Super Mario Bros. Wonder – Nintendo Switch 2 Edition + Meetup in Bellabel Park

Jedna z najlepszych pozycji na Switcha w jeszcze lepszym wydaniu.

Super Mario Bros. Wonder to bez wątpienia dzieło sztuki, jakkolwiek byśmy nie spojrzeli na ten wydany w roku 2023 tytuł. Próba poprawy ideału często prowadzi na manowce, ale na fali olbrzymiego zainteresowania Switchem 2 wręcz grzechem byłoby nie zaznajomić kolejnych graczy z tym rewelacyjnym kawałkiem kodu. Sprawdziłem więc, jak przebiegł lifting najlepszych w historii dwuwymiarowych przygód wąsatych braci, które w wydaniu na drugiego Pstryczka znajdziecie na sklepowych półkach pod zbyt długą nazwą Super Mario Bros. Wonder – Nintendo Switch 2 Edition + Meetup in Bellabel Park.

Zanim jednak o nowościach, jestem winny kilka zdań wspominek. Teoretycznie, Super Mario Bros. Wonder opiera się na sprawdzonym schemacie sprzed ponad 40 lat. Wciąż naszym głównym zadaniem jest strącenie Bowsera i jego akolitów z piedestału, a droga do tego celu wieść będzie przez plansze zakończone charakterystycznym masztem. Tradycyjnie, misję utrudniać będą nie tylko pomniejsi sługusi króla Żółwian, ale również gęsto rozsiane po levelach przeszkody, w tym niektóre rozgrzewające graczy wręcz do czerwoności. To co jednak wyróżniało kolejne części tej sagi, to każdorazowa świeżość i kreatywność w gejmpleju. I nie inaczej było w Super Mario Bros. Wonder! Od pierwszego kroku w lewej skrajni planszy aż do ostatniego w ponad 150 levelu jesteśmy nieustannie zaskakiwani, czy to nowymi przeciwnikami, czy to niespotkanymi wcześniej elementami rozgrywki. Jeśli do tego dodamy nowatorskie umiejętności i transformacje bohaterów, a także efektowne przeobrażenia świata przedstawionego (zapewniane nam przez cudowne kwiaty czy fantazyjne power-upy), to trudno się dziwić, że uległem żmudnej i niełatwej (ale udanej!) pokusie wymaksowania recenzowanej gry. Może się wydawać, że moje zakochanie wynikało z racji pierwszego kontaktu z tym tytułem, ale zapewniam, że gdyby było to moje drugie podejście, to też skończyłoby się na poświęceniu ponad 50 godzin na pieczołowite czyszczenie zawartości.

Minigry to najważniejszy element dodatku, dostępny jedynie w multiplayerze.

O pierwotnej zawartości już wspomniałem, weźmy teraz pod lupę, co nowego znajdziemy w najnowszym wydaniu. Na plan pierwszy wysuwa się rodzimy język. Wzorem Mario Kart World oraz Donkey Kong Bananza, otrzymaliśmy wydanie kinowe, a więc wszystkie napisy są po polsku. Do tłumaczenia nie tylko trudno mieć zastrzeżenia, ale też dzięki luźnemu podejściu do naszej mowy ojczystej niejednokrotnie uśmiechnąłem się na widok kreatywności tłumaczy również i w tym zakresie. Wprawdzie kultowego „Let’s go!” nie zamieniałbym na pewno na zaimplementowane tutaj „No to wio!”, ale już kombinacyjne słowotwórstwo chociażby wobec przeciwników (sprężyniuchy, spychomiry, pędzibyki) bardzo mi przypadło do gustu. Szkoda jedynie, że kwestii mówionych wciąż możemy słuchać tylko w obcych językach, ale nie od razu Kraków zbudowano…

Jeśli idzie o technikalia, to ciężko się do czegokolwiek przyczepić. Odświeżone Super Mario Bros. Wonder wyświetlane jest w natywnej rozdzielczości 4K w trybie stacjonarnym oraz w 1080p, gdy konsolę dzierżymy w dłoniach. Na papierze wygląda to dobrze, a w rzeczywistości jeszcze lepiej, ale nie jest to w moim odczuciu najważniejsza cecha tego wydania. Gra jest oczywiście prześliczna, szczególnie wieczorami potrafi wprowadzić wręcz w baśniowy nastrój, ale nie zapominajmy, że pierwowzorowi w warstwie graficznej ciężko było cokolwiek zarzucić, szczególnie jeśli posiadało się konsolę z ekranem OLED. Tak samo jest zresztą z wydajnością – najnowsza iteracja śmiga w obu trybach w płynnych 60 klatkach, ale wyraźną różnicę zrobiłoby dopiero odświeżanie w 120 fps-ach. Niemniej, bardzo dobrze świadczy to o  całości projektu, który bez pakietu najbardziej efektownych wodotrysków wciąż okazuje się genialnym kawałkiem kodu.

Gwoździem programu jest oczywiście tytułowy dodatek Spotkajmy się w Parku Bellabell. Tytułowa miejscówka odblokowuje się już na początku głównej przygody. Znajdziemy tam przede wszystkim 23 minigry, które zaliczać możemy jedynie w multiplayerze ze znajomymi w trybie kanapowym bądź online! Same konkurencje są bardzo uproszczone i podzielone na dwie kategorie aktywności: rywalizacją oraz współpracę. W kooperacji będziemy m.in. wspólnie zaliczać plansze, przekazując sobie tykającą bombę czy też przemierzać je w podziale na role, gdzie jeden z graczy buduje ścieżkę, a drugi próbuje bezpiecznie dobrnąć nią do flagi. Podczas starć przyjdzie nam z kolei chociażby karmić Yoshiego oraz eliminować rywala przy pomocy maszyny produkującej bańki mydlane, ale nie zabraknie też np. wirtualnej zabawy w chowanego. Co jednak najważniejsze, za dobrnięcie do końca każdej z potyczek otrzymujemy magiczną wodę, która pełni formę miejscowej waluty. Za jej pomocą m.in. dekorujemy otoczenie, bez czego z kolei nie otrzymamy medalu przyznawanego za wymaksowanie dodatku.

Zadania z obozu szkoleniowego Toadowej Brygady to drugi najważniejszy element dodatku – potrafi dać w kość, ale też dostarczyć mnóstwa satysfakcji!

Jak już wspomniałem, minigry nie są szczególnie skomplikowane i tak naprawdę mocno wciągające okażą się raczej tylko dla najmłodszych, najlepiej podczas sesji z dorosłymi. Tego samego nie da się jednak powiedzieć o dwóch innych elementach Spotkajmy się w Parku Bellabell: obozie szkoleniowym Toadowej Brygady oraz starciu z żółwnierzątkami. Pierwszy z nich to zestaw kilkudziesięciu krótkich i bardzo prostych w założeniach wyzwań, np. zaliczenia planszy bez dotknięcia przeciwnika lub zebrania monety, albo też jej ukończenia z przypiętą na stałe umiejętnością utrudniającą wykonanie zadania. Na tym nieskomplikowanie oczywiście się kończy, gdyż poszczególne cele osiągnąć jest niełatwo… Niemniej, zaliczenie tego fragmentu dodatku zabrało mi mnóstwo czasu, zszargało kilkukrotnie nerwy, ale też dostarczyło mnóstwo satysfakcji! Podobnie zresztą było z ostatnią z sygnalizowanych nowości, czyli starciach z prawymi rękami Bowsera. Pojedynkom z bossami daleko oczywiście do starć z Cupheada, ale dodatkowej zabawy zapewniają sporo, a do tego również są niezwykle satysfakcjonujące.

Oprócz tego znajdziemy tu również kilka mniej lub bardziej kosmetycznych nowości: dodatkowe ułatwienia dla młodszych graczy, grywalną postać Rosaliny, podwójne rozetki zapewniające dodatkowe umiejętności czy też power-up zamieniający naszego bohatera w kwiatek (co z kolei umożliwia likwidowanie przeciwników wertykalnie). Czy to wystarczy do zainwestowania prawie dziewięciu dyszek w dodatek? Decyzja należy oczywiście do Was. W mojej opinii, rozszerzenie oferuje wprawdzie kilka dodatkowych godzin solidnej rozrywki dla singli, ale tak naprawdę w pełni rozwinie swój potencjał dopiero gdy będziecie mieli współtowarzyszy do multiplayera. A jeśli będzie to Wasza pierwsza styczność z Super Mario Bros. Wonder, to werdykt dla wersji wzbogaconej o Meetup in Bellabell Park może być tylko jeden…


Zakup obowiązkowy!


Serdecznie dziękujemy firmie Conquest Entertainment
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry


Producent: Nintendo
Wydawca: Nintendo
Data wydania: 26 marca 2026 r.
Dystrybucja: cyfrowa, pudełkowa
Waga: 3,65 GB
Cena: 339,80 PLN (Upgrade Pack 89,80 PLN)

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *