnowsze komentarze