Legacy of Kain: Ascendance
Prequel, którego się nie spodziewaliśmy, okazał się tak bardzo zbędny w tej formie…
Na fali remasterów serii Legacy of Kain, a dokładniej Soul Reaver 1 & 2 oraz Defiance, Crystal Dynamics postanowiło dać graczom nową produkcję w wampirzym cyklu. Jednak jako że oryginalne gry były już dość leciwe, obstawię, że firma nie chciała ryzykować pełnoprawnym 3D z wyższym budżetem i postanowiła zlecić stworzenie kolejnej odsłony cyklu mniejszemu studiu oraz pójść w 2D. Niestety decyzja ta dała mizerny efekt.
Byłem dość świeżo po ograniu obu remasterów, więc generalnie ucieszyło mnie, że powstała nowa gra traktująca o losach Kaina i Raziela. Ekipa tworząca Legacy of Kain: Ascendance oczywiście wykorzystała obie te postaci, ale jednak nie są bohaterami pierwszoplanowymi. Za taką postać trzeba uznać wampirzycę Elaleth, która, jak się okazuje, jest siostrą Raziela. Zdziwieni? Ja też byłem, no ale akcja omawianej gry służy jako prequel do wydarzeń rozpoczynających Soul Reaver, więc teoretycznie jest na nią miejsce w kanonie. Sęk w tym, że cała konstrukcja Elaleth jest tak bardzo nieprzekonująca… Przede wszystkim jej sposób bycia, mówienia (pod kątem słów i głosu) bardzo odbiega od, hm, poetyckiego sposobu wypowiadania się postaci już nam znanych. Wampirzyca jest po prostu zbyt współczesna na ten klimat. Gdyby chociaż dostała brytyjski akcent, zamiast płaskiego amerykańskiego, wrażenie mogłoby być trochę inne, ale nie. Trochę lepiej wypada druga nowa w uniwersum postać – Ky’Set’Syk, który jest swego rodzaju magiem pomagającym Elaleth. Jego akcent bardziej wpadający pod rosyjski już bardziej tu pasuje, lepiej też u niego wypada stylistyka wypowiedzi, ale też trudno pozbyć się wrażenia współczesnego głosu, gdy słucha się jego wypowiedzi. Zresztą stylistyka wyglądu obu tych postaci też zauważalnie odstaje od pierwotnej bazy.

Legacy of Kain: Ascendance zostało podzielone na 12 rozdziałów, ale rozwleczone dialogi sprawiają, że część fabularna zajmuje mniej więcej tyle czasu, co sama rozgrywka. Zresztą, kilka rozdziałów to tak właściwie tylko gadanie, więc trudno o inne wrażenie. Cały motyw fabularny polega na tym, że Elaleth wyrusza na drogę zemsty, a jej celem jest jej brat, Raziel, który nadal ma ludzką formę i służy jako Serafin. Na skutek różnych działań i manipulacji (wampirzyca jest zaskakująco dobrą manipulatorką, co też jest mało przekonujące), zobaczymy kolejne etapy przemian Raziela aż do jego finalnej, zasuszonej formy. A skoro o niej mowa, to za cholerę nie wiem, dlaczego w ogóle pojawia się w drugim rozdziale i pomaga swojej ludzkiej wersji dostać się do Janosa przed jego pierwszą śmiercią. Kompletnie nie pasuje to do wydarzeń z poprzednich gier i wprowadza to tylko niepotrzebne zamieszanie.
Dodatkowym zamieszaniem, które wprowadzają twórcy, jest kompletny brak jedności stylistycznej. Żeby nie było, bardzo lubię mieszanie koncepcji, ale pod warunkiem, że generalna wizja jest spójna. Tu jest po prostu nasrane różnymi pomysłami. Najlepiej wypada bazowy dla rozgrywki pixelart. Zwykle dialogi są prowadzone z nim jako tłem, wtedy wizerunki postaci pojawiają się jako lekko animowane rysunki. O ile jeszcze stare postaci w tej stylizacji się bronią, tak, jak już wspomniałem, Elaleth i Ky (wampirzyca nawet tak do niego mówi; a teraz wyobraźcie sobie, że Kain do Raziela zwraca się „Raz”…) rażą współczesnością. Pojawiają się jeszcze dwie sekcje, w których grafika jest przedstawiona w 3D, jedna jest „grywalna” tylko dlatego, że trzeba odpowiedzieć na kilka pytań, druga tylko służy jako wstawka fabularna. O ile rozumiem stylistyczną próbę, tak wygląda po prostu paskudnie, jakby jeszcze sprzed ery PSX-a. Potem jakoś w dwóch miejscach wyskakują plansze przedstawiające wspólną przeszłość rodzeństwa – te są jeszcze gorsze niż wstawki 3D, bo wyglądają, jakby mało wprawny rysownik zrobił je w Paincie. Wisienką na torcie są pojawiające się na końcu animacje. Jakościowo są mocno przeciętne, choć muszę przyznać, że scena z rozpłataniem czaszki wyszła spoko, więc choć tyle na plus.
Nie jest lepiej z muzyką. W znacznej mierze za audio służy industrialny metal i jakiś gotycki metal czy coś tego typu, czasem wbija muzyka pod mroczniejsze średniowiecze. Nieraz jest to wszystko zbyt przepompowane pod to, co się akurat dzieje i znów po prostu nie pasuje do generalnej koncepcji przez ten miks. Efekty dźwiękowe mogą być. W przypadku aktorów głosowych, poza już wspomnianymi, mogę tylko pochwalić, że powrócili odtwórcy Raziela i Kaina. Jednak u Raziela pojawia się mocny dysonans, gdy mówi w ludzkiej formie – ewidentnie głos aktora postarzał się przez te 20 lat od ostatniej części i dziwnie się słucha „młodego-starego” Raziela. Co ciekawe, aktor głosu Kaina utrzymał ten sam poziom tonacji.
Rozgrywka również jest słaba. Przede wszystkim kuleje sterowanie, a już szczególnie używanie skrzydeł przez Elaleth i Raziela. Zwłaszcza u tego drugiego wygląda to żałośnie, skoro postać ma epatować dumą z ich posiadania, a lata jaka pijana ćma. Poza tym woda jest dziwnie magnetyczna… Spokojnie powinien być czas, żeby się nad nią jeszcze wznieść, ale nie, gdy jesteśmy kilka centymetrów nad nią, przycisk wzlotu wydaje się już po prostu nie reagować i trzeba zginąć… Ogólnie sekcje platformowe nie dają żadnej radości przez toporność sterowania, poza tym tak nudno zaprojektowanych platform i przeszkód nie widziałem już dawno w produkcji 2D.
Walka jest w głównej mierze irytująca. W trakcie Legacy of Kain: Ascendance poprowadzimy Elaleth, Raziela w dwóch formach i Kaina. Wszyscy tak właściwie tylko machają szabelką poprzez jeden ruch oraz atakują z naskoku (wyjątkiem jest Raziel w ludzkiej formie). Gra oferuje pięć poziomów trudności i zacząłem na normalu. Po jakoś pięciu planszach zirytowałem się ciągłym cofaniem do ostatniego checkpointu (jest ich sporo) i to nie z powodu potyczek, a notorycznym traceniu części zdrowia na masie płomieni czy wpadaniu do wody, co potem odbijało się na walkach. Po zrzuceniu trudności na łatwą (jest jeszcze jedna niższa) w niektórych sekcjach odkryłem, że można po prostu lecieć przed siebie i tylko czasami pojawiały się walki z mobami, które trzeba ubić, żeby gra puściła mnie dalej. A, gdyby komuś chciało się zebrać wszystkie zwoje, to dodatkową irytującą rzeczą jest to, że po zgonie trzeba je zebrać znowu. Co ciekawe, trzy rodzaje znajdziek rozwijających postaci (z lenistwa twórców wszystkie się nimi dzielą) wystarczy je chwycić i można paść, bo one uruchamiają autozapis. Walkom z bossami również brakuje inspiracji i to nawet nie z powodu ograniczonego zakresu ruchu postaci, a przez schematy poruszania się przeciwników.
Dobra, pora podsumować to fiasko, jakim jest Legacy of Kain: Ascendance. O ile doceniam próbę pokazania fanom wydarzeń wiodących do już znanych wydarzeń, tak niestety ta forma jest mało wiarygodna pod kątem fabularnym. Problemem jest przede wszystkim siostra Raziela, która w swojej zbyt uwspółcześnionej formie z mało przekonującymi zdolnościami manipulatorskimi po prostu nie działa jako dobra kotwica. Co ciekawe, zakończenie daje otwartą drogę do kolejnej gry z nią i nawet jeśli powstanie (a szczerze wątpię), to ciężko widzę chętnych do grania w nią. Już nawet pominę kwestię fabularną, ale jeśli gameplay pozostanie taką samą marną imitacją Castlevanii, po prostu nikt nie będzie chciał się znowu męczyć. Zabawne jest to, że niedawno o wiele lepiej bawiłem się przy starym i prostszym koncepcie w City Hunterze niż w zaprezentowanych tu zwyczajnie nudnych planszach. A gdy jeszcze pomyślę o dociętym gameplayu Shinobi: Art of Vengance (recka czeka na publikację), skoro mowa o 2D i miksie starego ze współczesnym, to już w ogóle moja opinia o Legacy of Kain: Ascendance zaczyna szorować po dnie. Tak więc nie polecam tej gry nikomu. Fani wampirzej sagi będą zawiedzeni nie tylko rozgrywką, ale przede wszystkim fabułą. Potencjalni nowi gracze, jeśli podejdą do tej produkcji, zniechęcą się do poznawania właściwych dla serii gier. Gdybyście natomiast szukali pozycji, która dobrze oddaje ducha Castlevanii, to lepiej sięgnijcie po pixelartowe Bloodstained, jeśli jeszcze nie mieliście okazji. Natomiast Legacy of Kain: Ascendance radzę…

Serdecznie dziękujemy Crystal Dynamics
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry.
Producent: Bit Bot Media
Wydawca: Crystal Dynamics
Data wydania: 31 marca 2026 r.
Dystrybucja: cyfrowa
Waga: 2,5 GB
Cena: 89 PLN
Platformy: Nintendo Switch, PC, PlayStation 5, Xbox Series X/S















Najnowsze komentarze