Tales of Vesperia: Definitive Edition

Coś mi ostatnimi czasy nie idą jRPGi, bo w przeciągu roku grałem w może cztery? Na pewno trzy miesiące temu dobrze bawiłem się (do czasu) przy Atelier Lulua. Teraz w końcu udało mi się znaleźć czas na Tales of Vesperia i mam wrażenie, że bardziej tę grę męczyłem niż ogrywałem.

Pierwsze podejście skończyło się po kilku godzinach. Coś wyskoczyło, musiałem przesunąć kontynuowanie. Natomiast pierwsze wrażenia były mieszane. Przede wszystkim zirytowało mnie błądzenie po zamku. Po drugie, walka była tak bardzo toporna… Nie pamiętam, żeby Tales od Hearts, które ogrywałem na Vicie, sprawiło na mnie takie wrażenie podczas początków. Za to zaintrygowała mnie fabuła, a może nie tyle ona, co postać głównego bohatera. Yuri nie należy do grupy typowych nastolatków, którzy oblegają japońskie jRPGi. Ma dwadzieścia kilka lat, jest zuchwały, twardy, ma swoje zdanie i zasady. Po prostu nie jest kolejnym niedoświadczonym w życiu deklem, który dopiero wyrusza poznać świat i siebie. I z jego powodu wróciłem do gry, mimo średnich odczuć względem pozostałych elementów.

Poogarniałem, co miałem, i cisnąłem dalej, aby ostatecznie nabić 33 godziny i gry nie skończyć. Moje przeczucie, żeby kontynuować przygodę z Tales of Vesperia z powodu fabuły były właściwe. Yuri przez resztę czasu fabularnego nadal był porządnym bohaterem, który potrafił wykazać się wszystkimi „męskimi” cechami, ale też nie brakowało mu poczucia humoru czy troski o pozostałych z ekipy. Rolę głupiego nastolatka w tej grze pełni bohaterka w postaci księżniczki Estelle. Aż ze zadziwieniem muszę stwierdzić, że nawet nie była denerwująca (dobór aktorki głosowej o łagodniejszym głosie też pewnie na to wpłynął). Scenarzystom udało się stworzyć ciekawą dynamikę pomiędzy tą dwójką, co w rezultacie dało przyjemną główną parę bohaterów. Ale, nasza ekipa składa się nie tylko z tej pary. Dla mnie, z pozostałych osób, najbardziej wybijała się Judith. Już nie chodzi o sam jej ponętny wygląd, ale interesującą osobowość. W sumie jest taką kobiecą wersją Yuriego – wie, czego chce, potrafi być zabawna, ale i twarda oraz ma genialnie dobraną seiyuu (a amerykańska wersja to kompletna porażka). Pozostała część ekipy jest zestawem znanych archetypów, przy czym niektórzy mają być bardziej komediowi, jak małoletnia piratka czy czterdziestolatek w typie włóczykija. Zestaw ten jednak tworzy na tyle przyjemny pakiet osobowości, które ciekawie ze sobą współgrają, że chce się śledzić ich poczynania do końca. A sama fabuła… Cóż, jest całkiem typowa: zaczynamy od jakiejś pierdoły, a kończymy na ratowaniu świata. Jednak liczy się droga do tego ostatniego, a scenariuszowo jest wystarczająco interesująca – nieraz zaskakująca, a często też zabawna (polecam włączać dodatkowe dialogi pojawiające się w lewym rogu).

Jak fabuła trzymała mnie przy grze, tak gameplay już tego nie robił. Przez 3/4 podanego już czasu z grą nie miałem kłopotów z błądzeniem. Lipne rozwiązania powróciły głównie pod koniec drugiego aktu, gdy znów trzeba było kręcić się po tym zamku oraz rozwiązywać denne zagadki polegające na bieganiu tam i z powrotem (chwała osobom piszącym poradniki!). To wszystko jednak traci na znaczeniu przy walkach. Już wspomniałem, że Tales of Hearts ogrywało mi się przyjemniej. Nawet więcej, jeśli dobrze pamiętam, to spędziłem z grą 80 godzin na normalu (choroba pomogła) i nie miałem poczucia, że system potyczek nie siedzi. Co ciekawe, obie produkcje wyszły w 2008 roku, ale Serca na Nintendo DS, a Tales of Vesperia na  XBOX360. I przypuszczalnie tu leży pies pogrzebany w przypadku omawianej produkcji – mimo że gramy w „Definitive Edition”, to zmiany na polu walki nie zostały wprowadzone. A nawet jeśli jakieś zostały, to nie są one na tyle zauważalne, by dorównać przyjemności z walk, jakie dostarczało przeniesione z 2D na DS-ie do 3D na Vitę Tales of Hearts. Vesperia jest po prostu nieintuicyjna, toporna i długo się rozkręca. Szybko skończyło się więc na tym, że zrzuciłem trudność na łatwą. Wkrótce potem zrobiłem coś, czego jeszcze ani razu nie zrobiłem, włączyłem automatyczne walki! Serio, niemal wszystkie pojedynki przeleciało dość głupie AI (spokojnie mogłoby być wydajniejsze). Sam musiałem sterować tylko w kilku przypadkach, szczególnie, gdy przeciwnikiem było coś unoszącego się nad ziemią, wtedy AI radziło sobie najgorzej.

Miałem szczerą chęć dokończyć tę grę, naprawdę. W końcu wpakowałem już w nią 33 godziny i kurczowo trzymałem się fabuły, tępo patrząc na automatycznie rozgrywane walki. Co więc poszło nie tak? No więc po skończeniu aktu drugiego, który dość mnie wymęczył wspominaną wyżej głupią bieganiną, wczytałem się w solucję aktu trzeciego. Po kalkulacjach z formuły „pi podanych lokacji razy czas już spędzony z grą” wyszło mi, że nawet jeszcze z dziesięć godzin może mi to zająć… Ja już po prostu nie dysponuje takim czasem… W związku z tym podjąłem trudną moralnie decyzję – porzuciłem dalszą grę, a ostatnią walkę i zakończenie obejrzałem na YT. I kij.

Coś mi się zdaje, że wkrótce skończy się moja przygoda z jRPG-ami. Z jednej strony nie mam już tyle czasu, z drugiej gameplay już mnie tak nie bawi. Na pewno jeszcze zagram w Ni no Kuni i najpewniej w Atelier Ryza, ale potem ciężko to widzę. Bardziej mi teraz podchodzą visual novele i nawet te czasem kilkadziesiąt godzin samego czytania mi tak nie wadzi (może też dlatego, że część mogę nabijać w pracy). Zresztą, w jRPG-ach często właśnie fabuła mnie trzymała przy grze, więc widać pewną zależność w zmianie preferencji gatunkowych. I w tym momencie wrócę to tego, dlaczego tu jesteście. Jeżeli szukacie ciekawej fabuły, a przede wszystkim wciągających relacji między postaciami, to Tales of Vesperia je dostarcza w bardzo satysfakcjonujący sposób. Jeśli chodzi o gameplay, to może będzie Wam łatwiej się w niego wdrożyć, choć to zdecydowanie potrwa, co potwierdzają różne widziane przeze mnie opinie. Najwyraźniej nie jest to najlepsza część pod tym względem. W związku z tym fabuła to duże tak, a rozgrywka już duże meh, więc ocena wyjdzie trochę ponad przeciętną.


Ocena: 6,5/10


Producent: Bandai Namco
Wydawca: Bandai Namco
Data wydania: 11 stycznia 2019 r.
Dystrybucja: cyfrowa i fizyczna
Waga: 14,3 GB
Cena: 209 PLN


Tekst powstał dzięki naszej współpracy z Play-Asia! Dzięki Waszym zamówieniom zrobionym tam przez wejście przez nasz reflink oraz/lub z użyciem naszego kuponu zniżkowego będziemy w stanie zrecenzować jeszcze większą liczbę gier.

play-asia_mypsvita


Możesz również polubić…

5 komentarzy

  1. M pisze:

    @alf A która gra z serii Tales of jeat najlepsza?

    • alf pisze:

      Nie wiem, przeszedłem tylko Tales of Hearts R. Tę pozycję mogę polecić jako bardzo dobrą.
      Ta seria jest ogromna więc jak zadasz takie pytanie w google czy na jakimś forum tematycznym, to podejrzewam że nie znajdziesz jednoznacznej odpowiedzi. Zdania będą podzielone.

  2. alf pisze:

    “Aż ze zdziewaniem” – powinno być “Aż ze zdziwieniem”
    “I chuj.” – nie spodziewałem się tak prostackiego zwrotu po Tobie Quithe. Wykreśliłbym to, bo negatywnie wpływa moim zdaniem na wizerunek tego portalu (dotychczas uważałem go za portal o wysokich standardach).
    Największy byk w tej recenzji to stwierdzenie że Tales of Vesperia ukazała się na PS2. Fani jRPG wiedzą że ten tytuł nigdy wcześniej nie ukazał się na żadnej konsoli PlayStation, lecz zadebiutował na Xbox 360. Dopiero z nadejściem wersji Definitive Edition doczekaliśmy się wersji na PS4 (po raz pierwszy na PlayStation).
    Generalnie sama gra jest jedną z lepszych odsłon Tales Of. Może do recek jRPG powinniście przydzielić inną, bardziej odpowiednią do tego gatunku osobę.

    • Quithe pisze:

      Dzięki za poprawkę. I niech będzie, drugie zmienię na “kij”, ale to nie jest pierwszy tekst, w którym rzucam bluzgiem 🙂
      Z PS2 chyba wiem, skąd wziął mi się ten błąd… Złożyło się na to kilka rzeczy: przy szukaniu skupiłem się na roku wydania, widziałem zdjęcia z innymi grami Tales na PS2 niedawno i nie pomyślałbym, że to akurat na X360 mogło wyjść… Za to też dzięki.

      Problemem nie jest jRPG jako takie, bo ograłem wiele gier z tego gatunku i generalnie wciąż go lubię. Do Vesperii podszedłem z dużą chęcią do sprawdzenia jej, a że się potem rozjechało potem, to już nie moja wina, tylko gry 😛

  3. M pisze:

    Mam podobne wrażenia: po 14h przerwałem grę, bo byłem zmęczony i wróciłem po miesiącu. Sama historia jest ciekawa, angielski dubbing bardzo dobry dla uczących się języka. Trochę irytują walki z rzodkiewkami (taki już urok japońszczyzny). Sam dałbym więcej niż 6,5, ale zobaczymy czy ukończę grę (1/3 zajęła 16h).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *