Starcie podnóżków z pianką pamięciową (Diablo, Spacetronik, Mozos)


Mozos FS5


Minął miesiąc używania Spacetronika w pracowni i w tym czasie bardzo zaczęło mnie irytować składanie i rozkładanie go dwa, a czasem i trzy razy dziennie… W związku z tym zamówiłem ostatnio piankowy podnóżek! Mozos był najtańszy, kosztował około 30 złotych mniej niż Spacetronik. Za niemal stówkę spodziewałem się raczej podobnej, ewentualnie trochę gorszej jakości, ale nie! Przede wszystkim podstópek przyszedł w porządnym kartonie, bez żadnych chamskich zgięć. Od razu też rzuciło mi się w oczy, że elementy są o wiele lepiej spasowane – od wielkości łukowatej góry i płaskiego dołu, po szycie pokrowca, który nałożony na pianki idzie ładnie po formie. Co do jakości ogólnej wykonania, jak szwy itp., to po około pół roku intensywniejszego używania niż dwóch poprzednich już widać miejscami jakieś wychodzące nitki czy strzępiącą się na brzegach siatkę. To ostatnie pewnie jest wynikiem używania go na wykładzinie dywanowej, więc tarcia są większe przy przesuwaniu. Dodatkowo podeszwa klapek Gumbies ma wystające kawałki na podeszwie, więc, chcąc nie chcąc, czasem haczę nimi o pokrowiec podnóżka. Myślę jednak, że pociągnie dość długo, szczególnie że partnerka ma mi zrobić na niego pokrowiec.

Siatka w Mozosie jest wyższa niż w dwóch pozostałych podnóżkach. Zaletą jest to, że nadaje to podnóżkowi dodatkową miękkość i latem zapewni lepszą przewiewność. Wadą tego rozwiązania, i w ogóle tych siatek, jest to, jak chłoną kurz i wszelkie paprochy. W FS5 akurat te drobne śmieci, które zawsze pojawią się na podłodze są dość irytujące, ponieważ ciężko je wyciągnąć z oczek. Na zdjęciach będzie przykład, jak się tam rzeczy potrafią zalęgnąć. Oczywiście próbowałem go odkurzać i nawet turboszczotka nie pomaga (zresztą lepiej jej nie używać na tej bardziej delikatnej niż nie siatce). Co do kurzu, wziąłem Mozosa do pracowni do sesji zdjęciowej i z ciekawości walnąłem w niego kilka razy z otwartej łapy. Tyle kurzu poleciało, że aż przypomniało mi się trzepanie dywanu… Tak więc tak, może nie na lato, ale na chłodniejsze pory roku warto mieć pokrowiec.

Mozos  FS5 pod kątem kształtu jest taką trochę wypadkową Diablo i Spacetronika. Ponieważ jest niższy niż reszta, nie ma aż takiego stożka, jak drugi w pełni siatkowy konkurent. Nie jest też znowu tak płaski z wierzchu, jak gamingowy konkurent, jednak ustawione na prosto stopy układają się na nim podobniej do niego. A to dlatego, że Mozos ma troszkę miększą piankę niż Spacetronik, podobnie jest z siatką, o czym już wspomniałem. W związku z tym stopy trochę się w nim zapadają, ale uzyskują równiejszą powierzchnię oparcia. Szkoda tylko, że Mozos jest tak samo mało szeroki jak Diablo. Fajniej byłoby mieć z te dwa centymetry więcej po każdej stronie, ale na szczęście dzięki twardszej piance brzegi się tak nie załamują, więc oparcie dla stóp jest znacznie lepsze w każdej pozycji.

W Mozsie FS5 również doszyta została rączka do przenoszenia go, ale nie sprawia wrażenia, że zaraz się urwie. Rzepy łączące dolną i górną część są o wiele oszczędniejsze w ilości, ale w żaden sposób nie wypływa to na stabilność po spięciu – obie części trzymają się bardzo dobrze. Dodatkowo, gdyby ktoś chciał używać osobno obu części, wtedy spód będzie miał znacznie mniejsze pole przyczepne i tylko na rogach, co jest najlepszym rozwiązaniem pośród tych podnóżków.

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *