The Rogue Prince of Persia

Powrót do Persji.

Półtora roku temu dokonałem czynu dla mnie zbrodniczego – pograłem w grę we Wczesnym Dostępie. Bawiłem się wtedy wyśmienicie w The Rogue Prince of Persia, ale myśl, że to jeszcze „niedogotowany” produkt, którego nie skończył ani deweloper, ani żaden gracz, nie mogła opuścić mojej głowy. Na szczęście dotarliśmy do mety i możemy ocalić Persję przed korzystającymi ze spaczonej magii Hunami!

A tak, jest polska wersja językowa. Co ciekawe, w wersji na Switcha 2 natrafiłem na pewne nieprzetłumaczone zwroty – na PC tego problemu nie ma.

Nie bardzo wiedziałem, jak podejść do tej recenzji – wszak podstawy rozgrywki od czasu Early Accessu pozostały takie same. Zachęcam więc do sprawdzenia tekstu o pierwotnym wydaniu gry, a ten potraktuję jako aktualizację i sprawdzenie stanu gry w wersji 1.0.

Jeśli graliście w Dead Cells, poczujecie się jak w domu. The Rogue Prince of Persia to dzieło tego samego zespołu, który przyniósł nam znakomicie ocenianego rogalika. To widać w zasadach rozgrywki – podstawy są niemal kropka w kropkę te same. Grafika 2D, różnorodne bronie i umiejętności, losowo generowane lokacje, walki z bossami i roguelite’owe elementy od ręki przywołują w pamięci poprzedni tytuł Evil Empire. Donoszę jednak od razu, że rogalikowy Książe Persji zachowuje ważne dla serii elementy, czyli akrobatyczne zdolności głównego bohatera. Z platformowania uczyniono w tej części sztukę, a płynnym poruszaniem się nabijemy spadający pasek zwiększający szybkość i siłę Księcia. Jest to element wręcz hipnotyzujący, bowiem gdy tylko poznamy trochę lepiej sterowanie i budowę poziomów, to z przyjemnością będziemy po nich po prostu biegać.

Uwielbiam płynne bieganie po ścianach. Dlatego kocham Spider-mana, dlatego kocham Księcia Persji.

Nie wiem natomiast, czy to doświadczenie wyniesione z Early Accessu, czy może wrodzony skill, ale bardzo szybko udało mi się wypracować taktykę na „kończenie” podejścia i walkę z ostatnim bossem. Mam wrażenie, że gra jest bardzo prosta, a cały nacisk położono na samodzielne utrudnianie rozgrywki poprzez wybieranie rytuałów przebudzenia przed konkretną rozgrywką. Pierwsze przejście następuje więc bardzo szybko, jednak aby ocalić Persję tych podejść musimy mieć co najmniej kilka – trzeba uratować członków naszej rodziny i znaleźć przedmioty konkretnie oznaczone na Mapie Myśli w menu gry.

Mapa Myśli to swoisty dziennik – wprost pokazuje czego i gdzie mamy szukać, by popchnąć fabułę. I dobrze, bo tutaj najważniejszy jest gameplay.

Względem wydania w Early Accessie uproszczono system medalionów – nadal mają synergię, lecz nie wpływają na siebie bezpośrednio na podstawie ułożenia w menu.  Dodano nowe biomy, nowych bossów, no i przemalowano Księcia z fioletowego na ludzki. Usprawniono wiele drobnych rzeczy – od mapy po uniki (wreszcie nie wpadałem w pułapki, robiąc unik!), usprawniono zapisywanie gry (wreszcie w każdym biomie!) dodano bardzo dużo drobnej zawartości, jak skórki czy bestiariusz do wypełnienia. Bardzo dobrze wypada broń – jest jej dużo, jest różnorodna i świetnie łączy się z medalionami, które możemy znaleźć w trakcie gry. Bardzo szybko łapie się syndrom „jeszcze jednego podejścia”, bo gra wciąga jak diabli.

Jest błysk, więc będzie unik. Potem Książę może uderzyć z piąchy, użyć narzędzia lub po prostu kopnąć wroga w przepaść.

Grę ukończyłem na Steam Decku, gdzie poprawiono wydajność i teraz spokojnie wyciąga 60 klatek na sekundę, nawet przy lekko obniżonym TDP. Poprawiono też obsługę niestandardowych rozdzielczości, nie ma więc mowy o czarnych pasach na górze i dole ekranu. Gdzieniegdzie napotkałem drobne błędy – ot jakiś tekst z czapy wyświetlił się w menu, a to na ekranie pauzy gra przestała reagować na polecenia. Nic wielkiego.

Niedawno swoją premierę tytuł miał na konsolach Nintendo. Mi było dane przetestować edycję na Switcha 2 – 60 klatek jest, więc jest łapka w górę. W trybie przenośnym nie mam do wyglądu tytułu żadnych zastrzeżeń, lecz, na moje oko, na telewizorze 4K nie dostajemy – szkoda, bo z takim stylem graficznym wydaje się, że jest na to przestrzeń. Po szybkim sprawdzeniu neta widzę, że wydanie na pierwszego Switcha działa tylko w 30 klatkach na sekundę, trochę wstyd, bo zdecydowanie bardziej zaawansowane technicznie The Lost Crown potrafiło wyciągnąć płynniutkie 60. Dziwi też pewne „zacofanie”, jeśli chodzi o inne kwestie – nie mamy możliwości aktualizacji (nawet płatnej!) z wersji Switch 1 do Switch 2, a cross-save owszem, istnieje, ale nie w steamowej wersji gry.

Piękny hołd dla poprzednich części serii. A nawiązań, również do innych gier Ubisoftu, jest więcej!

Prince of Persia: The Lost Crown zachwyciło mnie na tyle, że zostało moją grą roku 2024. Oba te tytuły są zupełnie od siebie różne (metroidvania kontra roguelite), ale nie mogę jednak przegonić myśli, że Zaginiona Korona jest grą po prostu lepszą. Pod względem parkouru, walki, a nawet grafiki i płynności. Niestety oba tytuły są w jakimś marketingowym piekiełku i mimo swej znakomitości nie przyciągnęły uwagi graczy. A szkoda, bo The Rogue Prince of Persia wciągnęło mnie bardziej niż Dead Cells, chociaż na razie „tylko” na 9 godzin. Na razie, bo twórcy obiecują darmowe aktualizacje w 2026 roku, a pamiętając, że Dead Cells wspierane było przez ponad 5 lat, już wiem, że do Persji jeszcze wrócę.


Zakup obowiązkowy!


Serdecznie dziękujemy Ubisoft Polska
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry


Producent: Evil Empire
Wydawca: Ubisoft
Data wydania: 20 sierpnia 2025 r. (PC, Playstation, Xbox), 16 grudnia 2025 (Nintendo)
Dystrybucja: cyfrowa, pudełkowa (w kwietniu 2026)
Waga: 1,2 GB (Steam Deck), 1,3 GB (Switch 2)
Cena: 79,90 PLN
Platformy: PC, Nintendo Switch/Switch 2. PlayStation 5, Xbox Series


Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *