Diablo II: Resurrected

Zatwardziałemu konsolowcowi przydzielono do recenzji remaster ikony pecetowego gamingu. Oto co z tego wynikło.

Od czasu rozbratu z Commodore 64, na komputerze ukończyłem zaledwie dwie pozycje (słownie: dwie). Uznając, że szansa na pojawienie się Half-Life oraz Commandos: Behind Enemy Lines na konsolach jest nikła, pozwoliłem sobie zaliczyć je na PC. Dodam jeszcze, że żadnego wrażenia nie robiły na mnie kolejno wówczas wydawane cRPG. Gdy na Dreamcaście i PlayStation 2 zaczęły regularnie pojawiać się strzelanki FPS, nawet nie śledziłem doniesień z rynku gier blaszakowych. Diablo? Pamiętam tylko, że pojawiło się na PSX, a najbardziej charakterystyczne dla mnie było to, że save z tego tytułu zajmował aż 12 bloków na karcie pamięci (gimby nie znajo). Gdy jednak w redakcji pojawiła się opcja zrecenzowania odświeżonego Diablo II, walczyłem jak lew o jej przydział. Ciekawość zdecydowanie wzięła górę, a ta, jak wiadomo, jest… pierwszym stopniem do piekła. Z uwagi na powyższe, niniejszy tekst będzie recenzją kompletnego dyletanta. Z góry przepraszam, jeśli swoją niewiedzą urażę kogoś z ogromnej społeczności miłośników tego uniwersum, ale z drugiej strony myślę, że zapoznanie się z przemyśleniami ignoranta może być ciekawym doświadczeniem. Zaczynamy!

O poziom techniczny jednego z największych dzieł Blizzarda byłem spokojny od początku. Pracujące nad odświeżeniem klasyka studio Vicarious Vision to przecież najlepsi fachowcy w tej branży. Jeśli ktoś jeszcze nie przekonał się o ich umiejętnościach przy okazji ogrywania zremasterowanej trylogii Crash Bandicoot, ten nie przejdzie obojętnie obok perfekcyjnie przemodelowanego dwupaku gier z serii Tony Hawk’s Pro Skater, które również miałem w tym roku przyjemność zaliczyć.

Zacznijmy od grafiki, która prezentuje się dość okazale. Tak świetny efekt osiągnięto dzięki zastosowaniu pewnej sztuczki: na starą zawartość nałożono zupełnie nowe tekstury, modele otoczenia oraz postacie, które teraz wykonano w trójwymiarze. Zabieg ten pozwolił zawrzeć dodatkowo jeszcze jeden ciekawy element: możliwość przełączania się w dowolnym momencie pomiędzy wersją oryginalną a remasterem. Wystarczy jednocześnie wcisnąć ZL oraz minus, by w okamgnieniu zobaczyć, jak to drzewiej bywało. Oczywiście, wraz z odświeżeniem warstwy wizualnej nie zapomniano o implementacji wszystkich innych współczesnych efektów graficznych. Ogromnej metamorfozie uległ m.in. system oświetlenia, a sama gra śmiga w stabilnych 30 klatkach (oryginał ponoć hulał tylko w 25 fps). Pozytywny efekt graficzny wzmacnia się dodatkowo, gdy zdecydujemy się na grę w trybie handheld. Szkoda tylko, że zabrakło wówczas opcji powiększenia czcionki, gdyż czasami ciężko odczytać coś w interfejsie. Same menusy nie są też wzorcem intuicyjności, ale w miarę nabywania praktyki poruszać się w nich będziemy bez większych problemów. O menu ekwipunku więcej jeszcze za moment.

Zupełnie nowe są przerywniki filmowe. Diablo, czyli główny zły, wprawdzie wraca na ziemię w średniej jakości intrze, ale nawet w roku 2021 wszystkie wstawki filmowe prezentują się solidnie i doskonale zwiększają immersje A jak się gra w nowe Diablo? Nie wiem jak się grało w klasyczne, ale wersja Resurrected bardzo przypadła mi do gustu. To nadal tylko (albo jak krzykną fani – aż) klasyczny hack’n’slash, ale potrafi wciągnąć na długie godziny, w tym nawet gracza, który nigdy wcześniej po tego typu pozycje nie sięgał. Mimo że rozgrywka przez cały tytuł głównie polega na siekance, to trzymająca się kupy fabuła oraz nieskończona zabawa w podnoszenie statystyk zabrać może przynajmniej kilkadziesiąt długich wieczorów.

Duża w tym zasługa rewelacyjnego, moim zdaniem, sterowania. Jeśli się o coś w Diablo II: Resurrected obawiałem, to tylko o ten aspekt – w końcu gra powstała z myślą o myszce! Magicy z Vicarious Visions nie poszli na łatwiznę i skonstruowali zupełnie nowy model sterowania dedykowany pod pada. Jest ono bardzo przyjazne użytkownikowi, dzięki czemu niemalże od razu zżywamy się z prowadzonym przez nas bohaterem. Celowanie we wrogów jest automatyczne i w zdecydowanej większości przypadków działa wybornie. Pojedynczo zdarzające się kiksy nie są w stanie przysłonić ogromu pracy, jaki developerzy włożyli w nowy projekt poruszania się. Warto dodać, że jest on pełen prostych (czasami wręcz oczywistych), ale jakże ułatwiających życie usprawnień względem oryginału. Wspomnę tylko m.in. o tym, że po 20 latach od premiery właściwego Diablo II, nasza postać opanowała niełatwą sztukę automatycznego podnoszenia znalezionego złota! Jak irytujące musiało być każdorazowe klikanie w kolejną kupkę leżących na planszy zasobów to nawet nie chcę sobie wyobrażać. Gdybym jednak musiał naprawdę się przyczepić do czegokolwiek w kwestii sterowania, to byłoby to menu ekwipunku. Mamy w nim wybór pomiędzy sterowaniem skrojonym typowo pod pada (przeskakiwanie po kolejnych przedmiotach krzyżakiem) bądź też kierujemy tradycyjnym kursorem za pomocą gałki. Zarówno pierwsze, jak i drugie rozwiązanie nie jest idealne, ale po kilku godzinach przygody przyzwyczajamy się do obranego systemu.

W przejrzysty sposób opracowano również drabinkę umiejętności oraz system statystyk, choć żeby być dobrym w te klocki, wymagane jest poświęcenie pewnej ilości czasu na naukę. Na pewno pomagają w tym dość precyzyjnie opracowane opisy w polskiej lokalizacji, niemniej bez kilkukrotnego zajrzenia do internetowych poradników (albo też bez pomocnej dłoni znajomego – pozdrawiam Piotrka!) może być ciężko. Gra posiada więc pewien próg wejścia, który żółtodziobów albo zmusi do pogłówkowania albo też… zniechęci do tytułu. O tym jednak więcej w podsumowaniu, teraz dodajmy tylko, że w nowym Diablo II poszczególne skille możemy podpiąć pod skróty klawiszowe, dzięki czemu szybko i łatwo mamy dostęp do interesujących nas w danym momencie zdolności.

Osobną kwestią jest granie online. Niestety, jako miłośnik gry w pojedynkę tylko kilkukrotnie zdecydowałem się na rozgrywkę wieloosobową, co zrobiłem zresztą jedynie w celach testowych. Pomijając początkowe problemy z serwerami (choć i teraz nierzadko bywają zapchane), rozegrałem kilka questów z wirtualnymi przyjaciółmi. W przeciwieństwie do konsol spod szyldu Sony i Microsfotu, na Switchu w morderczą wyprawę może się udać maksymalnie tylko 4 graczy (na „większych” sprzętach dwa razy więcej). Niestety, na naszej ulubionej maszynce do grania nie pogramy też z użytkownikami innych sprzętów, ale jeśli mamy Diablo II: Resurrected na innym sprzęcie, to możemy bezproblemowo zaimportować tam naszego bohatera i kontynuować przygodę stacjonarnie, a po czasie wrócić z rozwiniętą postacią na ekran handhelda. Nie ma natomiast żadnej możliwości grania kanapowego. Wartą uwagi nowinką są za to umieszczane na planszach skrzynie, dzięki którym nie trzeba już obarczać jednego ze współtowarzyszy rolą chodzącego magazynu.

Na zakończenie jeszcze parę słów o udźwiękowieniu, które jest połączeniem tradycji z nowoczesnością. Wszystko dlatego, iż do oryginalnych kwestii zostały dograne nowe, ale z zachowaniem ducha przeszłości. Wyszło ekstra i tylko audiofile będą w stanie wyczuć, co jest przekopiowane z pierwowzoru, a co dodano przy okazji odnawiania Diablo II. Muzyka przygrywająca w tle spełnia powierzone jej zadanie – kiedy trzeba buduje klimat, czasem wywołując lekki uśmiech na twarzy, a dużo częściej przyprawiając o element niepokoju. Przy dobrym nagłośnieniu, czy to stacjonarnym czy też słuchawkowym, z niemałym uznaniem spojrzymy na pracę wykonaną przez dźwiękowców.

Jak więc oceniam Diablo II: Resurrected? Twórcy remastera zmienili chyba wszystko, co mogli, aby gra okazała się szybsza, płynniejsza oraz bardziej atrakcyjna dla oka i ucha. Nie mogli jednak nic poradzić w kwestii skostniałej rozgrywki, która w trzeciej dekadzie XXI wieku nie tylko trąci myszką, ale współczesnych graczy, żądnych przede wszystkim prostoty i fajerwerków, może zwyczajnie odepchnąć. Pamiętajcie jednak, że to recenzja kolesia, który ze światem Diablo zetknął się po raz pierwszy, choć jego przygoda ze światem gier trwa już pełne trzy dekady. Z drugiej strony koleś ten przez ostatnie kilkadziesiąt godzin przy Switchu czuł się znów jak w roku 2000, kiedy to kończył podstawówkę. Myślę, że to wystarczająca rekomendacja!


Zakup obowiązkowy!


Serdecznie dziękujemy Blizzard Entertainment
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry


Producent: Blizzard Entertainment
Wydawca: Blizzard Entertainment
Data wydania: 23 września 2021 r.
Dystrybucja: cyfrowa
Waga: 7,7 GB
Cena: 169,80 PLN

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *