Assassin’s Creed Shadows
Piękna katastrofa
Grę odpalałem na trzech sprzętach – mocnym PC z RTX-em 4070 Ti, Legionie Go i Steam Decku. Muszę przyznać, że na wszystkich trzech kompach Assassin’s Creed Shadows robi wrażenie. Wiadomo – im mniejszy sprzęt, tym mniej szczegółów czy gorsze tekstury, ale bardzo dobre wrażenia wizualne z gry są wynikiem przede wszystkim „żyjącego” otoczenia. Bujna roślinność chwieje się na wietrze, po miastach krążą ludzie zajęci swoimi sprawami, po polnych drogach biega zwierzyna, a widoki… Widoki potrafią zachwycić nawet na bardzo małym ekranie. Steam Deck nie daje właściwie żadnych opcji konfiguracji grafiki – jest stabilne 30 klatek, ale kosztem widocznego spadku jakości, szczególnie przy postaciach. Tragedii jak przy jeździe pojazdem w Star Wars Outlaws na Legionie nie ma, ale zachwyty też są dużo mniejsze. Na Legionie można się już trochę pobawić, nie ma jednak co liczyć na podbicie rozdzielczości czy ograniczenie mocy urządzenia dla dłuższego czasu na baterii. Grafikę ustawiłem na „średnią”, FSR w tryb zbalansowany i śmigałem z okazjonalnymi spadkami klatek przy większych zadymach.

Część screenów pochodzi z Legiona, część ze Steam Decka, część przed patchem premierowym – te ostatnie rozpoznacie dość łatwo, bo są bardziej rozmazane.
Mimo powtarzalności muszę też pochwalić obszary miejskie. Ekrany shoji rozpadają się przy cięciach mieczem czy wparowaniu w nie przewrotem, otoczenie jest częściowo zniszczalne, a chowając się w krzakach musimy się pilnować, by ich nie ściąć. Spektakularnie wygląda też walka, szczególnie w przypadku Yasuke. Jego styl jest niezwykle brutalny, spodziewajcie się więc latających kończyn (szczególnie głów) i potężnych kopnięć wybijających wrogów w powietrze. Miłym dodatkiem jest widoczna utrata opancerzenia u wrogów wraz ze spadkiem zdrowia. Nie ma róży bez kolców, więc i tutaj gdzieniegdzie trzeba ponarzekać. Kamera w wąskich pomieszczeniach potrafi się zgubić, przez co chcąc szybko uciec przed chmarą przeciwników może być to trudne. Podobnie jest na zewnątrz – chcąc zboczyć z wydreptanego traktu i biec „na przełaj” musimy liczyć się z tym, że gęsta roślinność jest naprawdę gęsta, tracimy więc widoczność i kontrolę nad kierunkiem biegu. Wracając do zachwytów – zmienne pory roku. Niepowiązane co prawda z wydarzeniami fabularnymi są tylko „dodatkiem”, ale za to znakomicie odwzorowanym. Japońskie burze są ciemne i straszne, przy ulewach wyraźnie widać, jak woda przecieka przez nieszczelne daszki i rozbija się na głowach postaci, śnieg jest trudny do przebrnięcia, a jesień czy lato zachwyca paletą barw i podmuchami wiatru wzbijającymi liście w powietrze. Nawet takie pierdoły, jak topniejący na słońcu śnieg, wyraźny brud na ubraniach postaci czy spływająca z mieczy krew jest widoczna na małych ekranach Legiona/Steam Decka i robi różnicę. Jeśli gdzieś w tej grze widać jakość, to zdecydowanie w oprawie graficznej i fizyce.
Zbyt duża dla gracza, zbyt duża dla dewelopera
Warstwa audio jest w porządku, chociaż ponarzekać można na utwory pojawiające się w ważnych fragmentach fabularnych – ni to rock, ni to rap, nie pasuje totalnie do wydarzeń z ekranu ani historycznie, ani klimatem. Na szczęście nie pojawia się zbyt często (bo w „środkowej”, powtarzalnej części gry nie ma go wcale).
Myślałem na początku, że coś jest nie tak z polskimi napisami. Problem jednak okazuje się głębszy i wejdę tutaj trochę w tryb narzekania na coś, co dla większości będzie pewnie nawet niezauważalne. Otóż polskie napisy zawierają kontekstowo japońskie sformułowania – za przykład weźmy często powtarzane przez Naoe „Chichiue” oznaczające „ojca”. Głosy wybrałem nie tyle japońskie, co „historyczne” – Shadows obiecuje, że kwestie mówione będą po japońsku lub portugalsku w zależności od dialogu, tak by poczuć większą immersję. Lecz ja nigdy z ust Naoe nie usłyszałem słowa „chichiue”, mimo iż w napisach pojawiało się komicznie często. Po przełączeniu na angielski to słowo jednak pada tak często jak w napisach. Pierdoła, ale pokazująca pewien brak komunikacji w zespołach translacyjnych. Nie mam problemu z wplataniem japońskich słów w angielski dubbing czy napisy – ale niech te słowa padają w takim razie w każdej wersji językowej.

Po strukturze gry czy ilości cutscenek widać, gdzie twórcom już się „nie chciało”. Ta gra powinna być cztery razy krótsza/mniejsza.
Język portugalski w dialogach to też częściowe oszustwo – dostajemy go trochę na początku, ale gdy pod koniec gry rozmawiamy z jezuitami czy Portugalczykami, wszyscy wesoło ćwierkają po japońsku. Kolejna pierdoła – nurkowanie. Że istnieje, wiem od początku, ale realne zastosowanie znalazłem dopiero po 25 godzinach gry, gdy pod wodą znalazłem skrzynkę z pierdołami. Wyglądało to tak, jakby ktoś się nagle zorientował, że to nurkowanie w grze istnieje, więc dobrze byłoby je jakoś użyć. Albo jakby było wyjęte z innej gry, gdzie realnie było potrzebne. Te drobne błędy i braki wynikają z najprawdopodobniej z braku nadzoru osób decyzyjnych. Ta gra byłaby wyśmienita – gdyby wyciąć zbędne 3/4 mapy i 35 godzin bezsensownego bujania pomiędzy znacznikami. Gdyby zrobić z tego sensowną całość z ekscytującymi walkami i rozwiniętym wątkiem dwójki bohaterów zarówno pod względem rozgrywki jak i narracyjnie (bo to właściwie są dwie osobne historie, które równie dobrze mogłyby się nie przeciąć, a motywacje Yasuke w dołączeniu do Naoe poznajemy w ostatniej scenie gry). Ubi badało rynek, wydając „mniejsze” Assassin’s Creed Mirage, ale że sprzedało się wyraźnie gorzej niż Valhalla, to postanowiono wrócić do przeskalowanej formuły, nad którą w przypadku Shadows pracowało co najmniej 16 różnych studiów deweloperskich. Znając perypetie twórców Wieśka przy tworzeniu gry nie wyobrażam sobie, by przedsięwzięcie tworzone w tak rozproszonej formie miało szansę na gameplay’owy sukces. Ale że się sprzeda, to ja nie wątpię.
Gra „ekskluzywna”
Kto może kupić Assassin’s Creed Shadows i nie pożałować tego? Najprostsza odpowiedź – osoby kochające serię od Origins w górę. Wysilając się trochę bardziej i wchodząc żartobliwie w tematy filozoficzne można uznać, że Shadows jest grą „ekskluzywną”. Nie w sensie platformy wydania oczywiście, a grupy docelowej. W najnowszego Assassyna moim zdaniem wybitnie bawić się będą osoby poświęcające na gry góra dwie godziny tygodniowo. Włączą sobie bardzo ładną gierkę, pozwiedzają, tu kogoś zadźgają, tutaj wejdą na punkt widokowy i wyłączą konsolę, by wrócić za tydzień. Ot, przygoda w małych dawkach, ekskluzywna, bo w takim tempie to raczej przez kolejne kilka lat taki gracz nie musi włączać nic innego. Takie osoby nie zdążą się grą zmęczyć, a i wydane 290 ziko będzie rozłożone na kilka lat grania. Przy większej częstotliwości sesji można spróbować za osiem dyszek w Ubisoft+ na PC i Xboxie. Nie boli tak bardzo, chociaż osobiście uważam, że możecie przejść prolog Naoe i grę odpuścić. Nie zmęczycie się tak jak ja.
Jest tyle rzeczy, o których nawet nie napomknąłem (budowanie bazy, wybijające się ponad powtarzalność misje towarzyszy), ale nie zmieniają one całkowitego obrazu gry i mojej oceny. Assassin’s Creed Shadows jest za duże. Assassin’s Creed Shadows jest za długie. Assassin’s Creed Shadows przez większość czasu nie ma pomysłu na fabułę. Ta gra powinna nazywać się „Assassin’s Creed: Powtarzalność”. Tę recenzję pisałem dłużej, niż dobrze się w Assassin’s Creed Shadows bawiłem. To produkcja, którą zdecydowanie należy dawkować, a nie siadać przy niej „ciągiem”. Nie wykluczam, że wrócę, by pooglądać widoczki i powłóczyć się trochę, ale raczej w bardzo krótkich sesjach.

Serdecznie dziękujemy firmie Ubisoft Polska
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry
Producent: Ubisoft Quebec
Wydawca: Ubisoft
Data wydania: 20 marca 2025 r.
Dystrybucja: cyfrowa (+ pudełkowa na konsolach)
Waga: 109 GB
Cena: 289 PLN
Platformy: Windows, Playstation 5, Xbox Series X/S
Zapraszamy również do przeczytania recenzji wręcz obowiązkowego dodatku Szpony Awaji.
Szybkie fakty i mity
Czy Yasuke jest wklejony na siłę przez poprawność polityczną? Nie wiem, trochę wygląda, jakby był postacią drugoplanową, która była planowana na dodatek, ale trzeba oddać, że bez niego wątek templariuszy właściwie nie istnieje.
Czy gra jest pay-2-win? Nie – zawsze możecie obniżyć poziom trudności, a przedmioty w sklepie posiadają statystyki słabsze od randomowo znalezionych broni w skrzynce na jakimś bagnie. Dodatkowo da się wyfarmić specjalną walutę i kupić rynsztunek w rotacyjnym sklepie.
Czy AC Shadows ma płatnego Battle Passa? Nie, battle pass jest darmowy.
Czy w grze znajdują się niepasujące do epoki arbuzy? Jeśli takie rzeczy zaprzątają Wam głowę w grach wideo, to wyjdźcie z domu i dotknijcie trawy.



































Najnowsze komentarze