WARRIORS: Abyss
Czy musou i roguelike to para idealna?
Jestem raczej dosyć casualowym fanem gier Omega Force. Musou najlepiej sprawdzają się u mnie przy cross-overach, gdy deweloper miesza rozgrywkę znaną z Dynasty Warriors z mechanikami innych znanych serii. Warriors: Abyss jest właściwie właśnie tym. Remiksem łączącym w sobie całą historię kultowego cyklu oraz znajomą hack n’ slashową rozgrywkę z gatunkiem roguelike.
W przeciwieństwie do pozostałych gier z serii, w których kamera zawieszona jest za plecami sterowanej postaci, w Abyss rozgrywkę oglądamy z lotu ptaka. Celem zabawy nadal jest siekanie całych armii składających się z setek, a nawet tysięcy wrogów. Zamiast wrzucać na większe areny łączące między sobą czekające na przejęcie obozowiska, Abyss serwuje nam serie mniejszych starć, w których celem jest zazwyczaj pokonanie odpowiedniej liczby jednostek, co wynagradzane jest ulepszeniami oraz wyłaniającym się z ziemi portalem kierującym nas do kolejnego wyzwania.

Czuć tutaj inspiracje chociażby Hadesem czy Vampire Survivors. Kluczem do zwycięstwa nie jest koniecznie szybki refleks, lecz zbierane ulepszenia. Najważniejszym z nich jest możliwość zrekrutowana kolejnych wojowników, którzy pasywnie wspierają nas swoimi umiejętnościami. Galeria wojowników jest naprawdę pokaźna, bowiem czerpie garściami z całej historii Warriorsów deweloperzy wrzucili do gry ponad 100 postaci, którymi możemy sterować zarówno bezpośrednio, jak i używając ich zdolności (na odwiedziny zdecydowały się też bohaterki serii Atelier). Daje to wręcz kosmiczną liczbę możliwych kombinacji, którymi możemy przedzierać się przez kolejne zastępy wrogów.
Szkoda przy tym wszystkim, że sama rozgrywka nie jest szczególnie zajmująca, a miejscami jest na tyle chaotyczna, że ciężko się w niej odnaleźć. Twórcy ewidentnie zdawali sobie sprawę z tego, że czytelność w trakcie najbardziej wymagających segmentów może być problemem i dlatego wymierzone w nas ataki są poprzedzane fioletowym polem, z którego jak najszybciej musimy się wydostać za pomocą uników. Większość zadań sprowadza się natomiast tylko do wycięcia odpowiedniej liczby wrogów, co dosyć szybko zaczyna nudzić. Wyjątkiem powinny być starcia z bossami, ale te okazały się być niezwykle żmudne. Aby zadać bossowi obrażenia, musimy najpierw doprowadzić do zera jego pasek odporności. Dopiero wtedy otrzymujemy kilkunastosekundowe okienko, w trakcie którego musimy rzucić w niego wszystkim, co mamy w zanadrzu. Jednak zazwyczaj oznacza to uszczuplenie paska zdrowia tylko o jakieś 20-30%.
Warriors: Abyss ciężko polecić szczególnie na Switchu. Graficznie nie jest źle, jednak framerate daleki jest od stabilnego. Najgorzej jest oczywiście w momencie, gdy zrekrutowani przez nas bohaterowie wspólnie zaczynają uwalniać swoje ataki specjalne, co skutkuje natychmiastowymi dropami do rejonów 20 FPS. Dodatkowo zauważyłem, że bardziej widowiskowe animacje skutkują problemami z urywającym się dźwiękiem.
Abyss zdecydowanie najbardziej docenią wierni fani musou, którzy zjedli zęby na grach i spin-offach od Omega Force. Nowi gracze także mogą dać temu eksperymentowi szansę, ale zdecydowanie polecam to zrobić na innej platformie niż Switch.

Serdecznie dziękujemy KOEI TECMO
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry
Producent: Omega Force
Wydawca: KOEI TECMO
Data wydania: 14 lutego 2025 r.
Dystrybucja: cyfrowa
Waga: 3.4 GB
Cena: 100 PLN
Platformy: Nintendo Switch, PlayStation 5, PlayStation 4, Xbox Series X|S, Steam














Najnowsze komentarze