New Super Mario Bros. U Deluxe

Jestem wielkim fanem platformówek. Gry z Mario nie mają dla mnie żadnych tajemnic, z Raymanem jestem za pan brat oraz z wielkim zainteresowaniem śledzę scenę twórców Indie, którzy potrafią stworzyć takie perełki jak Celeste. Dlatego widząc, że New Super Mario Bros. U, które zostało pierwotnie wydane na Wii U w 2012 roku, zostaje przeniesione na najnowsze dziecko Big N, nie wahałem się ani chwili i od razu je zakupiłem.

Recenzję napisał Asylum

Fabuła, tradycyjnie dla gier z Mario, nie jest skomplikowana i ma służyć tylko jako prosty wstęp do zabawy. Podczas przyjęcia w zamku księżniczki Peach dochodzi do ataku ze strony Bowsera. Mario, Luigi oraz ich grzybiaści przyjaciele zostają z niego wyrzuceni, a dama uwięziona. Ot, prosta historyjka, która może i nie jest specjalnie rozwinięta, ale za to prowadzi do pełnej przygód podróży.  Naszym zadaniem w niej, równie tradycyjnie, jest dotarcie do pałacu i uratowanie Peach (który to już raz?). Droga do niej wiedzie przez osiem tematycznych światów (takich jak pustynia, dżungla czy góry), a w każdym z nich jest wiele plansz i trudnościami do pokonania. Na każdym poziomie jest też zadanie opcjonalne, które polega na zebraniu trzech wielkich monet, które zostały sprytnie schowane. Często zadanie to może sprawić wielu trudności, ale jest to gra warta świeczki, bo jeśli uda nam się zebrać je we wszystkich planszach, to czeka nas nagroda w postaci dodatkowego, sekretnego świata. Ostrzegam jednak, że przejście go jest zadaniem dla doświadczonych graczy, gdyż poziom trudności jest tam niesamowicie wysoki i niejednokrotnie zdarzyło mi się w przypływie złości rzucić padem, gdy zginąłem po raz n-ty w tym samym miejscu, ale satysfakcja z przejścia całości wynagradza to cierpienie.

Przejdźmy teraz do najważniejszego aspektu każdej gry platformowej, a mianowicie rozgrywki. W New Super Mario Bros. U można grać w pojedynkę, sterując Mario, lub w lokalnej kooperacji w nawet cztery osoby. Ja przechodziłem grę razem z bratem i uważam, że dwie osoby zapewniają optymalne doświadczenie. Z racji tego, że postacie wchodzą ze sobą w interakcje, mogą sobą rzucać, odbijać się od siebie lub przesuwać nawzajem, granie we czwórkę rodzi wiele konfliktów i gracze bardziej sobie przeszkadzają niż pomagają. Prowadzone postaci, tradycyjnie, mogą biegać, skakać, pływać, odbijać się od ścian, zdobywać różnego rodzaju power-upy oraz wykorzystywać elementy otoczenia np. liany. Nowością w tej części jest power-up „żołądź”, który pozwala nam przemienić się w latającą wiewiórkę, która potrafi dłużej utrzymywać się w powietrzu, co odkrywa przed nami wiele nowych możliwości. Innym ciekawym dodatkiem są „baby Yoshi”. Stworzenia te możemy wziąć na ręce, zyskując możliwość wykorzystywania ich specjalnych umiejętności, choć kosztem poświęcenia kilku swoich, jak np. odbijanie się od ścian. W zależności od tego, którego dziecka użyjemy (są ich trzy rodzaje), możemy używać różnych zdolności. Pośród nich znajdują się: rozświetlanie ciemności, strzelanie bańkami mydlanymi lub latanie. Autorzy dwoili się i troili, by jak najbardziej urozmaicić nam rozgrywkę, dzięki czemu nie ma tu miejsca na nudę i ciągle jesteśmy zainteresowani tym, co dzieje się na ekranie. Sterowanie jest bardzo responsywne, więc postaci prowadzi się bardzo przyjemnie. Dzięki temu gra jest bardzo sprawiedliwa i w razie porażki zawsze wiemy, że jest to nasza wina. Poza tym produkcja jest dopracowania i wolna od błędów technicznych, więc nic takiego nie psuje zabawy.

Warto zwrócić również uwagę na aspekt, bez którego tak naprawdę nie może być dobrej platformówki – projekty poziomów. Nieważne, jak dokładne jest sterowanie czy ile różnych power-upów pojawia się w grze, jeśli plansze są nudne, powtarzalne i bez polotu, to nici z zabawy. Na szczęście nic z tych rzeczy nas nie spotka podczas grania w tę produkcję. Nintendo już od wielu lat stosuje się do idei tworzenia gier Koichiego Hayashidy, czyli „Kishoutenketsu”. W skrócie, zamysł polega na tworzeniu plansz, opierając się na jednej mechanice, najpierw ją wprowadzając (ki), później rozwijając (shou), by następnie zaskakująco ją zmienić (ten) i na końcu złączyć wszystko razem w satysfakcjonujące zakończenie (ketsu). Tworzenie plansz za pomocą tego prostego, ale jakże uniwersalnego sposobu, pozwala otrzymywać niesamowicie ciekawe i satysfakcjonujące plansze. I pomimo tego, że Japończycy korzystają z tej zasady już od dłuższego czasu, to ich levele nadal pozostają świeże i potrafią zaskoczyć.

Zanim przejdę do oprawy audiowizualnej chciałbym poświęcić chwilę na omówienie poziomu trudności. Gra naprawdę potrafi dać w kość, ale większość graczy powinno sobie z nią poradzić. Jednak zebranie wszystkich sekretów i przejście dodatkowych plansz jest wyzwaniem nawet dla ludzi, którzy na platformówkach zjedli zęby. Tempo niektórych plansz jest tak szybkie, że trzeba się wykazywać niemal nadludzkim refleksem lub uczyć całych plansz na pamięć, co i tak nie zawsze pomaga. Za to satysfakcja z przejścia takiego etapu jest niesamowita, a ciśnienie podskakuje tak bardzo, że już przez resztę dnia nie jest potrzebna żadna kawa. I ciekawe przy tym jest to, że walki z bossami są śmiesznie proste. Ten wysoki poziom trudności zostaje podniesiony do kwadratu w New Super Luigi U (rozszerzenie pierwotnie wydano w 2013 roku z okazji roku Luigiego). Zawarte w nim aż 82 nowe poziomy nie zostały nastawione na pomysłowość i zaskakiwanie gracza, ale na jak największe wyzwanie. Dodatkowo, aby przejść każdą planszę, mamy tylko 100 sekund, więc często trzeba się bardzo namęczyć, by podołać takiemu wyzwaniu. Jednak jeśli zależy wam tylko na przejściu podstawowej wersji gry, to nie martwcie się, gdyż przychodzą z pomocą dwie nowe postacie, które znacząco ułatwiają rozgrywkę mniej doświadczonym graczom. Pierwszą jest Toadette (odpowiedzialna za powstanie memów o Bowsette), a drugą Nabbit, który przenika przez przeciwników i nie są oni mu w stanie zrobić krzywdy.

Jeśli chodzi o grafikę, to jest ona na dobrym poziomie. Gra w doku działa w 1080p, a przenośnym w 720p oraz w stabilnych 60 klatkach na sekundę. Nie jest to poziom realistycznych gier typu Red Dead Redemption 2, ale w końcu mamy tu do czynienia z bajkową, przyjemną dla oka grafiką, która jest wystarczająca jak na tego typu grę. Co prawda chciałoby się czegoś więcej, ale to, co dzieje się na ekranie, jest przejrzyste, a brak zbędnych rozpraszaczy pozwala wykrzesać z siebie 100% możliwości. Czasami jednak widzimy, że twórcy puścili wodze fantazji, tworząc ciekawe tła, np. w niektórych planszach z duchami, na których otoczenie wygląda niczym impresjonistyczne obrazy Van Gogha i wtedy jest na czym zawiesić oko. Muzyka natomiast nie wyróżnia się niczym spośród innych gier z Mario. W trakcie przygody towarzyszą nam znane, skoczne kawałki, ale aż prosiłoby się o kilka nowych, epickich utworów zagranych przez orkiestrę, niczym w Super Mario Odyssey.

Uważam, że decyzja Nintendo o wydaniu New Super Mario Bros. U Deluxe zdecydowanie była słuszna. To świetna gra platformowa, która zasługuje na to, aby zapoznało się z nią jak większe grono odbiorców. Nintendo Switch ma wielu graczy, którzy z tą produkcją nie mieli jeszcze do czynienia, a na pewno spodoba się każdemu fanowi tego gatunku i nie tylko. Ciekawie zaprojektowane poziomy, responsywne sterowanie i zastrzyk adrenaliny podczas pokonywania kolejnych trudności są tym, czego oczekuje się w tego typu grach, a Mario dostarcza wszystkie te elementy. Łyżką dziegciu może być brak większych nowości w porównaniu do poprzednich dwuwymiarowych części przygód hydraulika, ale jeśli Ci to nie przeszkadza i lubisz sprawdzoną rozrywkę, to jest to gra dla ciebie.


Ocena: 8,5/10


Producent: Nintendo
Wydawca: Nintendo
Data Wydania: 10 stycznia 2019 r.
Dystrybucja: cyfrowa i fizyczna
Waga: 2,5 GB
Cena: 249,80 PLN


Recenzja została przysłana na konkurs „Zrecenzuj mnie! 2”
i zajęła w nim siódme miejsce.


Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *