Ys Memoire: The Oath in Felghana

Czyszczenie Switcha – część osiemnasta. 

Oto remaster remake’u Ys III: Wanderers from Ys. Tak, dobrze widzicie ten mylący zestaw tytułów i wersji gry. Pierwowzór pojawił się w 1989 roku jako trzecia część serii. Następnie w 2005 Falcom wydał w Japonii na Windowsa remake już z nowym podtytułem, który, zresztą, jest bardziej adekwatny do fabuły. Nie wiem tylko, czemu wyrzucili numerek. Na Zachodzie produkcja po raz pierwszy pojawiła się dopiero w wydaniu na PSP w 2010 roku. Czasy poszły do przodu, wszedł na rynek nowy sprzęt, więc Falcom znów poszedł z tacą do graczy, na której, do tym razem mniej odświeżonej gry, dodał do tytułu „Memoire”. Co ciekawe, wydarzyło się to w 2023 roku, a Zachód musiał czekać na oficjalne wydanie dwa lata.

Z częściami Ys jest tak, że można w nie grać bez znajomości innych. Czasem w trakcie rozmów, szczególnie między Adolem a Dogim, pojawią się jakieś lekkie nawiązania do ich przygód lecz nie ma to większego znaczenia dla ciągu fabularnego, bo seria nie jest nam podawana nam w chronologicznej kolejności. Wieść niesie, że Czerwonowłosy zapisał w swoim pamiętniku aż sto przygód, a obecnie dostaliśmy ich raptem dziesięć. Ciekawe więc, jak długo Falcom będzie eksploatował ten pomysł.

Jeśli chodzi o fabułę Ys Memoire: The Oath in Felghana, nie ma w niej nic wyjątkowego. Po dotarciu na wyspę Adol i Dogi szybko odkrywają, że Felghana okazała się kolejnym miejscem z problemem do rozwiązania. Tym razem są  nim bestie, które znacznie zwiększyły swoją liczebność i zagrażają mieszkańcom miasteczka. Chęć pomocy jest dla naszych bohaterów o wiele większa niż zwykle, ponieważ stąd pochodzi Dogi i wszyscy zagrożeni są osobami, które zna. Historia toczy się standardowym torem i jej rozwój nie jest specjalnie zaskakujący. Nie jest to też długa pozycja, bo przejście jej zajmie około dwanaście godzin, więc twórcy nawet nie mieli zbytnich powodów, by bardziej komplikować tę opowieść. Wciąż, czytanie dialogów nie nudzi, a wpleciony wątek kosmicznego horroru jest na plus. Struktura wyspy i wydarzeń da nam opcję zwiedzenia dość typowych środowisk – są kopalnie, jaskinie z lawą, oblodzone góry, ruiny czy zamek. Jednak z zainteresowaniem zwiedza się te miejsca dzięki wciąż całkiem ciekawym projektom.

Rozgrywka w tej części, z racji na jej wiek, jest dość prosta. Kierujemy tylko Adolem, który musi sam sobie poradzić z wszystkim przeciwnikami. Bohater do dyspozycji ma tylko prosty atak mieczem do góra pięciu cięć z rzędu. Dodatkowo w trakcie gry znajdziemy trzy bransoletki dodające ataki magiczne. W omawianej wersji Ys III potyczki z mobami są zwykle bardzo szybkie. Oczywiście w każdej nowej lokacji na początku dostaniemy trochę po dupie, ale levelowanie idzie dość sprawnie, więc zanim dotrzemy do bossa, mniejsi wrogowie już nie będą prawie żadnym wyzwaniem. Inaczej jest z dużymi przeciwnikami. I tu pojawia się mały problem tego wydania – przez podkręcenie klatkażu do 60, wszyscy wrogowie są szybsi, a Adol reaguje na komendy troszkę za wolno. Podobnie wyglądało to też z remasterem Onimusha 2, przez co trudniej było wyczuć parowanie ataków. Tu przy mobach często trudniej uniknąć ich ataków, a przy bossach trzeba naprawdę szybko działać, a apogeum tego mamy przy ostatnim bossie. W sumie jestem nawet trochę zaskoczony, że sobie z nim poradziłem bez większego grindu, szczególnie że tendencja walk z bossami wyglądała tak, że najczęściej musiałem podbić poziom Adola o jeden lub wzmocnić ekwipunek ulepszeniem u kowala. Co ciekawe, często nawet jeden punkt więcej w obronie lub ataku potrafił dać zauważalną zmianę w wytrzymałości protagonisty lub ilości zadawanych obrażeń. Na szczęście przed każdą walką z bossem jest ustawiona kapliczka do zapisu, więc można w dowolnej chwili zrezygnować z kolejnych prób i iść sobie podbić staty. A gdyby ktoś był bardzo zdesperowany, kilka nieudanych prób daje opcję szybkiej zmiany trudności (ale nie warto od razu iść na łatwiznę). Miłym dodatkiem jest też system checkpointów, bo nieraz zdarzało mi się paść w trakcie pierwszego zwiedzania danego miejsca (czasami nagromadzenie silniejszych wrogów bywa zbyt duże, szczególnie gdy nagle spadnie się w przepaść), a wtedy zamiast być cofanym do ostatniego zapisu, zaczyna się na początku sekcji, w której się padło z ilością zdrowia, jaką się miało po jej wejściu.

Prosta formuła walki, która jednak potrafi dać wyzywanie przy bossach, w połączeniu z przyjemną oprawą audiowizualną sprawiły, że z przyjemnością przeleciałem przez Ys Memoire: The Oath in Felghana. Poprzednim Ys, w które grałem, było X: Nordics i była to mała męczarnia, w sporej mierze z powodu cienkiego portu na Switcha. Wskoczenie w starszą część serii, która została przygotowana pod współczesne urządzenia, dało mi o wiele milej spędzony czas. Fakt, że gra jest znacznie krótsza i prostsza w swojej koncepcji w niczym nie przeszkadzał, wręcz nawet łatwiej było po prostu skupić się na zadaniu. Chciałem nawet je przyspieszyć, bo klikając prawą gałkę można zwiększyć tempo gry 1,5 lub 2 razy. O ile przy mobach jeszcze da się tak grać, tak przy bossach już wspomniane wcześniej przyspieszenie przez klatkaż sprawia, że trzeba mieć nadludzkie tempo reakcji, żeby nadążyć z unikaniem wręcz spamowanych przez wroga ataków… Dochodzi jeszcze do tego nieraz dość precyzyjna zabawa w skoki, a to wymaga dobrego ustawienia się. Tak więc lepiej trzymać się zwykłego tempa, które i tak wcale wolne nie jest. Na koniec jeszcze wspomnę, że możemy w menu wybrać opcję wyglądu wizerunków postaci. Tak szczerze, nie mam pojęcia, po co Falcom w ogóle tracił czas na robienie nowszych wersji. Wcześniejsze, z 2010 roku, mają o wiele ciekawszy charakter; nowsze wydają się spłycone pod współczesny trend kreski anime (chociaż sprzedawczyni w sklepie z bronią została uwypuklona o większy biust i dekolt…). Dobrze więc, że możemy wybrać, co nam bardziej pasuje (domyślnie włącza się nowsza wersja).

Ostatecznie Ys Memoire: The Oath in Felghana jest pozycją, z którą warto się zapoznać, niezależnie od tego, czy jest się już fanem serii, czy jeszcze nie. Prostszy gameplay nie jest tu żadnym minusem, ponieważ po prostu chce się przejść tę pozycję, pokonać kolejnych mocnych bossów oraz zajrzeć w różne zakamarki lokacji, by znaleźć ulepszenia. Sam kupiłem pudełko na premierę, co dzięki dystrybucji przez Cenegę, jest u nas banalne i cena jest odpowiednio niska. Dodatkowo mam teraz ochotę nadrobić początek przygód Adola w wersji Ys I & II Chronicles. Tak więc…


Polecamy!


Producent: Nihon Falcom
Wydawca: Marvelous Europe
Data wydania: 7 stycznia 2025 r.
Dystrybucja: cyfrowa i fizyczna
Waga: 3,1 GB
Cena: 119,90 PLN
Platformy: Nintendo Switch, PlayStation 4, PlayStation 5

Zapraszamy również do zapoznania się z recenzjami innych gier z serii: Ys Origin, Ys: Memories of Celceta, Ys VIII: Lacrimosa of DANA, Ys IX: Monstrum NoxYs X: Nordics.

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *