Heroes of Might and Magic: 30 lat legendarnej serii
„W Polsce, jeśli chcesz poślubić kobietę, to musisz pokonać jej ojca w Heroes III”.
Kontrowersyjna opinia na start. Lubię Heroes of Might and Magic III, w ten właśnie tytuł pykam ze znajomymi kilka razy do roku na niezbyt trzeźwych posiadówkach, jednak gdy mam moment dla siebie, wybieram raczej piątą część serii. Nie będę ukrywał, że kryje się za tym jakieś szlachetne uwielbienie do którejś z mechanik. Po prostu gdy królowała „trójka”, ja byłem za młody i za biedny, by mieć PC. W trójkę grałem u kuzyna, ale niewiele, bo było to już w czasach, gdy na wsi rządziła płytka Verbatim z wypalonym Vice City. Gdy rodzice zakupili pierwszy w domu komputer „do nauki”, na horyzoncie majaczyło Heroes of Might and Magic V. Nie dla mnie więc był wydany przez CD-Action magazyn specjalny HoMM, który koncentrował się głównie na najsłynniejszej części gry, dla reszty pozostawiając dosłownie po dwie strony per odsłonę. Z takim bagażem wspomnień z zainteresowaniem czekałem na polskie wydanie książki Heroes of Might and Magic: 30 lat legendarnej serii.
Po otrzymaniu paczki, jeszcze przed jej rozpakowaniem, wiedziałem, że będzie to kawał tomiska. 190 stron, format lekko większy niż A4, papier kredowy i bardzo solidna, twarda oprawa sprawiają, że ręce potrafią zmęczyć się w trakcie dłuższych sesji czytania. Moja waga kuchenna słynnej marki Esperanza wskazała aż 1,3 kilograma! Byłem w tak ciężkim szoku, że zważyłem Legiona Go, żeby sprawdzić czy są przekłamania. No i są, ale maksymalnie o kilka gramów. Przez wagę i duży format ciężko zabrać kronikę HoMM do poczytania w autobusie czy pociągu. Do lektury potrzebowałem dodatkowego podparcia, więc większość moich sesji odbywała się w pozycji półleżącej. Zastosowany papier kredowy jest też delikatnie za gruby jak na moje przyzwyczajenia. Przy przewracaniu stron wydawało mi się, że strony są sklejone i przewracam kilka stron jednocześnie. Tak jednak nie było, to uczucie paranoi zostało jednak ze mną przez cały tytuł i cały czas zerkałem na numerację. Myślę że główną rolę tutaj gra po prostu brak przyzwyczajenia – nie mam zbyt wielu książek w tak dużym formacie, okraszonych dodatkowo, nie ukrywajmy, dobrej jakości papierem, który nie jest łatwo podrzeć.

Twarda oprawa, ładne grafiki i sporo ciekawostek, czyli jest co czytać!
Pozachwycać się muszę przez chwilę nad okładką. Tytuł serii gier wystawiono tutaj na piedestał, to on gra pierwsze skrzypce, podczas gdy podtytuł „30 lat legendarnej serii” zgrabnie umieszczono w dolnej części artu. Na samym środku epicka bitwa tytana z czarnym smokiem, której fanom Hirków III w żadnym kontekście nie trzeba tłumaczyć. Nadrukowane elementy odbijają światło i aż szkoda, by tak piękne wydanie chować grzbietem na półce z książkami; zdecydowanie należy wyeksponować ją niczym edycję limitowaną ulubionej gry. Od stron w środku światło już w oczy tak intensywnie się nie odbija, i bardzo dobrze, bo męczyłoby to nadmiernie wzrok.
No dobrze, starczy już o sensorycznych odczuciach z kontaktu z książką. Pora powiedzieć, czym właściwie jest „kronika trzydziestu lat historii znanej i kochanej serii gier strategicznych”. To właściwie chronologicznie ułożone wspomnienia twórców serii. Autor książki, Neal Hallford, miał delikatnie ułatwione zadanie, gdyż pracował przy dodatkach do części trzeciej. Nie zmienia to jednak faktu, że poza starymi znajomymi z New World Computing nawiązał kontakt również z twórcami „nowożytnych” części gier, czyli deweloperami z Nival, Black Hole Entertainment, Limbic Entertainment czy ludźmi z Unfrozen pracującym nad najnowszą częścią serii. Mimo bycia częścią tej historii Neal niemal wyłącznie opisuje proces tworzenia gier oczami kolegów, najwyżej raz czy dwa wtrącając swoje krótkie zdanie. Książka koncentruje się na założeniu studia New World Computing i stworzeniu marki gier RPG Might & Magic, by odpowiednio wprowadzić czytelnika w realia tworzenia gier w tamtych czasach, by potem skupić się na serii Heroes, od czasu do czasu wtrącając informacje o wpływie RPG-owej części na strategiczne Hirki.

Legion niby jest duży, ale przy tym tomiszczu wydaje się i mały, i leciutki.
Opowiadana historia nie wchodzi w szczegóły produkcji gier tak detalicznie, jak „Wilczym Śladem – Historia powstania gry Wiedźmin 3: Dziki Gon”. Nic dziwnego – gier z głównej serii Heroes mamy niemal osiem, do tego dochodzą dodatki, jak seria RPG Might & Magic, perypetie wydawnicze, upadek 3DO i przejęcie przez Ubisoft. Tekstu zresztą wcale nie ma jakoś dużo jak na 190 stron dużego formatu, ponieważ został znacznie okraszony sporą ilością grafik, które są jednak potrzebne, by wizualnie pokazać rozwój serii przez trzy dekady. No i na końcu znajduje się 30 stron galerii – niestety dla ogółu graczy zawiera grafiki z kilku części Might & Magic, a potem Heroski tylko od piątki w górę. Warto zaznaczyć, że grafiki z HoMM V i dodatków to 15 stron, więc połowa całej galerii, więc większość fanów może być niezadowolona, ale ja nie narzekałem.
Trzymając się „głównego” tekstu, książka jest dość ciekawa. Przede wszystkim opisuje zmagania deweloperów z wymyślaniem sposobów na ulepszenie pozornie doskonałej formuły. Muszę przyznać, że czytając o pomysłach na nowe (a więc często kontrowersyjne) mechanizmy, człowiek nabiera dystansu i aż ma ochotę sprawdzić, czy ta „czwórka” faktycznie była aż taka zła. Przyznaję się też, że zgrzeszyłem. Po pierwszym przeczytaniu miałem wrażenie, że „3DO złe, Ubisoft dobry”. Wmówiłem sobie, że to przez fakt poniekąd zatwierdzenia książki przez Ubisoft, bowiem ich logo dumnie widnieje z tyłu książki. Nic bardziej mylnego. Wrażenie to wychodzi z prostego faktu, że w książce mamy również opisaną perspektywę pracowników Ubisoftu, natomiast w przypadku problemów z 3DO czytamy relację tylko jednej strony konfliktu. Nie ma mowy o cenzurze, a deweloperzy nowszych części wprost wskazują na problemy z wydawcą, jeśli takowych doświadczyli.

Może nie jest to najgrubsza książka, jaką mam, ale dzięki dużemu formatowi tekstu mieści się w niej całkiem sporo.
Neal Hallford skontaktował się przy tworzeniu książki z kosmiczną ilością osób, bowiem oprócz historii powstawania New World Computing, serii Might & Magic i Heroes, sięgnął również do wielu autorów fanowskich projektów, czy to modów, planszówki, czy osób tworzących Heroes Orchestra. Książka pełna jest ramek zawierających dodatkowe informacje, ciekawostki lub zabawne anegdoty, chociaż w połączeniu z głównym tekstem i dużą ilością zdjęć może to powodować u czytelnika wrażenie lekkiego chaosu. Trzeba wiedzieć, kiedy się zatrzymać w głównym tekście, by móc podziwiać piękne grafiki lub przeczytać o wersji gry na GameBoy’a Color. Mi to zbytnio nie przeszkadzało, chociaż czasem przy zdjęciach lub ramkach mocno cierpi chronologia (np. zdjęcie z wydanego na DS-a w 2009 Clash of Heroes dostajemy przy tekście opisującym dzieje marki od 2024 roku wzwyż). Należy też pamiętać, że książka w oryginale ukazała się w 2025 roku, jeszcze przed premierą Olden Era w Early Accessie. Kilka informacji o tym tytule dostajemy, jednak są to informacje przedpremierowe, a więc bardziej nadzieje deweloperów. Śmiesznie się to czyta, gdy twórcy są dumni z generatora map, który mają oddać graczom, tymczasem wersja Early Access gry takiego generatora nie posiada. Niewiele też jak dotąd wynika z obietnic o zawartości PvE, które pojawia się w książce – Olden Era nie pozwala nawet na sojusze i widocznie jest stworzona w duchu rywalizacji PvP. Dobra, żale wylane, można wracać do książki.

Galeria zawiera głównie arty z piątej części gry – ja tam nie narzekam!

Piękna, duża okładka, aż szkoda, żeby się marnowała na półce wokół innych książek
Polskie tłumaczenie jest nadwyraz dobre i, zastanawiając się nad tym chwilkę dłużej, ekipa Gamebook wykonała bardzo dużo pracy. Jeśli jakaś część Might & Magic była wydana w Polsce z polskim podtytułem, to właśnie taki zobaczymy w książce. Wszelkie nazwy własne konkretnych frakcji czy jednostek pasują do tych widocznych w polskich wersjach gier, a dosłownie tylko jeden żart słowny zawarty w książce0 nie siadł. Ba, Marcin Moń dołożył starań, by nawet wspomniane w książce epizody „Star Treka” były zgodne z tytułami emisji w Polsce. Za to spory szacunek. Mamy też obowiązkowe nawiązanie do „gorących pośladków”.
Nie znaczy to, że nie dało się zrobić czegoś lepiej. Zdjęcia z gier pochodzą z angielskich wersji językowych, a po polsku zobaczymy dosłownie dwie karty z planszówki. Brakuje też kilku smaczków o scenie e-sportowej, nie tylko polskiej –mam wrażenie, że temat rozgrywki PvP (poza piątką, która w grze online jednak sporo namieszała) jest dość mocno ignorowany i autor książki skupia się raczej na kampanii dla jednego gracza. Szkoda, znam masę osób grających w Heroes III, ale jestem niemal pewien, że nikt nie ograł modułu single-player.
Dla kogo więc jest Heroes of Might and Magic: 30 lat legendarnej serii? Głównie dla osób, które interesują się procesem tworzenia gier lub tak sporej marki. Nawet ja, siedząc w gierkach dość mocno, dowiedziałem się o nieznanych mi wcześniej projektach, jak gra przeglądarkowa. Całość czyta się bardzo dobrze, a po ukończeniu trzeba znaleźć odpowiednie miejsce na półce, by wyeksponować piękną okładkę. Jeśli jednak jedyne, co Was interesuje, to „Heroes III najlepszy”, a poczytać to byście chcieli poradniki do gry PvP lub najlepsze strategie, to zdecydowanie nie jest książka dla Was.
Nigdy już nie będę narzekał na motywy science-fiction w serii.
Serdecznie dziękujemy Wydawnictwu Gamebook
za udostępnienie książki do recenzji










Najnowsze komentarze