Ys Memoire: Revelations in Celceta
O, tu to dopiero mamy pomieszanie z poplątaniem w grach i nazwach…
Przygoda Adola w lasach Celcety ma już 36 lat… Falcom poszalał wtedy, bo zlecił stworzenie tej gry dwóm różnym studiom – Tonkin House i Hudson Soft. Baza fabularna Ys IV: Mask of the Sun i Ys IV: Dawn of Ys jest taka sama, ale każda z firm miała inne podejście do gameplayu. Dopiero w 2012 roku Falcom postanowił zrobić z tym porządek i wydał na ich bazie zupełnie nowe spojrzenie na tę produkcję w postaci Ys: Memories in Celceta, a platformą dla niej była PS Vita (mamy jej recenzję). Późniejsze wydania na Windę i PS4 miały ten sam tytuł. Jednak gdy przyszło do omawianego teraz wydania na Switcha, Falcom znowu zmienił tytuł, tym razem żeby dopasować go do nowego schematu dla obecnego cyklu odświeżania Ys. Efekt jest taki, że obecna nazwa gry to Ys Memoire: Revelations in Celceta…
Adol nie zna spoczynku, ciągle musi gonić za nową przygodą. Kolejna doprowadziła go do ocknięcia się w mieście Casnan z dodatkowym efektem ubocznym w postaci amnezji. Kim jest, co tu robi i tak dalej są dla niego niewiadomymi. Nie trwa jednak długo, zanim dowiaduje się, że poszedł do Wielkiego Lasu Celcety i wszyscy myśleli, że tam zginął. Bo tak to jest z tym lasem – mało kto po zapuszczeniu się w jego głąb wraca, by móc o tym opowiedzieć. Adol wrócił, ale, cóż, opowiedzieć nic nie mógł. Zawirowania losu jednak sprawiają, że postanawia znów tam wyruszyć, z jednej strony, by odzyskać wspomnienia, a z drugiej, na zlecenie lokalnego rządu, by stworzyć mapę lasu. Oczywiście wraz z eksploracją okaże się, że czeka na niego znacznie większe zadanie!
Ys Celceta była drugą grą w serii z drużynowy system walki. Oczywiście przekłada się to na gameplay, ale również w znaczący sposób wpływa na historię. Adol podczas wędrówki po terenach Celcety trafi do kilku miast, a w każdym z nich dołączy do niego nowa grywalna osoba. Dzięki temu zarówno problemy danego miejsca, jak i rozwiązywanie większej tajemnicy, która wisi nad bohaterami, zostały ciekawiej zaprezentowane dzięki dialogom prowadzonym z towarzyszami. Poza rozmowami związanymi bezpośrednio z sytuacją, możemy też trochę bardziej poznać przeszłość danych osób oraz ich charaktery. Dla przykładu, towarzyszący nam od początku Duren sprawia wrażenie faceta kompetentnego i zaradnego, ale ta postawa jest potem podważana przez zbyt pewną siebie nastoletnią Calilicę oraz jego przyjaciółkę z dzieciństwa Friedę. Z kolei w przypadku Karny dowiemy się, jak problematyczne może być rodzeństwo.
Trochę miejsca na tła historyczne pobocznych postaci również zostaje tu poświęcone, chociażby gubernatorce Casnana, Griseldzie (pojawia się też w Ys VIII), czy zabawnemu dowódcy romunskiej armii o imieniu Leo. Dość interesujący są także antagoniści tej gry, choć zajmują zdecydowanie mniej miejsca w scenariuszu. Natomiast bardzo dobrze wpasowują się w samą historię i potrafią zabić ćwieka w rozumowaniu protagonistów, co szczególnie jest wyraźne w przypadku towarzyszącego nam Ozmy i tresera dzikich zwierząt Gadisa. Do tego dochodzi jeszcze cały fantastyczno-śrendniowieczny klimat wielkich niezbadanych dzikich terenów, ruin starych cywilizacji itp. Wszystko to sprawia, że fabułę czwartej części Ys śledzi się z zainteresowaniem, a dialogi czyta z przyjemnością. Nie wiem tylko, po co twórcy dali Adolowi opcje dialogowe – jedna zwykle jest grzeczniejsza, a druga uszczypliwa – do niczego nie prowadzą, a druga opcja po prostu nie pasuje do tej postaci.

Zrzuty obrazu pomiędzy tekstem były zrobione na NS2.
Jak już wspomniałem, w Ys Memoire: Revelations in Celceta poprowadzimy drużynę. W tym samym czasie na polu walki mogą być aktywne trzy osoby. My sterujemy jedną, a SI zajmuje się dwiema pozostałymi. Można im wybrać tryb zachowania – agresywne lub defensywne i w sumie nie wiem czemu nie mają jednej domyślnej opcji. Przy grze na normalnym poziomie trudności główne cięgi i tak idą na osobę prowadzoną przez gracza, natomiast dwie pozostałe czasem nawet z ofensywą potrafią się pogubić i nie atakować (nie pomaga też to, że zmiana trybu jest na prawej gałce, a łatwo ją niechcący trącić). Poza tym SI tak prowadzi swoje postaci, że właściwie nie zdarzyło mi się, żeby padły w boju, nawet gdy zostawiałem je z małą ilością zdrowia. I tu właściwie leży mój główny problem z rozgrywką – jest zaskakująco łatwo. Z drugiej jednak strony jest to problem trochę złożony. Po prostu lecąc i wybijając wszystkie moby, jakie trafią nam się po drodze, bez problemu nabijemy dość poziomów, żeby i za pierwszym razem poradzić sobie z bossami (poza ostatnimi, przed nimi warto solidnie zaopatrzyć się w przedmioty uzdrawiające). Natomiast w nowych rejonach z silniejszymi mobami sprawa wygląda tak, że najczęściej leci się na głupa, w walce używa się tylko ataków i uników, traci się większość paska życia, a potem stoi jak ten głupek i czeka, aż się życie samo zregeneruje. Nie ma tu zdolności odnowy punków HP, przedmioty medyczne są dość rzadkie, a żeby je kupować, trzeba by zrezygnować z broni i zbroi, co mija się z celem. Straciłem masę czasu na takie regeneracje i mocno wybija to z płynności rozgrywki. Podobnie wygląda kwestia leczenia statusów – jest za mało przedmiotów do ich leczenia i zwykle po prostu czeka się, aż zejdą. Najłatwiej jest z otruciem, bo wystarczy, że pasek życia dojdzie do maksa. Najbardziej wkurzający jest paraliż, już nawet nie przez blokowanie części ruchów, ale przez odgłosy, jakie wtedy wydają postaci, a już najgorzej brzmi to przy dziewczynach.
Pomijając te upierdliwości, sam gameplay jest przyjemny. Duży wpływ na to ma już wspomniana fabuła, ponieważ sprawia, że chce się przeć dalej. Dużą robotę robi też środowisko, po którym biegamy. Trzeba przyznać ludziom z Falcomu, że potrafią zrobić ekscytujące lokacje, gdy im Janusz da czas i dość swobody. Podobnie jest z przeciwnikami – najprościej będzie ich określić jako „fantazyjni”. W kwestii ubijania ich, spora cześć reaguje na jeden typ ataku – cięcie, przebicie lub uderzenie – i tu najbardziej wchodzi kwestia różnorodności ekipy. Generalnie mam do dyspozycji sześcioro wojowników, po dwoje na każdą z tych trzech klas. Żeby pozbywanie się wrogów szło sprawnie, warto przeskakiwać między nimi w trakcie potyczek. W praktyce jednak, o ile jakaś jednostka nie ma większej puli życia, to równie dobrze można trzymać się prowadzenia jednej osoby. Wciąż jednak zmienianie ich ma znaczenie w trakcie eksploracji, ponieważ każda z nich oferuje inną akcję – od otwarcia skrzyni przez Durena po zamrażanie trujących gazów przez Friedę. Fajnym rozwiązaniem do uzupełnia eksploracji jest też korzystanie z artefaktów do zmiany wielkości drużyny czy pływania pod wodą. Z drugiej strony czasem co chwilę trzeba je zmieniać, co lekko irytuje i szkoda, że nie ma skrótu do nich na krzyżaku. Trochę niedogodna jest też mapa w lochach, ponieważ została strasznie poszatkowana i właściwie nie mamy podglądu na całą ich strukturę. Tak więc jest tu trochę niedociągnięć, które spokojnie mogłyby być poprawione w tej nowej wersji, ale Janusz nie dał takiej opcji tym razem.
Niestety falcomowy januszex szczególnie nie popisał się z wydaniem Celcety na Switchu z powodu oprawy graficznej. Podczas gry w trybie handheldowym produkcja wygląda po prostu źle… Dużo rozmazów, dziwnie zachowujące się cienie (raz patrzę na ekran i coś mi szumi na obrazie, a dopiero potem podczas gry na NS2 zorientowałem się, że wcześniej powodem tego na NS1 był ruch cieni…). Dziwne wrażenie ma się też podczas patrzenia na ruch postaci po planszach – tak jakby z powodu kamery nie tyle ekipa się przemieszczała po terenie, ale teren przesuwał się pod ich stopami. Po przejściu na duży ekran w doku lub do gry na Switchu 2 ogólne wrażenia są lepsze, ale też wychodzą różne kwiatki. Problem ruchu nadal zostaje, w przypadku cieni nieraz można zauważyć, że są one po prostu dodaną płaską warstwą nad powierzchnią ziemi…. No i widać, że modele postaci są już stare, choć mają raptem 14 lat. Wtedy na Vicie były w porządku, ale kurde, jesteśmy już w przyszłości, wraz z takim wydaniem przydałyby się choć częściowe poprawki na tym polu.
W przypadku oprawy dźwiękowej nie mam większych uwag do efektów dźwiękowych, no poza nadmienionym już stękaniem z powodu nałożonego paraliżu. Dubbing jest szczątkowy – czasem ktoś coś powie głosem aktora, ale większość rozmów odbywa się w milczeniu z akompaniamentem sporadycznych pojedynczych słówek na początkach linii dialogowych. Spory problem natomiast miałem z muzyką. Niby przed rozpoczęciem gry zauważyłem w menu, że jest opcja przełączenia się między ścieżką oryginalną, a odświeżoną, ale potem mi to uciekło z pamięci. Leciałem przez większość gry ze strasznie miaucząco-jęczącym podkładem wygrywanym na jakichś lipnych klawiszach. Dopiero bliżej końca gry (powiedzmy po 20 godzinach z 25 na całość) coś mnie tknęło, żeby sprawdzić tę nową wersją. Szybko pożałowałem, że nie zrobiłem tego szybciej. Podkład nadal miał ten jęczący sznyt, ale kijowe klawisze zostały zastąpione prawdziwymi instrumentami smyczkowymi, dzięki czemu muzyka już lepiej siadała.
Przygoda Adola w Wielkim Lesie Celcety ogólnie spokojnie mogę uznać za jedną z lepszych gier w serii. Duży wpływ ma na to historia, postaci i wspaniałe tereny, które odkrywamy. System walki sam w sobie też jest w porządku, choć brakuje w nim zbalansowania przy grze na normalu, bo trochę zbyt ich w łatwą. Generalnie jednak grę jako taką mogę Wam spokojnie polecić.
Nie jestem tylko pewny, czy wersja Ys Memoire: Revelations in Celceta jest właściwym wyborem… Dużym plusem na pewno jest poprawa ścieżki dźwiękowej – w nowej aranżacji można jej po prostu słuchać, zamiast krzywić się na poprzeciągane, zawodzące dźwięki. Szkoda tylko, że solidniejsza praca nie została wykonana w części wizualnej. Po tym, jakie gry już mieliśmy na Switchu, handheldowe działanie gry strasznie zawodzi. Pewnie już lepiej byłoby grać przenośnie w oryginał na PSV niż na Switchu… Zauważalna poprawa jest w doku i na Switchu 2 (z boostem na handheldzie), więc jeśli zdecydujecie się na to wydanie, to miejcie to na uwadze.
Waham się z oceną przez te niedociągnięcia, ale ogólnie spędziłem z grą przyjemne 25 godzin, całe szczęście w większości na NS2, a i ogólnie produkcja ma więcej zalet niż wad, więc niech będzie Falcomowi, dostanie odznaczenie…

Producent: Nihon Falcom
Wydawca: Marvelous Europe
Data wydania: 28 kwietnia 2026 r.
Dystrybucja: cyfrowa i fizyczna
Waga: 5,4 GB
Cena: 119,90 PLN
Platformy: Nintendo Switch
Zapraszamy również do zapoznania się z recenzjami innych gier z serii: Ys Origin, Ys Memoire: The Oath in Felghana, Ys VIII: Lacrimosa of DANA, Ys IX: Monstrum Nox, Ys X: Nordics.
Screeny ze Switcha 1
























Najnowsze komentarze