Nintendo Switch 2 jest z nami już ponad tydzień i nie żałujemy zakupu
Nintendo odrobiło pracę domową wzorowo, ale kilka problemów wieku dziecięcego daje się we znaki.
Nintendo Switch 2 w końcu trafił do naszych rąk! Zanim jednak zajrzymy do wszystkich zakamarków konsoli w pełnoprawnej recenzji, najpierw postanowiliśmy podzielić się z Wami luźniejszymi przemyśleniami na temat sprzętu po pierwszych spędzonych z nią dniach.
Maniak
Pierwsze wrażenia
Od razu po wyjęciu konsoli z pudełka, podpięciu nowych Joy Conów i wzięciu całości w łapy do głowy przychodzi jedna myśl – ależ to cholerstwo jest wielkie! Aby zmieścić na tablecie prawie 8-calowy ekran Nintendo znacząco zwiększyło gabaryty urządzenia do tego stopnia, że leżący na moim biurku Switch OLED zaczął wydawać się malusieńki (o Vicie leżącej w szafce nie wspominając). Czy konsola jest za duża? Moim zdaniem jeszcze nie. Sytuację ratuje bowiem grubość tableta, porównywalna z poprzednią konsolą. Switch 2 jest więc duży, ale wciąż relatywnie smukły na tle innych współczesnych handheldów dostępnych na rynku i po kilku dniach naturalnie przyzwyczaiłem się do jego rozmiarów i zacząłem doceniać większy ekran.

Zdjęcia konsoli z porównaniami dzięki uprzejmości Naczelnego.
No właśnie – ekran. Nintendo, przynajmniej na tę chwilę, porzuciło technologię OLED i wróciło do LCD. Nie jest to jednak ten sam słabej jakości panel, co w pierwszej wersji Switcha. Odwzorowanie kolorów jest znacznie lepsze, rozdzielczość 1920 na 1080 pikseli gwarantuje obraz ostry jak brzytwa, a w dodatku ekran wspiera teraz takie bajery jak VRR, HDR oraz odświeżanie obrazu w 120 klatkach na sekundę. Ogólnie pod względem samej jakości obrazu ekran Switcha 2 postawiłbym w rankingu gdzieś w środku drogi pomiędzy tym z pierwszego Switcha, a krystalicznie czystym OLED-em.
Potem przyszła pora na przeniesienie danych ze starej konsoli na nową i cały proces jest mało skomplikowany. Oba handheldy musimy podłączyć do ładowania (w przypadku Switcha 2 koniecznie za pomocą dodawanej do konsoli ładowarki) i wybrać odpowiednie opcje w ustawieniach. Dane są wysyłane bezprzewodowo i cały proces zajmuje kilkanaście minut. W końcu wita nas przyjemna animacja wraz z wpadającą w ucho melodią (cieszcie się z niej póki możecie, to jedyna okazja na jej posłuchanie) i… można zacząć grać.
Z wielką mocą wiąże się przeciętny czas pracy na baterii
Na start zakupiłem kilka gier – pierwszą z nich była, rzecz jasna, nowa odsłona Mario Kart, niedługo potem do kolekcji dołączyły FAST Fusion, Street Fighter 6, Nintendo Switch 2 Welcome Tour oraz dwie odsłony Zeld (to dzięki aktualizacjom dostępnym w ramach Nintendo Switch Online). O jakości samych tytułów więcej napiszemy w recenzjach (chociaż już teraz radzę Wam nie popełniać mojego błędu, czyli wydać 40 zł, które Nintendo życzy sobie za demo technologiczne), ale stwierdzić mogę już jedno – Switch 2 jest dużo potężniejszą konsolą niż jej poprzednik. Wszystkie sprawdzone przeze mnie do tej pory tytuły robią piorunujące wrażenie zarówno w trybie handheldowym, jak i na dużym ekranie.

Nintendo w końcu pozwala na przesyłanie screenshotów (teraz łapanych w 1080p) do aplikacji mobilnej, co znacząco ułatwi naszą pracę.
Na potrzeby tego tekstu skupmy się może na samym Ulicznym Wojowniku. Wersja na Switcha korzysta z DLSS, aby podbić obraz renderowany w niższej rozdzielczości do okolic Full HD. Skutkuje to jakością graficzną porównywalną do wersji na pozostałe współczesne konsole (a nawet przewyższa pod kilkoma względami wersję na Xboxa Series S), stabilną wydajnością na poziomie 60 klatek na sekundę oraz bardzo niskim input lagiem. Idealny port świetnej bijatyki.
Oczywiście w kontekście potencjału podzespołów ważnym aspektem jest też bateria. Grając w bardziej wymagające tytuły, możemy spodziewać się dwóch godzin i kilkunastu minut zabawy na jednym ładowaniu. Nie jest to wynik zły – praktycznie standardowy, jeśli spojrzymy na osiągi pierwszej wersji Switcha, a nawet Vity i PSP. OLED Model mnie trochę jednak rozpieszczał pod tym względem. Jeśli jednak przesiadacie się z oryginalnego Switcha V1, nie odczujecie żadnej regresji, a i pewnie nawet będziecie mogli pozwolić sobie na dłuższą zabawę niż dotychczas, biorąc pod uwagę degradację baterii przez lata (tutaj polecam wszystkim posiadaczom Switcha 2 włączenie limitu ładowania do 90% w ustawieniach – o bateryjki trzeba dbać).
Wsteczna kompatybilność jest znacznie lepsza niż się spodziewałem
Jedną z pierwszych rzeczy, jakie sprawdziłem, było działanie gier wydanych na pierwszego Switcha. Załadowałem do pamięci konsoli kilka portów, które kładły poprzednią konsolę na kolana – m.in. DOOM 2016, Wiedźmina 3, The Outer Worlds i Trails Through Daybreak II, i z miejsca bardzo pozytywnie się zaskoczyłem. Sekwencje w Doomie, które miały problemy ze spadkami, teraz bez problemu utrzymują się na poziomie 30 FPS, Wiesiek dzięki dynamicznej rozdzielczości prezentuje się całkiem solidnie, kosmicznie długie czasy ładowania Outer World stały się… znośne, a Trails Though Daybreak II nadal straszy niską rozdzielczością, ale znacznie stabilniejszy framerate’em, a do tego króciutkie czasy ładowania znacznie poprawiły zabawę. Testy, które widziałem na YouTubie, pokazują też, że w większości przypadków, w których wersje na Switcha nie posiadały blokady frameratu na 30 FPS (np. w porcie Darksiders 3) nowa konsola nie ma żadnych problemów z zablokowaniem zabawy na 60 FPS-ach.
Oznacza to dwie rzeczy. Po pierwsze, większość tytułów nie potrzebuje jakichkolwiek zmian, aby z miejsca działać na Switchu 2 znacznie lepiej niż na poprzedniku. Po drugie, potencjał wstecznej kompatybilności jest hamowany przez odgórnie zaprogramowane ograniczenia w kodach gier. Tam, gdzie udało się je zdjąć – np. w Super Mario Odyssey czy Splatoonie 3, cieszyć możemy się nie tylko bardzo stabilną wydajnością, ale też dużo lepszą jakością obrazu. Pozostaje mieć nadzieję, że jak największa liczba deweloperów postanowi wrócić do wydanych już gier i potraktować je odpowiednimi patchami zdejmującymi limity.
Szkoda też, że w NS2 Nintendo nie dodało opcji odpalania gier z pierwszego Switcha w trybie handheld z ustawieniami z trybu TV. Z miejsca oznaczałoby to znacznie poprawioną jakość obrazu na małym ekranie bez potrzeby przygotowywania dedykowanych patchy. Oczywiście odbiłoby się to negatywnie na czasie pracy baterii, a część gier korzystająca z ekranu dotykowego miałaby problemy z kompatybilnością, ale danie nam takiej opcji w ustawieniach nikomu by nie zaszkodziło.
Pro Controller 2 jest świetny, ale nie spieszcie się upgradem
Razem z konsolą zamówiłem też nowego „profesjonalnego” pada i z niego także jestem zadowolony. Nowy kontroler leży w łapach jeszcze lepiej, „gładkie” drążki analogowe są niezwykle satysfakcjonujące w użytkowaniu, nowe przyciski GL i GR ukryte na tyle kontrolera można bardzo łatwo przypisać do dowolnych funkcji po przytrzymaniu przycisku HOME, port mini-jack w końcu pozwala na pośrednie podłączenie słuchawek, a d-pad został poprawiony względem pierwszej wersji, dzięki czemu błędy w odczycie inputów nie są tak częste.
Jednocześnie Pro Controller i Joy Cony z pierwszego Switcha wciąż działają z dwójką bez problemu, i, prawdę mówiąc, poprawki w nowych padach nie są na tyle znaczące, abym polecał każdemu natychmiastowe pobiegnięcie do sklepu i natychmiastową ich wymianę. Różnie może być natomiast z działaniem kontrolerów 3rd-party. Po aktualizacji mój 8bitdo SF30 Pro działa bez najmniejszych problemów z nową konsolą, ale już na przykład Arcade Stick od tej samej firmy działa ze Switchem 2 tylko po podłączeniu przez kabel.
Game Chat to pozytywne zaskoczenie
Zdecydowanie natomiast nie spodziewałem się, że tak pozytywnie zaskoczę się funkcją Game Chat. Prawdę mówiąc, usługa ta niespecjalnie mnie interesowała przed premierą – w końcu mam już Discorda na telefonie. Po jej wypróbowaniu zacząłem jednak rozumieć, dlaczego Nintendo tak mocno ją promowało.

No bo widzicie, do tej pory rozmowy ze znajomymi w trakcie grania kojarzyły mi się głównie z szukaniem słuchawek, odcinaniem się od reszty pomieszczenia w celu wyeliminowania jakichkolwiek zakłóceń i walką z zazwyczaj zbyt agresywną redukcją szumów.
A Game Chat? Po prostu klikam przycisk C na kontrolerze w trakcie gry, wybieram osoby, które chcę dodać do pokoju, czekam na akceptację i… rozmawiam. Moja konsola leży kilka centymetrów od głośnika, sam siedzę około dwa metry od niej, a mimo to sprzęt perfekcyjnie wychwytuje mój głos i oczyszcza go z jakichkolwiek zakłóceń lub dźwięków gry za pomocą dedykowanego czipa. Wszystkie strony słyszą się doskonale niezależnie od posiadanego setupu do rozmów. W tej prostocie faktycznie coś jest.
Zaraz się rozkręci
Czy jestem zadowolony z zakupu? Jak najbardziej. Switch 2 to olbrzymi skok do przodu pod niemal każdym względem, a pierwszy tydzień spędzony z konsolą utwierdził mnie w przekonaniu, że nowa generacja zapowiada się bardzo obiecująco.
Mimo to przyznam jednak, że całej premierze czegoś brakuje. Mario Kart World jest świetne i po tygodniu wciąż codziennie mam ochotę na pościganie się z innymi graczami po sieci lub zaliczenie jeszcze kilku wyzwań w otwartym świecie. Jednocześnie mam wrażenie, że premierowy lineup niedostatecznie przedstawia część unikatowych funkcji konsoli, takich jak nowy tryb myszki w Joy Conach czy odświeżanie ekranu w 120hz. No i po prostu brakuje mi tutaj jakieś kolejnej wielkiej przygody bezpośrednio od Nintendo.
Rzecz jasna bardzo szybko się to zmieni. Równo za miesiąc premierę będzie mieć świetnie zapowiadający się Donkey Kong Bananza. Do końca roku na konsolę trafi szereg innych wyczekiwanych tytułów, takich jak Metroid Prime 4: Beyond, Kirby Air Riders, Hyrule Warriors: Age of Imprisonment, Drag x Drive, Pokemon Legends Z-A czy dodatki do Super Mario Party Jamboree i Kirby and the Forgotten Land. Zapowiedziane niedawno Splatoon Riders też pewnie nie jest zbyt odległe.
Tak więc jeśli zakupicie Switcha 2 już teraz, powinniście być zadowoleni. Rozsądek podpowiada jednak, że lepiej walczyć z FOMO i poczekać jeszcze parę miesięcy aż biblioteka gier bardziej się rozwinie.
Krowen
Pierwszy Switch był przestarzały już w dniu premiery. Początkowo nie było szans, by pograć w tytuły znane z kilkuletniego PS4, i chociaż zmieniło się to po czasie, to grając w Wiedźmina w trybie zadokowanym gałki oczne bolały. Nie moc była jednak istotna, a zupełnie nowe podejście do grania, czyli łączenie konsoli stacjonarnej z przenośną. Nie zawodziły też gry, którymi karmiono sprzęt – pojawiały się bowiem porty, które ominęły Wii U, technologiczne cuda w stylu Dooma i tytuły zupełnie nowe, zarówno od Nintendo, jak i innych wydawców. Konsola sprzedawała się jak ciepłe bułeczki, ale pod koniec życia ewidentnie zaczęło mu już brakować mocy. Switch 2 to proste rozwinięcie koncepcji poprzednika – więcej, mocniej, lepiej.
Mamy więc większy ekran o wyższej rozdzielczości i odświeżaniu, konsola Nintendo zyskała na wadze i rozmiarach (na szczęście nie jest specjalnie „grubszy”) względem poprzednika. Podobnie ma się sprawa z dockiem – jest większy i ma wbudowany wiatrak, ale obsługuje wyższe rozdzielczości niż poprzednik. Pomyślano o dodatkowym porcie USB-C na szczycie, który pozwala nie tylko podpiąć akcesoria, ale także (no wreszcie!) ładować konsolę w trybie tabletu z odpiętymi kontrolerami. Chciałem trochę ponarzekać na nóżkę, która jest moim zdaniem gorsza niż w modelu OLED, ale zdała test „PKP Intercity” celująco – sprzęt nie latał po całym przedziale, co nagminnie zdarza się mojemu Legionowi. Mam duże dłonie, przywykłem do wielkich „PC handheldów”, więc rozmiar Switcha 2 nie zrobił na mnie wrażenia.

Nasłuchałem się, że trzeba być Strongmanem, by magnetyczne kontrolery „wyrwać” ze sprzętu. Na siłownię nie chodzę, jednak używając trochę siły bez problemu udało mi się wyjąć je bez użycia „wajchy”. Nie uznałbym jednak tego sposobu mocowania za błędny – by kontrolery wyjąć, trzeba naprawdę chcieć, nie widzę więc możliwości, by zrobić to przypadkiem w trakcie gry. Joy Cony siedzą w gnieździe mocno i nie chybocą, mam jednak do nich inne zastrzeżenie. Kontrolery Switcha 2 nie są odpowiednio zaokrąglone, przez co grając w pełni przenośnie lekko obcierają i wbijają się w wewnętrzną część dłoni. Problem ten nie był u mnie odczuwalny po odpięciu ich od tabletu – nie chwytam ich wtedy tak mocno i nie dociskam do dłoni. Bałem się też o strapy (te zaczepiane sznureczki dzięki którym telewizor jest bezpieczniejszy), bo te da się zdjąć jeszcze łatwiej, ale mimo machania jak szalony, nie udało mi się ich odpiąć. Mimo wszystko nie próbujcie tego w domu.

Sprzęt pod względem mocy obiecuje sporo już premierowym zestawem gier – Street Fighter 6, Split Fiction czy palący komputery Cyberpunk 2077 są pewną obietnicą – tak długo, jak na rynku jest Xbox Series S, możemy spodziewać się gier znanych z innych sprzętów. Zaskoczyła mnie wydajność tytułów z pierwszego Switcha – Nintendo nie chwaliło się tym wcale, natomiast gry osiągają stabilne 30/60 klatek (zależnie od tytułu) oraz w przypadku użycia dynamicznej rozdzielczości – zawsze osiąga maksimum. Sprawia to, że jest to sprzęt świetny nie tylko dla takich maniaków jak ja, którzy mają kupkę wstydu liczącą setki gier, ale też dla nowych graczy, którzy mogą zasmakować gier z pierwszego Switcha w zdecydowanie lepszej wersji. Cóż powiedzieć – grając w Hyrule Warriors: Age of Calamity musiałem nauczyć się unikać ciosów adwersarzy od nowa.
W kontekście przenośnego grania i mocy sprzętu porównania do Steam Decka czy innych Legionów są tutaj najważniejsze. I tak jak Deck jest zjadany na śniadanie przez jego niższą rozdzielczość wyświetlacza, to mocniejsze PCto-handheldy mogą stawać w szranki wydajnością. Pobierają przy tym koszmarnie więcej prądu, padając z baterii w mniej niż godzinę, podczas gdy Switch 2 – zgodnie z nazwą – zagwarantuje nam minimum dwie godziny zabawy. Jest przy tym cieńszy, mniejszy i lżejszy niż tamte sprzęty, nie grzeje się tak bardzo i jest cichutki – wiatrak słyszalny był tylko na kilka sekund po wyjęciu z docka. O tym, że Switch od takiego Legiona jest o kilka stów tańszy, nawet nie wspomnę.

Można powiedzieć, że dostałem dokładnie to, czego oczekiwałem, a nawet trochę więcej. Czy w morzu miodu znajdziemy drzazgi (czy jakoś tak)? No pewnie. Kompatybilność z akcesoriami bywa różna – tak jak zrozumiałe jest, że nie podepniemy Switcha 2 do docka z „jedynki”, to z niezrozumiałych powodów miałem problemy z innymi sprzętami. 8bitdo Ultimate zadziałał dopiero po aktualizacji kontrolera (którą trzeba zrobić na PC), w Arctisach 7+ działa tylko mikrofon, a kontrolery ze Switcha 1 działają, ale… nie wybudzają konsoli. Pozytywnie zaskoczyła mnie za to moja kamera USB – wszędzie czytam tylko o tym, że działają te na USB-C, natomiast moja „bylejaka” pod stare USB 2.0 działa wpięta do docka bez zarzutu.
Po pierwszym uruchomieniu Switcha 2 nie chciałem polecać go graczom, którzy mają poprzednika – bo poza nowym Mario Kart właściwie nie ma tutaj gier ekskluzywnych. Ale przez to, co reklamowane nie było – czyli stabilny klatkaż w niemal wszystkich grach z pierwszego Switcha – mogę sprzęt polecić z czystym serduszkiem. Czeka nas (kolejna) wspaniała generacja z grami Nintendo.





















Uruchomiłem dwie problematyczne gry na 2 – V-Rally 4 oraz Ultimate ADOM: Cavern of Chaos. Pierwsza była brzydka i lubiła się sypać, druga już po pierwszym poziomie strasznie lagowała, a przy trzecim sypała się. Obie działają lepiej, ale MKW nie daje czasu w coś innego grać 🙂